Strona domowa użytkownika
Zawiera informacje, galerię zdjęć, blog oraz wejście do zbiorów.
Zawiera informacje, galerię zdjęć, blog oraz wejście do zbiorów.
Najnowsze recenzje
-
Jakże ON pisze... • Jakże ON pięknie snuje powieść o dwójce ludzi, którzy są, zaraz znikają. Znowu są, by zaraz się rozstać... Łapią się za ręce, a za chwile piszą do siebie listy, mówią w nich o wszystkim... Słowa są i znikają. • I te ich myśli, ta tęsknota, jakże to ulotne wszystko w tej powieści. • Poznają się jako dzieci, na łące. On pasie zwierzęta wyprowadzone z domu, ona przyszła skądś z krowami, przystanęła, narobiła szumu swoim byciem i zachowaniem i jakimś niedopowiedzeniem. I poszła, ale wróciła. I on, on pasący swoje zwierzaki i ona i ich zrozumienie i tajemnica. Lecz los nieuchronnie szykuje łzy i niesie śmierć. I ona wie, co robić. Nie idź tam... - mówi. Nie teraz. Nie idź i nie patrz... • I uciekają razem, bo życie jest cenne, jak nigdy dotąd. Nagle to życie jest jedyną rzeczą, którą mają. Brzuch burczy z głodu, oczy zachowują czujność. Trzeba baczyć na ludzi, na obcych. Unikać ich. Szukać schronienia. Ale mają siebie, aż nagle... • i to nagle zmienia wszystko... • ponownie zmienia ich życia teraz już bez drugiego obok. Dłonie puste, nie ma kogo trzymać. słychać tylko własne kroki i własny oddech. Ona ju bez niego, on bez niej. • I zaczynają się słowa spisane na kartkach, zaczynają się listy, które krążą, które mówią i które są potrzebne. Oni ich potrzebują, bo w nich wszystko jest o nich, o marzeniach, o planach, bo póki żyją to życie jest i to wszystko ma sens, wszystko to, co skrywają w głowach. • Jest wojna, bezradność i tęsknoty coraz więcej. • I listów. Tych też jest coraz więcej. I nawet jeśli on nie czyta, to ona pisze, bo tego potrzebuje. Wyrzuca to, co nie chce przejść przez gardło. Pisze o tym, o czym milczy. Te słowa dają wiarę i nadzieję na cokolwiek. nawet na nastanie następnego dnia. pisze o uczuciach, o zmysłach i emocjach. pisze o łzach i wzruszeniach... On też, ale coraz bardziej pragnie jej. pragnie ujrzeć jej twarz i ją. lecz los nie sprzyja. pozmieniały się adresy, ludzie mają inne twarze i słowa w ustach. ludzie mają inne oczy. Te oczy najczęściej mówią "odejdź". Dlatego spuszczasz głowę, przepraszasz i znowu chowasz się w listach. w nich żyjesz i w nich patrzysz na ludzi całym sobą. • Jakub Jarno - jakże on pięknie snuje powieść po stronach tej książki. Jakże misternie rozkłada delikatny welon słów i ludzi i emocji. ŚWIATŁOCZUŁOŚĆ staje się bliska duszy. Czytasz nie masz siły przestać, bo tą książkę nie sposób odłożyć. z nią się spajasz. z jej bohaterami szczególnie. jesteś i nim i nią jednocześnie. przenikają się w tobie ich słowa, lata prą do przodu. Aż nadchodzi starość i spotkanie i nic już nie jest takie, jak wcześniej. • ty sam, po ŚWIATŁOCZUŁOŚCI jesteś innym kimś, kto pod powierzchnią skóry czuje więcej. więcej ciebie jest ... bo zamieszkuje w tobie ta powieść • przepiękna, niesamowita, na wieczność • agaKUSIczyta
-
