Strona domowa użytkownika
Zawiera informacje, galerię zdjęć, blog oraz wejście do zbiorów.
Zawiera informacje, galerię zdjęć, blog oraz wejście do zbiorów.
Najnowsze recenzje
-
„Światło w cichą noc” Krystyny Mirek to już trzecia świąteczna pozycja, która w tym roku towarzyszy mi i ma za zadanie obudzić we mnie magię świąt. Wabi piękną okładką, która jest jeszcze dodatkowo ozdobiona błyszczącym padającym śniegiem. A ja, że jestem prawdziwą okładkową sroką zauroczyłam się tym w okamgnieniu. • Trwają przygotowania do świąt. Na osiedlu położonym na obrzeżach Krakowa lśnią tysiące świateł. Tylko dwa domy stoją ciemne. Przedwojenna willa i niewielki budynek obok niej. • Antek Milewski wraca do domu po latach. Zostawia za sobą porażkę życiową i chce zacząć wszystko od nowa. Kiedy przekracza próg starej willi, wracają dawne wspomnienia. Zaczyna rozumieć, że nie odnajdzie spokoju, dopóki nie rozwiąże tajemnicy z przeszłości. Dlaczego kochający ojciec nagle porzucił żonę i dziesięcioletniego syna? Czemu nigdy nie próbował naprawić błędu? • W małym jednorodzinnym domu nie obchodzi się świąt Bożego Narodzenia, bo kojarzą się z tragicznym wypadkiem. Magda Łaniewska i jej dwaj bracia zawsze wtedy wyjeżdżają do ciepłych krajów. Ale tym razem staną przed wielkim wyzwaniem. Będą musieli zorganizować prawdziwą Wigilię. • Nie wszystko pójdzie zgodnie z planem. Nie każdy człowiek okaże się wart pokładanego w nim zaufania. Jednak w magiczną noc światła zapalą się nie tylko w dwóch uśpionych domach, ale też w sercach ich mieszkańców. • Sięgnij po nową powieść mistrzyni lekkiego pióra. • To piękna i głęboka historia, która ogrzeje serca w zimowy wieczór. • „Światło w cichą noc” to powieść po brzegi wypełniona ciepłem i zapachem pierników, idealna na zimowe wieczory z gorącą herbatką czy słodką czekoladą. • Światełko niesie ze sobą cudowną atmosferę, która rozwija się z każdą stroną...to oczekiwanie na święta, przygotowania, sprzątanie, gotowanie, a nawet prozaiczne zakupy i galerie oferujące mnóstwo świątecznych „przydasi”, autorka wplotła umiejętnie w fabułę i stworzyła iście magiczną historię utkaną ze zwykłej codzienności. • Akcja powieści rozgrywa się w okresie około świątecznym, a więc uczestniczymy wraz z bohaterami w ich przygotowaniach do świąt, poznajemy ich skrywane żale i pragnienia, a także idziemy wraz z nimi na zasypany śniegiem chodnik i odgarniamy go zaciekle, by pozbyć się nagromadzonych złych emocji. • Antka, Michała, Magdę i Bartka, a także babcię Kalinę oraz Biankę – polubiłam od samego początku. Nie mogło być inaczej! Po prawdzie, z chęcią spotkałabym na swojej drodze jednego z tych uroczych mężczyzn...ale pani Krystyna ma co do nich inne plany :) • „Światło w cichą noc” ogrzało moje serce, tchnęło we mnie iskierkę światła i powiem szczerze, że za przykładem Bartka, zamierzam w tym roku upiec z synem pierniki, aby magia powróciła do mojego rodzinnego domu. W tym roku będzie nam to szczególnie potrzebne. I podobnie jak Magda, wierzę, że przyszedł czas, by odczarować Święta Bożego Narodzenia i myślę, że mój Anioł Stróż spojrzy na to wszystko z uśmiechem. • „Światło w cichą noc” to powieść, gdzie jak zwykle pióro Krystyny Mirek jest starannie dopracowane i językowo wyważone, do tego stopnia, że podczas czytania odnosiłam często wrażenie, jakby napawała mnie spokojem, spływał on na mnie z każdej linijki tekstu. • Jednocześnie zawiera całe mnóstwo wskazówek i drogowskazów na przyszłość. • Autorka podkreśla w powieści bardzo istotną rolę jaką w życiu powinno odgrywać rodzeństwo: „Często brat czy siostra to najbliższa osoba, a zgrane rodzeństwo może być wielkim wsparciem, także kiedy się dorasta i opuszcza dom.” Miłość i bliskość rodzeństwa są bardzo ważne, choć często