Strona domowa użytkownika

Zawiera informacje, galerię zdjęć, blog oraz wejście do zbiorów.
[awatar]
majuskula
Najnowsze recenzje
1
...
40 41 42 43 44
  • [awatar]
    majuskula
    Podobno pierwszej miłości nigdy się nie zapomina. Czy to ze względu na motyle w brzuchu? Cudowną radość, gdy widzimy obiekt westchnień? Czy jednak uporczywe oraz męczące starania o bycie zauważonym? Tak, zdobywanie względów to tytaniczna praca. • Dawid jest młodym chłopcem, lubi zabawę, swoich kolegów i psa. Jednak od pewnego czasu chodzi strasznie rozkojarzony, a wszystko za sprawą uroczej Mileny. Jak się do niej zbliżyć? Odpowiedź na to pytanie spędza Dawidowi sen z powiek. Codziennie wymyśla nowe sposoby, aby zaimponować dziewczynce. Przez to zaniedbuje obowiązki domowe, irytuje znajomych i wpada w tarapaty. Czy istnieje odpowiednie rozwiązanie tylu problemów wynikających z zakochania? • Miłość jest tematem po prostu wszechobecnym w literaturze. Równocześnie to kwestia odrobinę pomijana w książkach dla dzieci. Oczywiście, trudno opisać całość zagadnienia w formie odpowiedniej do wieku, w sposób naturalny i bezkompromisowy. Dlatego wyjątkowo ucieszyła mnie wiadomość o wydaniu na polskim rynku „Zakochałem się w Milenie”. Poczułam, że ta publikacja może wypełnić wspomnianą przeze mnie lukę. Nie pomyliłam się. Choć sama dziesięć lat skończyłam dawno temu, to świetnie bawiłam się w trakcie lektury i pożałowałam, iż nie trafiłam na taką książkę będąc młodszą. Już w szkole podstawowej można odczuwać większą sympatię do danej osoby, co często jest emocją dziwną, bo nową. Per Nilsson za pomocą swoich bohaterów pomaga zrozumieć te nietypowe zachowania, przy okazji bawiąc oraz wzruszając. Powieść krótka, za to wypełniona po brzegi wspaniałą historią, bardzo przemyślaną w wykonaniu. • Głównego bohatera, Dawida, nie da się nie lubić. Z ciekawością śledzimy jego poczynania, kolejne pomysły. Przez cały tydzień pracuje nad metodami zwrócenia na siebie uwagi, ale bez skutku. Skutek odwrotny od zamierzonego, gdyż przez swoje zachowania nagle opuszcza się w nauce, kłóci z przyjacielem. A Milena nie dość, że go ignoruje, to jeszcze omyłkowo zostaje przez niego obrażona! Myślę, że młodzi czytelnicy mogą w mniejszym lub większym stopniu zobaczyć w Dawidzie też siebie. Albo zrozumieć lepiej kolegę i trochę mu wybaczyć, gdy za dużo mówi o swojej sympatii. Taka nauka zachowań jest bardzo potrzebna. • Nilsson przedstawia uniwersalną prawdę, która często umyka. Nie musimy udawać kogoś innego, abyśmy zostali polubieni. Takie kreacje nie przynoszą niczego dobrego, a naturalność zawsze się ceni. Historię podano w formie przystępnej, odpowiedniej do wieku. Przy okazji uniknięto infantylizacji i traktowania czytelnika w sposób bezrozumny, co uznaję za ogromny plus. Uważam, że rodzic również powinien sięgnąć po „Zakochałem się w Milenie”. Lektura nie zajmie wiele czasu, a pomoże na moment przenieść się do świata pociechy, popatrzeć jej oczami, lepiej pojąć różne sprawy. • Dodatkowym atutem jest samo wydanie. Niewielkich gabarytów, więc idealne do poczytania w podróży. Twarda okładka, a co najważniejsze, ilustracje stworzone przez Piję Lindenbaum. Dowcipne, świetna kreska, po prostu przyjemne w odbiorze. Tak właśnie wyobraziłabym sobie postaci, gdyby tych rysunków nie było, więc Lindenbaum trafiła w sedno. Pierwszy raz „Zakochałem się w Milenie” pojawiło się w Szwecji dziewiętnaście lat temu. I nie da się tego odczuć, bo po prostu ta pozycja nie traci na aktualności. Warto się za nią rozejrzeć. Napisania ładnym językiem, mądra i potrzebna. Trudno znaleźć jakąkolwiek wadę. Czekam na kolejny tom przygód Dawida i, mam nadzieję, również Mileny. • Ta naprawdę urocza i pouczająca książeczka będzie świetnym prezentem dla młodszych czytelników. Ot, nawet bez okazji. Idealnie wkomponuje się w domową biblioteczkę i czuję, że po latach właściciel wróci do tej publikacji z sentymentem. I wieloma wspomnieniami, oby samymi dobrymi!