agaKUSIczyta • Jest rok 1938. Kończy się spokój. W całym świecie buzuje, dzieje się coś złego, co zatrważa ludność. Nawet tu, w Istebnej. Niepokój i strach stają się coraz cięższe, przygniatają ludzi, jak pierzyna, której nie sposób z siebie odrzucić. Ta wszechobecna groza przenika Joasię, modą pielęgniarkę, która w zaawansowanej ciąży czeka na narodziny dziecka. Czeka i na Stanisława, który w trosce o nią zrezygnował z posady lekarza, by mogli uciec tam, gdzie będzie bezpieczniej. • To jest. Jest ciąża, kochany mąż, strach przed nieznanym i czekanie. • Wszyscy czekają na najgorsze. • Wpływy obcych państw zaczynają zagrażać Polsce. • Ale zanim to wszystko nastąpi, zanim strach podszyty coraz bardziej zbliżającymi się Niemcami osiądzie w ludziach na dobre, jest rok 1928, a w nim marzenia, jako taka beztroska dorastania u wujostwa oraz rysunki. Tych Joasia tworzy coraz więcej, łapiąc na papierze ulotne chwile zachwytu nad życiem. Umiera jej tata, mama sprzedaje dobytek, sytuacja zmusza je do przenosin do wuja. Tak trafiają do Krakowa. • Joasia ma głowę pełną marzeń i planów, bo świat w jej oczach jest piękny, ludzie dobrzy, a życie styka się niemalże z rajem. Lecz marzenia – rojenia, bo życie takie nie jest. • O tym jest właśnie powieść Danuty Chlupowej. Autorka napisała coś, co wymyka się z rąk. Czytasz coś, co przenosi cię w literacki inny wymiar rzeczywistości. Jesteś w starym, przedwojennym Krakowie, potem w Istebnej i choć tu twoja czytelnicza codzienność zamyka się w murach szpitala dla chorych na płuca, to przepadasz w nich kompletnie. Dotykasz pacjentów, łapiesz ich za ręce, by dać nadzieję. Rozmawiasz, walczysz, pomagasz. Masz siłę, jak bohaterka Joanna. Masz miłość, której boisz się zaufać, a która porywa cię szczerością. Trauma związana z pożądliwością wuja sprawia, że boisz się bliskości z mężczyzną starszym od ciebie. No, ale kiedyś musisz… Kiedyś musisz zawalczyć o siebie, stanąć z sobą samą twarzą w twarz. • O tej powieści mogłabym snuć swoją własną, opowiadać o „Słonecznych Tarasach” i opowiadać. A to za sprawą plastycznego języka Danuty Chlupowej. „Tarasy…” porywają malowniczością, pięknem i faktami. To powieść osadzona na prawdzie, na historii i na niebywałej wręcz wiedzy. Te opisy miejsc, zabiegi lekarskie, procesy leczenia gruźlicy w różnym stadium rozwoju – to sprawia, że czytanie staje się ucztą, a wiedza autorki zachwyca. Czytasz i budzą się w tobie uczucia, o jakich dawno zapomniałeś. I choć nie zawsze są one pożądane, to jednak stanowią dopełnienie wyczytanej historii. • „Słoneczne tarasy” magnetyzują na swój wysublimowany sposób. Oto bowiem natrafiasz na misternie odtworzony obraz sprzed stu lat. Dotykasz wręcz historycznych murów budynków, oddychasz przedwojennym powietrzem 1928 roku, odnajdujesz się w autentycznych miejscach, by poczuć bogaty klimat tamtych czasów. • Zachwycasz się tą książką i jej autorką jednocześnie. A gdy czytanie dobiegnie końca, z troską zamykasz tę książkę i przykładasz ją do serca. Bo wiesz, co przyszło w 1939 roku i wiesz, że dalszy ciąg o Joannie i Stanisławie będzie trudnym czasem. Że życie nie będzie ich szczędziło… Że wszystko podleje krew, okrutność i czystki. Że przyjdzie obce, zezwierzęcone wojsko i rozsiądzie się w Polsce na kilka lat. • Lecz póki co… • Istebna… Joasia. • „Przeniesie na płótno ciemną ścianę lasu i sklepienie pełne gwiazd. Te ostatnie zagęści i bardziej je rozświetli aby podkreślić kontrast pomiędzy ciemnością ziemi, a jasnością nieba. Na jej obrazie będzie ono tajemnicą, że gdzieś daleko jest takie miejsce, w którym zawsze zwycięża światło”.