tak wiele osób o tym zapomina. Czasem w życiu pozostaje nam tylko rodzina. Warto o nią zadbać i podreperować zardzewiałe zawiasy rodzinnych relacji, zwłaszcza teraz kiedy zbliżają się w święta. Trzeba czasem schować dumę do kieszeni, póki jeszcze mamy na to czas. Póki jest na to szansa. • „Światło w cichą noc” to również delikatna przestroga dla tych, którzy rzucają się w wir miłości. Czasami zaślepieni uczuciem rzucamy się w związek całym sercem i całą duszą, a bywa że nie zawsze kończy się to dla nas szczęśliwie. Coś o tym wiem, dlatego mocno kibicowałam Magdzie i bardzo chciałam, żeby w końcu zdjęła z nosa różowe okulary, by nie wpadła jak śliwka w wigilijny kompot. Czy jej się to udało? No cóż...to już zostawię dla siebie, a Wy przekonacie się o tym, jak tylko sięgniecie po powieść. • Podobnie, jak niegdyś betlejemska gwiazda oświetlała drogę do stajenki, niosąc dobrą nowinę i dając ludziom nadzieję, tak „Światło w cichą noc” Krystyny Mirek niesie ze sobą spokój i wiarę. Wiarę w rodzinę, gdzie powinniśmy dbać o siebie nawzajem, wspierać się, a przede wszystkim kochać. Dzięki temu, choćby na zewnątrz świat się walił w półmroku i pokładał w nas kamieniami, w zaciszu domu znajdziemy wszystko to, czego ludzkie serce potrzebuje. • „Światło w cichą noc” to powieść, po którą warto sięgnąć, by sobie przypomnieć o tym co w życiu powinno być najważniejsze. Zwłaszcza teraz kiedy zbliżają się święta. Dlatego serdecznie polecam ją każdemu, bez wyjątku. Wpuśćcie światełko do swojego domu i niech Wam świeci, bardzo długo. • Za egzemplarz do recenzji ogromnie dziękuję Wydawnictwu Edipresse. • Ps. Już wkrótce (jeszcze nie wiem dokładnie kiedy) nakładem wydawnictwa ukaże się druga część pod tytułem „Światło o poranku”. Już się nie mogę doczekać! I gwarantuję Wam, że po przeczytaniu pierwszej części, również będziecie niecierpliwie oczekiwać dalszego ciągu.
-
„Aleja Siódmego Anioła” Renaty Kosin swoją premierę miała 25 października bieżącego roku. • Odkąd pojawiły się pierwsze zapowiedzi tej powieści, wiedziałam, że znajdzie się ona na mojej liście książek, które muszę mieć w swojej biblioteczce. Czułam, że ta książka jest dla mnie. • Swój egzemplarz wraz z dedykacją wygrałam w konkursie organizowanym przez autorkę. • I jak tu nie wierzyć w Anioły? • Wypowiedzi w konkursie było mnóstwo, autorka wybrała moją, a może to Anioł wybrał za nią...tego nie wiem, ale pani Renata Kosin podsumowała to tak: „Postanowiłam dać go osobie, która swoją odpowiedzią trafiła w punkt, zupełnie, jakby już przeczytała "Aleję Siódmego Anioła", albo jakby ta powieść powstała specjalnie dla niej. • A o Aniele napisała tak: • "Aleja Siódmego Anioła " pragnę przeczytać, ponieważ uwielbiam takie książki, co dają nadzieję, które mówią o miłości a nie są koniecznie romansem, takie które porywają serce i duszę, wynoszą mnie na wyżyny tego co nienamacalne, tego co tylko można wyczuć sercem, dostarczają mi dobrych myśli i wiary w to, że życie niesie nam też dobre rzeczy, a jeśli mowa w niej o aniołach to jest to książka idealna dla mnie, bo w anioły wierzę mocno, mam już ich mnóstwo w domu i jednego w niebie." • I tak to się stało. Na domiar tego kiedy książka dotarła do mnie – drugi egzemplarz dostałam od Wydawnictwa Filia, w tym samym dniu. Jak wiecie przeznaczyłam go dla Was na konkurs. • Bo szczęście trzeba dzielić, żeby się mogło mnożyć. • Julia nie ma żadnych marzeń, ponieważ jest przekonana, że nie zasługuje na ich spełnienie. Prawie cały swój świat zamknęła w czterech ścianach maleńkiego mieszkania na jedenastym piętrze wieżowca, jak w szklanej śniegowej kuli. Na zewnątrz pozostało jej poprzednie życie, to do którego nie ma już powrotu. • Jednak pewnego dnia coś się zmienia. Granice uporządkowanego