Strona domowa użytkownika
Zawiera informacje, galerię zdjęć, blog oraz wejście do zbiorów.
Zawiera informacje, galerię zdjęć, blog oraz wejście do zbiorów.
"Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła"
Wisława Szymborska
"Kto czyta książki, żyje podwójnie"
Umberto Eco
"Łatwiej niektórym książkę napisać, niż drugim ją przeczytać"
Alojzy Żółkiewski
"Z książkami jest tak, jak z ludźmi: bardzo niewielu ma dla nas ogromne znaczenie. Reszta po prostu ginie w tłumie"
Wolter
Najnowsze recenzje
-
Tiril, Oliver wraz z dziadkiem Franzem wyruszają na poszukiwanie skarbu Hagbarda Jungego, króla wikingów. Z inicjatywą wyszedł Roar Rudobrody, który twierdzi, że ponad tysiąc lat temu skarb ten został ukryty prze króla wikingów, gdzieś w górach. Jednak symbole, które mają wskazywać do niego drogę są dla Roara zupełnie nieczytelne. Dlatego poprosił o ich rozszyfrowanie dziadka Franza. Dla Franza i dzieciaków z Biura Detektywistycznego nr 2 nie ma rzeczy niemożliwych. Również to zadanie zdaje się być dla nich zwyczajną błahostką. Dzielni detektywi nie spodziewają się jednak, że co do skarbu wikingów Roar ma oczywiście nieco inne, znacznie bardziej niecne plany, niż na początku zakładał. Jak się kończy ta instygująca historia? Przekonajcie się sami, bo warto sięgnąć do tej lektury. Serdecznie polecam.
-
Bohaterką tej krótkiej, ale bardzo wymownej publikacji jest niejaka Basia. Dziewczynka jest w nastoletnim wieku i jak każda osobowa na tym etapie rozwoju czasami jest chimeryczna. Basia ma starszą od siebie siostrę Katarzynę, która przynajmniej w mniemaniu ich matki, jest absolutnie wzorem godnym naśladowania. Na pozór więc, stanowią zwyczajną, szczęśliwą i zgodną rodzinę. Ale pozory niestety bywają mylne i to bardzo często. Tak też jest w ich przypadku właśnie. Basia snuje marzenia o swej przyszłości. Uwielbia malować i w tym się spełnia. Okazuje się, że ma talent, który jest doceniany nie tylko w jej obecnej szkole. Mama natomiast nie traktuje jej pasji poważnie. Uważa to za jakieś głupie mrzonki, z których nic dobrego nie może w dalszej perspektywie wyniknąć. Zabija tym samym we własnym dziecku chęci do robienia czegokolwiek. Ma ją za totalnego nieudacznika, dodatkowo bałaganiarę, z którą są wiecznie jakieś problemy. Problem polega również na tym, że gdy matce się coś w zachowaniu Basieńki mocno nie spodoba, ta zmusza swego męża Wacława do ukarania dziewczynki. Oczywiście wówczas w grę wchodzi wyłącznie rozwiązanie siłowe… Impuls do podjęcia pewnych działań, mogących przynieść w tej kwestii pomoc dziecku, powstaje w wyniku napisania przez Basię pewnego szkolnego wypracowania… Lecz i ono okazuje się być zbyt słabym sygnałem… Świat nadal zdaje się być bardzo głuchy, a może ten „krzyk jest niemy”? • „Wrony” to bardzo przerażająca i wstrząsająca powieść. To książka o jednym z wielu „defektów” obecnego społeczeństwa. To opowieść o niesamowitym strachu, lęku, niemocy, bezsilności, psychicznym i fizycznym znęcaniu się. Bardzo przykra rzecz, aczkolwiek tak niestety dzieje się i to niejednokrotnie gdzieś blisko nas. Pozostaje nam mieć jednak nadzieję, że poczynione całkiem niedawno, pewne kroki prawne pozwolą w sposób znaczny zniwelować skalę tej „choroby społecznej”. Nie bądźmy głusi i ślepi na wszelkie, nawet te najdrobniejsze, objawy przemocy. Polecam lekturę, bo zwyczajnie warto ją przeczytać.