  • [awatar]
    majuskula
    Niektórzy ludzie są po prostu stworzeni do szerzenia piękna, do wzbudzania skrajnych emocji. Kreują świat, a świat kreuje ich. Garściami czerpią z otoczenia i zmieniają pozornie zwykłe rzeczy w czystą sztukę. Sztukę, która z biegiem lat nie traci na aktualności. • David Bowie — postać nietuzinkowa, charakterna i char­akte­ryst­yczn­a. Trudno go w jakikolwiek sposób klasyfikować lub umieszczać w konkretnych ramach. Paula Trynka, dziennikarz kojarzony z wieloma muzycznymi magazynami, postanowił zebrać w całość wszystkie istotne fakty dotyczące Bowiego. Prześledził jego losy, zaczynając od narodzin, na dość niespodziewanej śmierci kończąc. A pomiędzy tymi dwoma wydarzeniami znajduje się całe mnóstwo fascynujących historii… Na czym polega fenomen Davida? Na sporo pytań Trynka szukał odpowiedzi i przedstawił je w swojej książce. • Istnieje pewien kanon artystycznych legend, które zna prawdopodobnie ogromna większość społeczeństwa. Ostatnio straciliśmy kilka z nich. Z nostalgią wspominamy ich utwory, kreacje sceniczne, wypowiedzi. Jednak wyjątkowo trudno jest uchwycić istotę efemerycznego Davida Bowiego. Wydawał się być przybyszem z innej planety, stworzeniem mającym za zadanie otworzyć ludzi na inność. Ta sztuka wychodziła mu znakomicie, poprzez muzykę, grę aktorską. Całokształt. Warto pochylić się nad jego biografią, poznać początki. Takie opowieści znają zagorzali fani, ale nawet oni powinni je sobie odświeżyć i jeszcze raz zachwycić nad geniuszem. Co tak naprawdę ukrywa to określenie? Talent? Uwielbiam twórczość Davida, choć odczuwałam, że mało wiem. Właśnie dlatego postanowiłam sięgnąć po tę książkę, wzbogaconą o rozdział poświęcony śmierci Davida. Choć w jego przypadku łatwiej stwierdzić, iż po prostu wrócił wprost do kosmicznych przestworzy. Jeszcze bardziej wolny. • Od razu można stwierdzić, że Paul Trynka bardzo przyłożył się do swojej pracy. Zalewa nas całą masą informacji, udok­umen­towa­nych­ i potwierdzonych. Trzeba zaznaczyć — nie są chaotyczne. Autor zadbał o chronologię, zrozumiały język. Lektura mocno mnie wciągnęła, momentami odnosiłam wrażenie, iż czytam powieść stylizowaną na biografię. Tak specyficzne i oryginalne wydały mi się różne zjawiska, droga od Jonesa do Bowiego. Z ciekawością skupiłam uwagę na dzieciństwie Davida, które przypadało na ciężkie, bo powojenne lata. Można zauważyć wpływ tych bodźców w późniejszym życiu artysty, prześledzić jego karierę i nawet samemu szukać połączeń. Lubię, gdy zostawia się czytelnikowi nieco miejsca na własne przemyślenia. • Życzyłabym sobie tylko więcej informacji na temat aktorskich epizodów. Rozumiem, że Trynka postanowił skupić się głównie na muzyce i życiu prywatnym Bowiego, ale mimo wszystko uważam, iż nie zaszkodziłoby częściej wspomnieć o filmie. Natomiast z przyjemnością zgłębiłam historię przyjaźni z Iggym Popem, kolejną ikoną. Dziennikarz rzucił sporo światła na tę relację, przy okazji wplatając ciekawostki. Łatwo dojść do konkluzji — Dave był świetnym materiałem na kumpla, mimo jego introwertyzmu. Trynka nie upiększa rzeczywistości, jest szczery w swoich opiniach i stara się zachować obiektywne spojrzenie. • W środku znajdziemy również wkładkę ze zdjęciami (w tym paroma moimi ulubionymi). Trochę żałuję, że nie dodano większej ilości, ale to tylko drobiazg. Cieszę się, iż pamiętano o wypisaniu źródeł. Wówczas książki biograficzne zyskują na