świata Julii zaczynają kruszeć i pękać, gdy ze starego sekretarzyka odnalezionego na zapleczu pewnego sklepu wypada list napisany przed laty przez kilkuletniego chłopca. List zawierający niezwykłą prośbę. Julia postanawia sprawdzić, czy zapisane w nim marzenie spełniło się, ruszając jego śladami. Dzięki temu odkrywa tajemnicę, nad którą czuwa siedem wyjątkowych aniołów. • Piękna opowieść o miłości silniejszej niż czas. • „Aleja Siódmego Anioła” Renaty Kosin to nie jest książka, którą po przeczytaniu wystarczy odłożyć na półkę. Przynajmniej ja nie mogłam. Przytuliłam ją mocno do siebie i szepnęłam do swego Anioła, by nigdy mnie nie opuszczał, by otaczał mnie swoimi skrzydłami i czuwał nade mną. • Powieść nie jest też typowo świąteczną, sielankową historią z dźwiękami Jingle Bells w tle. O nie! • „Aleja Siódmego Anioła” porusza zakamarki duszy, wyrywa z niej smutek kawałek po kawałku, tak że ulatuje on gdzieś daleko. Historia opowiedziana przez autorkę, ma w sobie tyle mocy i wiary, wycisza, odgania mrok i rozjaśnia nadzieją, że faktycznie – chyba była napisana dla mnie. A takich mnie wśród Was jest z pewnością bardzo wiele. Więc mam nadzieję, ze trafi ona w Wasze dłonie i będziecie mogli nacieszyć się tymi wszystkimi dobrymi znakami, które niesie ze sobą ta książka. • „Aleja Siódmego Anioła” prowadzi nas przez rok z życia Julii, byśmy razem z nią mogli dojrzewać, pogodzić się z żalem i smutkiem, by dostrzec, że nosimy w sercu miłość, nawet jeśli wkradł się do niego szklany odłamek z lustra Królowej Śniegu. Takimi skrawkami, które wpadają do naszych serc czy oczu są złość, strata, cierpienie, ból, samotność. Zamykamy się przed światem, na świat. Chyłkiem przechodzimy przez życie, wśród ludzi...a czas przepływa nam przez palce. Bo tak jest bezpieczniej, lepiej, spokojniej. I tak z dnia na dzień zamykamy się w śnieżnej szklanej kuli. • Dobrze jest mieć wtedy Anioła Stróża. Może być nim inny człowiek albo prawdziwy Anioł, który da nam znaki. Ważne jest, by dostrzegać znaki, które nam daje. • „...Bo każdy powinien mieć własnego anioła, takie, wie pani, co • by nad człowiekiem czuwał i w porę chwycił za chabety, jakby coś. • Anioła Stróża.” • Renata Kosin – być może za podszeptem Aniołów – ubrała w słowa i w piękną historię, wszystko to, w co od dawna wierzę i co chodziło mi po głowie. Mój Anioł tam w niebie czuwa nade mną od niespełna roku, wiem że nie ma ze mną lekko, ale to on właśnie codziennie, daje mi siłę do dalszego działania. • I chyba potrzebowałam tej powieści, by móc głośno mówić o mojej wierze w coś nienamacalnego, w coś co czasem tak trudno jest innym pojąć. • „Aleja Siódmego Anioła” poruszyła moją duszę, wzniosła ją na wysokość bliżej nieokreśloną, wyrwała mi ogrom smutku z serca. I przyznam się Wam (ze łzami w oczach), że odetchnęłam głęboko od bardzo dawna. • Historia Julii i siedmiu Aniołów tu na ziemi oraz jednego w niebie, a potem kolejnych, napełniła mnie wielkim spokojem. Trudno to wyjaśnić. Ale z każdą stroną czułam jak moje smutne serce uspokaja się, jak spływa na mnie przekonanie, że jeszcze będzie dobrze. • „Aleja Siódmego Anioła” Renaty Kosin to powieść dla tych, którym zima rozpanoszyła się w sercu i w życiu za sprawą losu i Królowej Śniegu. To książka, która topi lód powoli ale skutecznie. Rozgrzewa wiarą i rozpala nadzieją. • Wobec czego nie pozostaje mi nic innego jak życzyć Wam, abyście przeszli się po stronach „Alei Siódmego Anioła”, przysiedli na ławeczce wraz z Julią i ze mną, porozmawiali z Aniołami, nakarmili braci mniejszych i odnaleźli pióro zatroskanego anioła. • Za cudowną lekturę i wszystko to, co mi przyniosła dziękuję - Pani Renacie Kosin. • Za egzemplarz do recenzji, którym podzieliłam się z innymi, dziękuję Wydawnictwu Filia.