-
Tym razem Frania ma problem z wytrwałością. Szybko jednak okazuje się, że i tacie w tym temacie nie całkiem dobrze idzie. Tato zakupił sobie skakankę do ćwiczeń. Frania usilnie próbuje na niej swoich sił. Nie do końca się jej to udaje. Szybko się zniechęca. Winna jest nieco skakana. Ma zbyt długi sznurek. Gdy tata go nieco skraca Frani idzie skakanie całkiem nieźle. Zatem wytrwałość popłaciła. Podobnie dzieje się w historii z układaniem domina, gdzie Frania zwyczajnie nie ma cierpliwości do stale przewracających się kostek. Z pomocą przychodzi jej brat, który pokazuje siostrze jak należy je właściwie poukładać, a następnie kibicuje Frani, gdy ona na nowo podejmuje to trudne wyzwanie. Na koniec najsmutniejsza z opowieści, o zapodzianym w autobusie króliczku Stefanie. Ale z tą może zapoznajcie się sami… Ćwiczenie wytrwałości i cierpliwości zarazem to nie lada wyzwanie. Nie ma jednak rzeczy niemożliwych. Trzeba tylko chcieć. Z pewnością zaowocuje to w przyszłości drobnymi, a nawet nieco większymi sukcesami.
-
Kto by pomyślał, ze żar w zwykłej ogrodowej szklarni może być aż tak uciążliwy dla pająka i małej muchy? Henryk chce powrotu do ogrodu, a Bzykowi doskwiera przeogromna nuda… Lecz w pewnym momencie ich uwagę przykuwa kolorowa ulotka. Jest to reklama Klubu Insektario, ale na jednym z jej zdjęć dostrzegają Mię… W te pędy ruszają, by ją znaleźć. Na miejscu czeka ich nie lada gratka. Plaża, leżaki, koktajle… Wszystko, czego tylko dusza zapragnie. Prawdziwe, sielskie wakacje. Przy okazji trafiają na uroczą ciotkę Kasandrę, która oczywiście nie myśli o niczym innym, jak tylko o tym, kogo mogłaby ewentualnie zjeść. Ale nie w tym rzecz. Gdzie jest Mia? Bzyk i Henryk zaczynają przeprowadzać dochodzenie. Trop prowadzi ich do restauracji, w której mała ptaszniczka pracowała jako pomoc kuchenna. Być może nadal tam jest? A jeśli nie, to gdzie? Może po pewnej nitce trafią w końcu do kłębka i znajdą swoją ukochaną, adoptowaną córkę? Kto wie… Z pewnością czeka ich jeszcze wiele przygód nim zdołają osiągnąć cel swej wyprawy.
-
Och jak niedobrze jest mieć wszystkiego w nadmiarze… Miała okazję się o tym przekonać niejaka Kornelia. Pokój Korneli przypomina sklep z zabawkami połączony w pewnym sensie z niewielką księgarnią. Jest w nim absolutnie wszystko. I jak twierdzi dziewczynka WSZYSTKO, co się w nim znajduje, jest jej niezbędne do szczęścia. W pewnym momencie mama oznajmia jej, że wysyła ją na wakacje na wieś do dziadka. Dziadek mieszka dość daleko. Kornelię czeka podróż pociągiem, w związku z czym nie może zabrać ze sobą zbyt wielu przedmiotów. Mama pozwala jej spakować wyłącznie JEDNĄ zabawkę. To okrutna kara dla Kornelki, która uważa że będą to jej najgorsze i najnudniejsze wakacje w życiu. Mimo to udaje się do swego dziadka. Tymczasem staruszek żyje sobie sam w swoim malutkim, skromniutkim i skrajnie minimalistycznym domu, który w pierwszej chwili ogromnie przeraża małą dziewczynkę. Co ona tu pocznie? Nie ma zabawek, ani firanek, jest tylko mały stoliczek, coś do siedzenia i łóżko do spania? Nie dość, że się zanudzi tu na śmierć, to nim to nastąpi oszaleje… Okazuje się, że sprytny dziadek ma swój plan i doskonałą wyobraźnię, by wspólnie ze zniechęconą wnuczką wcielić go w życie i jednak nie zwariować. • Każdy rodzic powinien przeczytać tą uroczą, pełną ciepła i miłości opowieść. Traktuje o rzeczach naprawdę ważnych w bardzo wyważony sposób. Myślę, że w obecnych nam czasach obfitość przytłacza nie tylko dzieci, ale także dorosłych. Zatem przyda się nam wszystkim i wyjdzie na dobre taka krótka literacka lekcja pokory i spowalniająca rytm dnia. Polecam wszystkim lekturę.