wiarygodności. Paul Trynka naszkicował również ważne tło. Opisał kilka epok, z naciskiem na detale. I nie bał się pokazać prawdy. Bowie nie tylko inspirował, sam potrafił garściami czerpać z wielu dziedzin sztuki. Oczywiście, zawsze dodając coś od siebie, nadając indywidualny rys wszystkiemu, czym się zajmował. Kończąc książkę ciężko uwierzyć, że niepozorny Dave Jones został prawdziwą gwiazdą. Magia? Ciężka praca, siła charakteru i wrodzony urok. • Biografia stworzona przez Paula Trynkę z pewnością zainteresuje fanów Davida Bowiego, ale będzie też świetnym bodźcem dla tych, którzy przygodę z Ziggym Stardustem dopiero rozpoczynają. Solidna oraz uczciwa książka — powinien mieć ją na swojej półce każdy meloman. A w trakcie czytania polecam posłuchać „Heroes” w tle. Wspaniała ścieżka dźwiękowa.
  • [awatar]
    majuskula
    Historia naszych przodków bywa interesująca. Odkrywanie korzeni, poznawanie zapomnianych faktów. Czasem ciąży dziedzictwo, odpo­wied­zial­ność­ za cudzą przyszłość. Czy można odkryć wszystkie tajemnice? • Samantha Whipple zawsze była związana z ojcem. Jego śmierć przyniosła jej sporo bólu. Tym bardziej, że nigdy nie dogadywała się z mieszkają w Paryżu matką. Plotka głosi, że dziewczyna została spad­kobi­ercz­ynią­ obrazów, listów, rękopisów należących do słynnego rodu Brontë. Samantha nie wierzy w istnienie przedmiotów. Rozpoczyna studia i powoli orientuje się, że jednak spuścizna pozostawiona przez tatę może być prawdą. Pod okiem profesora młoda Whipple zaczyna poszukiwania… • Charlotte Brontë jest absolutnie należy do kanonu moich ukochanych pisarek. Od lat z zain­tere­sowa­niem­ śledzę kolejne teorie dotyczące jej i całej utalentowanej rodziny. Z tego powodu nie mogłam oprzeć się debiutanckiej powieści autorstwa Catherine Lowell. Przyznaję, trochę czekałam z rozpoczęciem lektury. Bałam się rozczarowania, bo wiązałam duże nadzieje z tą książką. Już wiem, że rozrzut ocen może być ogromny. Jednych nawiedzi absolutny zachwyt, drudzy strasznie wynudzą. Ja tkwię w tej pierwszej grupie, cudownie było znowu znaleźć się w świecie Charlotte, Emily i Anne. Koniecznie muszę odkurzyć sobie wszystko, co sygnowano nazwiskiem Brontë. Lowell znakomicie oddała atmosferę wrzosowisk, sekretów i pewnej dekadencji. Początki zazwyczaj są trudne, ale każda kolejna strona upewniała mnie — dokonałam słusznego wyboru, czas poświęcony na ten debiut nie był zmarnowany. Całość świetnie wpisała się w tę senną pogodę. • Czy umiem przypisać tę książkę do konkretnego gatunku? Nie. Zawiera elementy kryminalne, historyczne, pojawia się także nutka romansu. Interesująca mieszanka, wszystko w odpowiednich proporcjach. Akcja płynie dosyć wolno, możemy skupić się nad każdym zdaniem. Fabuła odpowiednia na wolny wieczór, wymagająca poświęcenia uwagi, wówczas sprawi frajdę. Trafimy również na całkiem nieoczekiwane wydarzenia, sporo moich przypuszczeń się nie sprawdziło. Z uśmiechem powitałam te elementy zaskoczenia, których ostatnio mi brakowało. Opisy przypominają mi te char­akte­ryst­yczn­e dla gotyckich powieści. Główna bohaterka w kampusie zajmuje najstarszy pokój, będący w rzeczywistości wieżą. Lowell zadbała o wprowadzenie w odpowiedni klimat. • Język czaruje czarnym humorem. To taki styl pisania, który wyjątkowo lubię. Momentami teatralny, przesadzony, ale nadrabiający sarkazmem. Do gustu przypadł mi sam pomysł na fabułę. Wszyscy znamy te książki opowiadające