-
„Dwór w Czartorowiczach” Moniki Rzepieli to tegoroczny debiut literacki, rozpoczynający jednocześnie cykl Saga Polska. • Okładkowa grafika przenosi nas przed próg polskiego dworu, gdzie zajeżdżamy konną dorożką. • Panny Ewa Jabłońska i Iga Branicka wychowały się we dworze w Czartorowiczach, od pokoleń należącym do rodziny Jabłońskich. Pomimo że sporo je różni, są ze sobą zaprzyjaźnione. Obie się zakochują. Splot wydarzeń doprowadzi je do konieczności dokonania trudnych wyborów. Co powinny uczynić, by spełniły się panieńskie marzenia? Nostalgiczna, barwna i lekko napisana historia miłosna, rozgrywająca się po upadku powstania styczniowego na dalekim Podolu, w czasach i miejscach, których nie ma, ale które rzewnie wspominamy. Dwór w Czartorowiczach ukazuje losy mieszkańców od urodzenia aż po grób, towarzysząc im w salonie i w kuchni, w alkowie i w ogrodzie, przy ołtarzu i nad mogiłą. • Muszę przyznać, że nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać sięgając po tę pozycję. Uwielbiam takie klimaty dawnych czasów. Zdaję sobie sprawę z tego, że obecnie niezmiernie trudno jest pisać o tym jak było, zwłaszcza jeśli umieszcza się fabułę w Polsce. Dla mnie jako czytelnika taka powieść, musi być wiarygodna. Nie zniosłabym przekłamań, czy też naciągania rzeczywistości. Przeczytałam kilka sag w swoim życiu i chociaż pociągają mnie klimaty angielskie, to jednak z ciekawością sięgam po te sagi osadzone w XIX Polsce. • Czy Monika Rzepiela – spełniła moje oczekiwania? • „Dwór w Czartorowiczach” Moniki Rzepieli, to fascynująca historia, która przenosi nas do czasów dworskich. Akcja dzieje się na dalekim Podolu, niedługo po upadku Powstania Styczniowego. • Podczas czytania daje się wyraźnie wyczuć, że autorka dokonała obszernego researchu na temat panujących obyczajów w ówczesnej Polsce. W sposób bardzo dopracowany stosuje w swej powieści wiernie odwzorowany styl mówienia i tytułowania osób. Nadaje to powieści bardzo realistycznego rysu, a to z kolei sprawia, że czytelnik zagłębia się w lekturze i staje się jednym z bohaterów. • Specyficzny sposób mówienia, a także mnogość występujących w powieści postaci, sprawiły, że na początku trudno mi było się połapać - kto jest kim i dla kogo, tym bardziej, że ówcześnie we dworach żyło się pokoleniowo. Na szczęście autorka zadbała o czytelnika w tym względzie i na początku powieści umieściła spis wszystkich postaci, a na końcu dodała drzewa genealogiczne – dzięki którym można było zapoznać się z wszelkimi rodzinnymi koligacjami. Zaglądałam do początkowego spisu postaci raptem kilka razy, a potem kiedy przyzwyczaiłam się do ichniejszego stylu życia we dworze, nie miałam już potrzeby korzystania z tej małej ściągawki. Po prostu weszło mi w krew ówczesne nazewnictwo i tytułowanie, doskonale się w tym odnajdywałam. Przez powieść przeszłam tanecznym krokiem panienki ze dworu. • "Dwór w Czartorowiczach" napisany jest bardzo literackim językiem a jednocześnie tak wspaniale trafiającym do czytelnika, że trudno się oderwać. Ogromnie ciekawiły mnie wszelkie opisy zachowań, zwyczajów, obrzędów. Trochę zaskoczona byłam, że mężczyzna ledwie znał kobietę, a mógł ją poprosić o jej rękę. Nie wiedziałam, że tak było, żyłam do tej pory w nieco innym wyobrażeniu. Czuję więc, że moja przygoda na Podolu dopiero się zaczęła. Z chęcią sięgnę po drugi i kolejne tomy (bo