-
po śmierci Pana Myśliwskiego postanowiłam przeczytać jego powieści - UCHO IGIELNE kiedyś przeszło przez moje dłonie, ale opieszale i wiem, że przerwałam czytanie... • a teraz... • teraz wzięłam je do ręki i nie puściłam do końca. takich książek nie można opuszczać. one są jak hołd złożone dla piszącego, który oddaje czytelnik. • UCHO czytasz z ołówkiem i zaznaczasz te zdania, myśli całe... te słowa, które szczytujesz ze stron i które osiadają w tobie na zawsze... • Sandomierz i ucho igielne, do którego prowadzą schody.. wiele schodów zwężających się ku górze. i po tych schodach idą ludzie, pozdrawiają się mijając, Ucho ich zbliża i każdy jakoś w tym wspólnym wchodzeniu łączy się z innym dreptającym. idzie i on - stary już i on - młody, skacze po dwa, trzy stopnie, bo młody jeszcze... i ona przez park przejdzie, ale ta cyganka złapała go za rękę, odwróciła by spojrzeć na dłoń i wywróżyć... starość, młodość, dorastanie... człowiek tyle przeżył, tyle mówił i myślał i na tyle czekał, by nie doczekać... i na starość, gdy siły go opuściły, gdy zaproszono go na spotkanie autorskie, to już chciał, by mu odpuścili to bieganie i pokazywanie. chciał być sam i uciec od świata... starość tak mądra jest.. • Starość pokorą obrasta i zrozumieniem. siły nie te, oczy nie takie, wszystko ciąży na starczych barkach przybliżając człowieka ku ziemi. ku tej wiecznej ostateczności. • czytasz i zamykasz się w tych okładkach cały. sowa płyną w tobie niczym leniwa woda, bo nie trzeba się spieszyć z niczym, z życiem tym bardziej. czytasz i czujesz w sobie duszę i siebie i starość, która prędzej, czy później zacznie gdzieś koło ciebie tuptać... czytasz i wiesz, że jesteś, że żyjesz, że jesteś częścią tego, co się dzieje, choć to coś przeminie. • i wiesz, że po UCHU sięgniesz po inny tytuł pana Wiesława i pochylisz czoło, by uczcić pamięć po nim... • a po czytaniu zalega cisza. słowa osiadają w czytającym. człowiek zastanawia się nad tym, co przeczytał, co się dzieje i o tym, kim sam jest w obliczu tego wszystkiego. tego ogromu czasu, który pędzi i który sprawia, że człowiek pędzi i za sobą samym. a w tym pędzie zastanawia się, czy żyje swoim życiem, bo myśli czasem igrają z człowiekiem, jak czas. przeszłość przecież jest teraz, czas ją zapisze i stanie się historią dla tych po nas... człowiek gubi sam siebie dlatego dobrze, że ma korzenie. że ma matkę i ojca i dom. tak, dom - bo to drogowskaz... • Ucho - - - nie zapomina się takiej powieści nigdy • Panie Wiesiu, chciałoby się powiedzieć, co... jakoś nie brzmi... nie tu... Panie Wiesławie, spoczywaj w Spokoju • agaKUSIczyta
-
„ (…) sytuacją kryzysową jest nie móc żyć.” Sytuacją kryzysową jest nie móc być sobą pośród ludzi, którzy oceniają i szufladkują i którzy nagle cię wykreślają... W ich oczach przestajesz w ogóle być, nie ma cię, choć jesteś i choć wszystko wewnątrz ciebie pęka z bólu. Jesteś jednym, wielkim, kobiecym bólem, który próbuje się uśmiechać i żyć i myśleć i który odważa się być nadal tu, w tej małej mieścinie, bo gdzie indziej masz być? • Mathilde podczas pandemii wiąże się z Jacobem, z uczniem, który sam inicjuje bliskość między nimi. To od niego wszystko się zaczyna, by potem na Mathilde się skończyło. Bliskość z Jacobem wiąże się z ogromnym ryzykiem, dlatego, gdy prawda wychodzi na jaw, Mathilde ponosi tego konsekwencje. Zostaje bez pracy, posądzona o lubieżność i o wykorzystanie młodszego. Nie ma prawa głosu, bo nikt nie ma ochoty słuchać jej wyjaśnień. Stygmatyzowana zostaje wyrzucona poza nawias i człowieczeństwa i normalności. Bronić się? Próbować dialogu? Godzić się na postawione warunki? Chyba nie warto, nie tu i nie w takim natłoku myśli innych ludzi, skrzywionych myśli nie mających nic wspólnego z prawdą. • Wiele pytań się pojawia, wiele słonych łez i bólu odczuwanego aż w duszy. Tyle