o poszukiwaniu swoich korzeni, jednak autorka podała ideę w sposób zajmujący i indywidualny. Gdzieś w tle odczuwa się nutę amerykańskiej literatury, paradoksalnie uznaję to za zaletę. Ciężko byłoby ugryźć całkowitą kopię wiktoriańskich twórców, wówczas całość wypadłaby sztucznie, nienaturalnie. Z przyjemnością wyłapywałam nawiązania do sióstr Brontë, równocześnie mogąc skupić się na Samancie. • Panna Whiple to złożona postać. Ironiczna, zagubiona, inteligentna. Posiada wady, co czyni ją po prostu ludzką. Jej komentarze mogą momentami denerwować, następnie przypominamy sobie o problemach, przez które musiała przejść. Wtedy już lepiej ją rozumiemy. Dojrzewa wraz z biegiem historii. Uczy się zdrowej miłości, zrozumienia dla drugiego człowieka, wybaczania błędów. Osią jest dziedzictwo rodziny, bohaterowie krążą wokół, nie są czarno-biali. Wielki plus dla Lowell za wnikliwą próbę przeniesienia cech Anglii bez popadania w stereotypy. To musiała być dość ciężka i złożona praca. Praktycznie poprowadzenie wątku w takiej formie, aby czytelnik nie skupiał się wyłącznie na siostrach Brontë. • „Ostatnia z rodu Brontë” spodoba się nie tylko miłośnikom autorki „Jane Eyre”. Trzeba pamiętać, że Catherine Lowell stworzyła własną powieść, inspirowaną prawdziwymi postaciami, lecz zupełnie odmienną. Osoby przepadające za tajemnicami będą zadowolone z ich stopniowego odkrywania.
  • [awatar]
    majuskula
    Sekrety długo mogą trwać w ukryciu. W odpowiednim czasie leniwie wypływają na powierzchnię świadomości, choć potrzebują bodźca. Czy warto odkurzać dawne uczucia, burzyć wątpliwy spokój i zawalczyć? • Bea jest po pięćdziesiątce i właśnie została wdową. Ciężko jej odnaleźć się w rzeczywistości bez męża. Spędzili ze sobą wiele lat, bardzo szczęśliwych, jednak istnieją też wyrzuty sumienia. Kobieta mieszka w Australii, gdzie prowadzi uroczą kawiarenkę, która pomaga na moment zapomnieć o problemach. I namiętnie zbiera bibeloty. Pewnego dnia otrzymuje list z dalekiej Szkocji. Nadawca, Alex McKay. również zajmuje się gastronomią. Rodzi się porozumienie. Finalnie Bea razem z nastoletnią wnuczką, Florą, wyruszają w podróż do śnieżnego Edynburga. Jakie tajemnice wyjdą na światło dzienne? • Pogoda nie nastraja zbyt optymistycznie. Niedługo same piękne uroczystości, ale dość trudno wpasować się w atmosferę reklam, lampek choinkowych i promocji w marketach. Dlatego warto sięgnąć po książkę lekką, uroczą. Ot, taką małą terapię dla zszarganych nerwów, gdy zaczynają pochłaniać nas przygotowania. Przeglądając nowości wydawnicze stwierdziłam, że „Świąteczna kafejka” świetnie pomoże mi w odstresowaniu. Oczywiście, jestem świadoma faktu, że za maksymalnie dwa miesiące zapomnę treści, jednak czasami przyjemnie czyta się powieści tego typu. Sam opis odrobinkę przypomniał mi „Holiday” z Kate Winslet i Cameron Diaz w rolach głównych. Absolutnie uwielbiam ten film, dlatego dałam szansę Amandzie Prowse. Muszę wspomnieć o naprawdę ciekawym wydaniu, co sprawia, że mamy gotowy prezent dla bliskiej osoby. Szczególnie w sytuacji, gdy lubi oderwać się od rzeczywistości, związać emocjonalnie z sympatycznymi bohaterami i chłonąć akcję. • To przede wszystkim książka o miłości. O różnych jej rodzajach, przyczynach, konsekwencjach. Typowy romans? Nie. Widzimy trudne relacje rodzinne i sprawy, które po prostu nie mogą dłużej trwać w ukryciu. Wymagają, aby stawić im czoła. Prowse pięknie