jeszcze nie wiem ile ma ich być). Z ciekawością będę śledziła dalsze losy Ewy Jabłońskiej a także jej kuzynki Igi Branickiej. Polubiłam obie dziewczyny, chociaż i reszta bohaterów wzbudziła we mnie sporo sympatii. • Sięgając po „Dwór w Czartorowiczach” trochę obawiałam się, czy aby fabuła nie będzie stłamszona przez wydłużone opisy przyrody. Ale na szczęście nic takiego nie ma miejsca w tej powieści. Fabuła jest wartka i akcja toczy się zaskakująco szybko, a przy tym z zachowaniem chronologii czasowej, dzięki której mamy okazję przeżywać z bohaterami np. Wszystkich Świętych, Boże Narodzenie czy w końcu Wielkanoc. • Wszystkim tym, którzy lubią sięgać po tego typu literaturę – gorąco polecam debiutancką powieść Moniki Rzepieli „Dwór w Czartorowiczach”z cyklu Saga Polska. • A ja też bardzo chętnie dowiem się więcej o naszej kulturze oraz ówczesnej codzienności na polskich wsiach i dworach. • Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Szara Godzina.
-
ZOSTAŃ ZE MNĄ, • KAROLINO • Autor: Alina Białowąs • Wydawnictwo: Replika • „Zostań ze mną, Karolino” Aliny Białowąs to trzecia część trylogii. Dwie pierwsze noszą tytuły: „Obudź się, Karolino” i „Zaufaj mi, Karolino”. Autora jest mieszkanką Wrocławia i tam też umieściła akcję powieści. Dla mnie osobiście jest to duży plus, ponieważ czytanie książek umiejscowionych w tym mieście, wiąże się nieodmiennie z powrotem do Miasta Spotkań. • Wierzę, że wszystko dzieje się po coś. Ale nie zwalam winy na przeznaczenie. To ja ponoszę konsekwencje moich wyborów. • Karolina przekonuje się, że dorosłość i dojrzałość to dwa zupełnie różne przymioty. Kiedy całe jej życie zaczyna się rozpadać, kobieta jest skłonna obwiniać o to wszystkich oprócz siebie. Jej związek z Rafałem stoi pod znakiem zapytania, przyjaciółka od kilku dni nie daje znaku życia, a rodzinne niedopowiedzenia i tajemnice mają coraz gorszy wpływ na relacje Karoliny z rodzicami. W dodatku były mąż postanawia z rozmachem ponownie wkroczyć w jej życie. Może to już najwyższa pora, żeby przestać kierować się jedynie emocjami? Może dłoń wyciągnięta w stronę najbliższych będzie w stanie wszystko naprawić? • „Zostań ze mną, Karolino” czytało mi się początkowo trudno, być może dlatego, że nie miałam okazji przeczytać dwóch pierwszych części. Kilka pierwszych rozdziałów spędziłam więc na domysłach o tym co mogło być wcześniej. Autorka oczywiście wraca w nich do pewnych zdarzeń z pierwszej i drugiej części, ale są to tylko zdawkowe wspomnienia Karoliny. • Kiedy mniej więcej nakreśliłam sobie w głowie scenariusz zdarzeń, książkę czytało mi się już lżej. • Główna bohaterka – Karolina – mimo życia z przejściami i swojego wieku, denerwowała mnie na początku powieści swoją niedojrzałością w reakcjach, w sposobie myślenia i analizowania wszystkiego co jej się przydarza. Później z miłym zaskoczeniem obserwowałam jej wchodzenie w dojrzałość. Koniec końców Karolina okazała się bardzo fajną dziewczyną. W zasadzie jest ona jak każda z nas, bo w życiu do wszystkiego należy dorosnąć. • W powieści nie zabrakło dobrych rad, kierowanych przez autorkę głównie w stronę kobiet. Między innymi szczególnie do mnie trafiły: • „Nigdy nie zapominaj o sobie, gdy się zakochasz, bo dla samej siebie przestaniesz istnieć.” • „(…) żebyś zawsze pamiętała o swoich planach, marzeniach i potrzebach, i nie pozwoliła ich sobie