myśli bez odpowiedzi... • Aż Mathilde wyjeżdża z Oslo. Zmienia adres, zmienia otoczenie i wymazuje swoją przeszłość. Ląduje w Telemarku i wynajmuje dom od John`sa i Andreasa. Zjawia się tu, bo musi mieć nowy start, musi zacząć życie od czystej karty siebie. Ale ten okrutny czas pokazuje, że i tu są ludzie, którzy wszystko widzą. Że są miejsca pozornie ciche, które mają oczy i uszy. Że wszystko wychodzi na światło dzienne, nawet jeśli długo stanowi tajemnicę. Bo „(...) Czasem człowiek nie wie, dlaczego robi to, co robi” choć „czasem błąd jest szczęśliwym trafem, punktem zwrotnym, a nawet objawieniem”. • Jest łóżko, jest jego bliskość i jej nagość, są jego dłonie i oddech. Jego ciało, jej ciało, ruch, zmięta pościel i pustka po jakimś czasie. Jest pożegnanie, które jak pożegnanie w ogóle nie wygląda. Są wspomnienia. I jest gorzki smak trucizny, która rozlewa się po całym ciele. On krzyczy, ona milczy. On choruje, potem. Ona musi być zdrowa i pokazać siłę, na przekór ludziom i na przekór samej sobie. • I są słowa. Że im dalej jest, tym bardziej on ją kocha. Że im bardziej się oddala, tym bardziej on czuje miłość do niej. Lecz gdy już jest, gdy wraca i gdy patrzy na niego, gdy czeka na słowo, czy jego gest, nawet ten drobny, to on milczy. Milczy albo mówi nie to, co chciał powiedzieć. Nie potrafi w sobie znaleźć odpowiednich słów, by wyrazić co czuje. Rani ją. Biczuje słowami. Upokarza swoją osobą... Choć potem tego żałuje i czeka znowu, na nią. Zerka w okna wieczorem i pragnie jej w tym swoim niemym ciele. • Nie potrafisz oderwać się od tych stron, których treść tak głęboko w ciebie wrasta. Ponownie odtwarzasz wyczytane sceny i wyświetlasz je sobie pod powiekami oczu. Czujesz w sobie tę historię i tą bezradność ludzi z „Pogłosu” lecz jakoś nie umiesz znaleźć wyjaśnienia ich zachowań. Każdy skrywa traumy, których nie wyjawia, a które zakopuje w sobie coraz głębiej i głębiej. Udają kogoś, kim naprawdę nie są i ranią ludzi, którzy na ich gniew nie zasłużyli. Flatland nakreśliła powieść, po której skończeniu słyszysz ciszę. Wyczytane słowa układają się w tobie, a domysły snują się niczym potok. Stajesz się świadkiem tragedii, którą trudno opisać. Milczysz w tej pustce, która echem wypełnia ci umysł. • Wszystko umiera bezpowrotnie. • Podobnie zrobiła Sara Mesa w „Takiej miłości” gdzie między ludźmi zabrakło słów, których chciało się coraz więcej i więcej. Był on i ona i ich namiętność. Lecz zegar tykał, mijały dni, po nich tygodnie. Weszła inność i słowa, które zburzyły wszystko. Było ich nagle tak wiele, że robiło się duszno. A przecież, myślisz, było między nimi tak dobrze i trak pięknie. Potrzebowali się wzajemnie, tak zwyczajnie. Chcieli siebie, więc dlaczego tak się ta ich historia potoczyła. Nie inaczej jest w „Pogłosie” Flatland. Jest ona, jest on i jest dziś, a co jutro? Co z innymi osobami? Kto weźmie na swe barki konsekwencje tego co było między nimi? Czyja to wina, pada pytanie, które zawisa w powietrzu szukając odpowiedzi, no, czyja? Czyja to wina? Kto zaczął to wszystko?... • A czy to ważne?, myślisz jako czytelnik. • „Pogłos” paraliżuje i odbiera zmysły. Zawłaszcza człowieka dla siebie i przemiela go, by na końcu wypluć. Wrzucić w spienione wody wodospadu. Zniszczenie wszystko uśmierca, a zagubienie przygniata duszę, jak ciężki głaz, co odpadł ze stromego zbocza. • Czytasz w ciszy, a gdy kończysz, zaczynasz czytać od nowa. Wyczytujesz tą powieść i łapiesz się na tym, że wówczas ta historia nabiera innego znaczenia. Że ta powieść ma wielorakie zakończenie. Ale, co wiesz, każde z nich gorzko smakuje i tak samo boli. Flatland wykreowała literacki, precyzyjny wręcz obraz dusznego uczucia, które puchnie do chwili, aż pęka i wszystko zmienia. Rodzi się zawiść, zazdrość i kłamstwa. Rodzą się czyny, padają niepotrzebne słowa, a obrzydzenie zalewa umysły mieszkańców, tych postronnych „domyślicieli”, którzy już wydali wyrok. • … winna... • Niesamowita powieść. Wyjątkowa i szczególna. • Jedna z najlepszych, jakie mi się ostatnio trafiają. • agaKUSIczyta