pisze o uczuciach, choć musimy nastawić się na troszkę lukrowaną fabułę. Słodka, momentami wręcz idealna. Przewidywalna, dlatego świetna do poczytania wieczorem. Brzmi banalnie, wiem, jednak kolejne kartki przewracałam z zaciekawieniem, akcja mnie wciągnęła i szczerze polubiłam Beę. Podróż sprawiła, że kobieta zdefiniowała swe poczynania, po latach odkryła siebie. Jej przemianę obserwuje się z prawdziwą przyjemnością, zaangażowaniem. • Tak, właśnie Beatrice jest najmocniejszym punktem powieści. Postać o złotym sercu, choć rozedrgana przez towarzyszące jej problemy. Chciałabym ją poznać w prawdziwym życiu, a wiem, że tacy ludzie istnieją. Cóż, na razie warto pozachwycać się nimi czysto literacko i z szeroko otwartymi oczami szukać wokół nas. Cały czas trzymałam kciuki, aby wszystko się udało, zakończyło w pełni pozytywnie, a nadzieja nie umarła. Na pewno znacie to uczucie: wiemy, że będzie dobrze, ale miga iskierka niepokoju. To sprawiło, że w trakcie lektury nuda była mi zupełnie obca. • Relacja między babcią i wnuczką została przedstawiona w ujmujący sposób. Obie dojrzewają, czerpią z doświadczeń, oferują sobie nawzajem wsparcie. Bardzo potrzebne wśród zawirowań, które poznacie w trakcie czytania. Ich więź ciągle się pogłębia, a Flora to przeciwwaga dla Wyatta, syna Beatrice. Arogancki, momentami bezczelny. Z czasem można lepiej zrozumieć jego zachowanie, choć irytuje. Warto przyjrzeć się też bohaterom drugoplanowym, naszkicowano indywidualne charaktery tworzące wspaniałe tło dla historii. Prowse sporo uwagi poświęciła opisom, wiem, nie każdy to lubi. Ale są stworzone ładnie, ze smakiem. Tak, autorka dużo wspomina o jedzeniu! Nie omieszkajcie zjeść małego ciasteczka, dodatkowo osłodzi humor w te brzydkie dni. • „Świąteczna kafejka” jest lekturą idealną na okres Bożego Narodzenia. Grzeje niczym ciepła czekolada, wzrusza i pomaga wchłonąć cudowną atmosferę towarzyszącą grudniowi. Nie przeszkodzi nawet brak śniegu, gwarantuję. Swój egzemplarz zamknęłam z uśmiechem na ustach.
  • [awatar]
    majuskula
    Współcześnie bardzo popularne są blogi. Niegdyś prowadzono skrupulatnie dzienniki, wiele z nich przetrwało wojenne zawieruchy i istnieją jako źródło fascynujących opowieści. Wyobraźmy sobie, że w nasze ręce trafia taki notes. Czy umielibyśmy wyciągnąć lekcje z cudzych przeżyć? • Anna jest stażystką. Rozpoczyna pracę w technikum — uczy chemii. Niestety, marzenia o pięknej ścieżce zawodowej szybko stykają się z rzeczywistością. Anna kiepsko radzi sobie w kontaktach z innymi nauczycielami, tak samo z uczniami. Frustrację potęguje świadomość tego, że brakuje jej odpowiedniego doświadczenia, a jego zdobywanie wiąże się z wieloma przykrościami. Kobietę powoli dopada załamanie, rozważa odejście. Wtedy przypadek sprawia, iż w jej ręce trafia pewien dziennik. Dziennik prowadzony przed wielu laty, opisujący dzieje postaci, których Anna nigdy nie poznała, a jednak bliskich jej sercu. Poznaje losy innych nauczycielek, uczących się od siebie nawzajem. • Nie od dzisiaj wiadomo, że po prostu uwielbiam powieści, które nawet odrobinkę zahaczają o tematykę dawnych lat. Właśnie dlatego postanowiłam sięgnąć po książkę autorstwa Weroniki Wierzchowskiej. Po cudownej „Matyldzie” szukałam czegoś w tym stylu, wciągającego, a może i mieszającego ze sobą różne czasy. I proszę, jak na zawołanie, pojawiło się „Życie tak zwyczajne”. Przyznaję, najpierw zauroczyła