odebrać. Nawet wtedy, gdy mężczyzna, którego pokochasz z wzajemnością, będzie oczekiwać od ciebie, że w imię waszej miłości z nich zrezygnujesz.” • To bardzo ważne, a jednak kobiety często zapominają o sobie. Zbyt często, a później żałują tego. • I nawet jeśli czytając te słowa pomyślałam o sobie samej, to wiem, że zawsze jest czas na zmiany i realizację. Zawsze jest czas na to, by pomyśleć o sobie. Już do tego dojrzałam, tak jak tytułowa Karolina dojrzała w końcu do tego, by otworzyć się na miłość i zaprosić ją do swojego życia. • Czy polecam Wam lekturę „Zostań ze mną, Karolino” Aliny Białowąs? • Oczywiście, że tak. • Doradzam jednak sięgnąć najpierw po dwie pierwsze części tej trylogii. • Zdecydowanie dużo łatwiej będzie się Wam odnaleźć wówczas w treści trzeciego tomu. • Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Replika.
-
„Testament Baphometa” to był mój eksperyment czytelniczy. Przyznaję się od razu i bez bicia, że zwykle nie czytam literatury z tego zakresu. Ale postanowiłam spróbować. • Zdecydowałam się właśnie na tę pozycję, ponieważ wbrew temu, co się może wydawać, książkę napisali polscy autorzy. • Greg Gindick to pseudonim, pod którym skrywają się dwaj mężczyźni Eugeniusz Dębski do spółki z Rafałem Dębskim (zbieżność nazwisk przypadkowa). • Przypisywane templariuszom niezwykłe bogactwa i kontrowersyjne dokumenty, które mogą wstrząsnąć światem, do dziś nie zostały odnalezione. Siedem wieków po rozwiązaniu zakonu pojawia się trop mogący doprowadzić do testamentu Baphometa - legendarnej Złotej Głowy. Gdy ginie broniąca tajemnicy zakonnica, jej syn postanawia na własną rękę rozwikłać zagadkę, która być może ujawni największe sekrety Kościoła. Czy Krystian dotrze do prawdy, zanim dopadną go zabójcy? Jaką decyzję podejmie, gdy zależeć będą od niego losy chrześcijaństwa? Historyczne skarby, zawiła intryga, morderczy wyścig z czasem, utracona wiara i zyskana miłość splatają się w fascynującą powieść, od której nie sposób się oderwać. • „Testament Baphometa” zawiera w sobie dużą dawkę wiedzy o Templariuszach. Jednakże zdecydowanie mnie nie porwała. Widać, że autorzy bardzo się starali wykreować fabułę tak, by czytelników zachwycić, jest sporo napięcia, sporo tajemnicy i nawet bywa krwawo. • Historia sama w sobie posiada bardzo duży potencjał, który warto byłoby rozwinąć, urozmaicić i ubarwić tak, by czytelnik wkraczający po raz pierwszy do świata tego gatunku literatury i nie mógł się oderwać. • Scenografia w powieści jest dość wiarygodna, postaci są barwne, ale miejscami w moim odczuciu zabrakło im autentyczności. Akcja toczy się sprawnie, aczkolwiek rozwija się w dość wolnym tempie. Spodziewałam się czegoś naprawdę wciągającego. Lubię tajemnice, poszlaki i niewiadome. Lubię historie związane z tajemnicami kościoła i chrześcijaństwa. Ale żeby móc wsiąknąć w taką fabułę, potrzebna jest ekspresja. W tym przypadku zdecydowanie mi jej zabrakło. • "Testament Baphometa" moim zdaniem, jak wspominałam wcześniej, jest to historia z dużym potencjałem na sukces. Warto byłoby ją dopracować, tchnąć w nią większą dawkę realizmu i emocji. Wówczas byłoby to dzieło na miarę Dana Browna. • Z chęcią sięgnęłabym po nią po raz drugi – w poprawionym wydaniu. Być może, autorzy jeszcze raz mogliby przysiąść nad powieścią... • Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Dolnośląskiemu.