-
Taaa klasyka, można by rzec. Ta piękna klasyka, można by dodać, bo cóż innego napisać o książce, którą zawsze zachwycam się na nowo. Na nową ją też za każdym razem odkrywam i poznaję. Na nowo w nią wchodzę i odczuwam. Temat klasyki literatury powraca co jakiś czas, a o „Wichrowych wzgórzach” jest teraz głośno z racji najnowszej ekranizacji. • A co o nich wiemy? „Wichrowe wzgórza” to powieść „stara”, osadzona w scenerii XVIII-wiecznej codzienności angielskiej. Niby nic urzekającego, jednak jest w niej coś, co przyciąga czytelnika. Personalia bohaterów, ich związki i charaktery, czy zaciekłość, która burzy nie jedno uczucie. A do tego miłość, która nie zawsze bywa tą szczęśliwą. Miłość, która wywołuje łzy, pustkę i samotność. • Ale zacznę od początku. • „Wichrowe wzgórza" pojawia się w kontekście miłości, co może niektórych odstręczyć. To nie jest romans, nadmienię. To coś zupełnie innego – to dramat społeczny wyzbyty konwencjonalności. Obraz miłości, jaki jawi się na naszych oczach stanowi komplikację dla wielu bohaterów. Miłość niszczy ludzi i choć powinna uwznioślać, staje się impulsem do złego. Cierpienie, zdrada, żądza zemsty czy choćby samotność, to tylko niektóre namiętności bohaterów. Pokuszę się o stwierdzenie, ze Bronte stworzyła postacie, które trudno polubić jednoznacznie. Trudno też nie współodczuwać ich emocji. Czytasz i choć nie chcesz stać się literackim Heathcliffem, czy snującą opowieść, Ellen Dean, to jednak łamią się w tobie wszelkie opory. Emily Bronte tak precyzyjnie nakreśliła fabułę i tak zmyślnie ją poprowadziła, że czytasz i stajesz się kimś odrealnionym. • Wiatry wieją. • Łzy ciekną po policzkach. • Serce boli. • Zimne ręce pierzchną od wiatrów. • W „Wichrowych wzgórzach” współczujesz każdemu. Nawet główny bohater, pan Heathcliff, gbur i prostak z pozoru, ma w sobie wielką głębię pokory i wdzięczności. Ellen, służąca i kucharka jednocześnie, która próbuje stanąć obok tego wszystkiego, co się wokół niej dzieje, niewidzialną nicią pęta ci duszę. Tak jest niemalże z każdym, kto pojawia się na kartach powieści. • Powieść, która ukazała się w 1847 roku tematycznie wykraczała poza swoje czasy. Bronte pisała odważnie, dobrze i jakże głęboko. Jej powieść – jedyna w dorobku – stała się klasykiem samym w sobie. Kobieta, której codzienność ograniczała się do plebanii Haworth, położonej na kompletnym odludziu w zachodnim Yorkshire, była mdła i monotonna, dlatego jej wyobraźnia ujmuje. Jej wyobraźnia wykraczała poza widoczny horyzont widziany każdego dnia. To ktoś, kto stworzył sobie inny świat i nadał mu cechy tego, który był realnym. • Jednak to wydanie „Wichrowych Wzgórz” tłumaczone przez Jerzego Łozińskiego jest przegadane. Ta publikacja podczas czytania tworzy w głowie mentalny chaos, a od nadmiaru użytych słów, staje się nieskładna i nieciekawa. Przykro to pisać, lecz oryginalny tekst książki wzięła na warsztat tłumaczenia także pani Janina Sujkowska i ten jest majstersztykiem. Ten jest klasyką przez duże K., którą trudno przerwać w trakcie czytania. • „Wichrowe wzgórza” KONIECZNIE, NON STOP od nowa i od nowa. • Tłumaczenie – wybierz sam, bo na półkach księgarń znajdziesz wiele jej wersji i okładek. Czytaj i oceniaj. Czytaj i delektuj się jej pięknem i plastycznością. Czytaj i przenoś się w literacką fikcję, bo warto. Czytaj ciągle i wszędzie. Szukaj podtekstów, spojrzeń i słów, które ci wcześniej umknęły, a które teraz wyłapujesz. Czytaj i marz... • „Wichrowe wzgórza” to niesamowita powieść. Wyjątkowa i szczególna. • „Wichrowe wzgórza” jedna z najlepszych, jakie mogą się trafić. • Perełka literatury.