mnie okładka. Z naciskiem na śliczny pierścionek przypominający mi ten noszony przez księżną Dianę. Przeczytałam opis, doszłam do wniosku, iż naprawdę warto dać szansę Wierzchowskiej. Jej pomysł na fabułę trafił w mój gust, więc uwierzyłam w sam talent i umiejętność zamiany idei na dobre wykonanie. Nie zawiodłam się, lektura należała do tych wzruszających i przyjemnych. Liczę, że w przyszłości sięgnę po inne publikacje pisarki. Drzemie w niej wielki potencjał, chyba świetnie czuje się tworząc „kobiece” powieści. • Z góry mogę zaznaczyć — nie wszystkim spodoba się taki styl pisania. Bywa teatralny, odrealniony. Akcję podzielono na różne epoki, a autorka chyba usilnie próbowała nadać odpowiedni rytm mowie bohaterów. Przyznaję, czasami wypadało to sztucznie. Wierzchowskiej zabrakło konsekwencji, momentami zapomina o wcześniejszej stylistyce. Zrzucę to na razie na karb burzy pomysłów, która nią zawładnęła. I liczę, że w przyszłości popracuje nad tym minusem. Musimy podkreślić, to książka świetna na długie podróże, nudne wieczory. Lekka, mimo smutnych epizodów, przystępna. Początkowo problem może sprawiać chronologia, ale dość szybko zaczynamy orientować się w wydarzeniach. Wtedy już czujemy odprężenie, wspaniała forma relaksu po ciężkim dniu. • Zauważyłam, że pisarka przyłożyła się do zachowania harmonii między rozdziałami. Owszem, szukałam wpadek, pomieszania, co byłoby łatwe przy takiej rozbieżności dat, przy takiej liczbie głównych postaci. Mogłabym to nawet trochę usprawiedliwić. Na szczęście, nie musiałam. Weronika Wierzchowska wyszła z tej próby w pełni zwycięsko. Wydaje mi się, iż praca nad książką przyniosła jej dużo frajdy, a kolejne będą jeszcze lepsze. Oby utrzymane w dotychczasowej formie! Mariaż przeszłości i teraźniejszości zazwyczaj wypada dobrze, jeśli ciągle poprawia się swój warsztat. • Bohaterowie wzbudzają wiele emocji. W pewien sposób zżyłam się z Anną, próbującą poukładać zawiedzione oczekiwania. Zofia, Lucyna, Paulina, Ewa. Wszystkie są indy­widu­alno­ścia­mi, można mieć na ich temat różne opinie, jednak chyba nikt nie pozostanie bezstronny. „Powieść szkatułkowa” — tak właśnie określiła swą książkę Weronika Wierzchowska, co uznaję za trafiony termin. To już dość zapomniany typ, gdyż wymaga dużego zaangażowania, konspektów, wielu wstępnych szkiców. Historie łączą się ze sobą, jak ukryte we wspomnianych szkatułkach. Niczym laleczki w popularnej matrioszce, odkrywamy kolejne warstwy, tajemnice, przeżycia, poprzez następne pokolenia, aby w końcu dojść do celu. Kibicujemy tym dzielnym kobietom i z ciekawością poznajemy ich osobowości. • „Życie tak zwyczajne” jest idealnym towarzystwem do wieczornej filiżanki herbaty. Pozycja urocza, miło spędza się przy niej czas. Zachęcam Was do poznania losów bohaterek. Szczególnie, jeśli lubicie powieści romantyczne i łatwe w odbiorze.
Ostatnio ocenione
1 2 3 4 5
  • Romanowowie
    Sebag Montefiore, Simon
  • Rilla ze Złotych Iskier
    Montgomery, Lucy Maud
  • Poezje i prozinki
    Stańczakowa, Jadwiga
  • Pieśni żałobne dla umierających dziewcząt
    Dimaline, Cherie
  • Lulla La Paloma
    Szwan, Andrzej
  • Anne ze Złotych Iskier
    Montgomery, Lucy Maud
CheshireCat
Autorka w swojej pracy w nowatorski sposób podjęła się omówieniu zagadnienia, w jaki sposób kultura odpowiedziała na przebieg modernizacji na terenach Rosji i Iranu przełomu XIX i XX wieku. • W swej wnikliwej rozprawie zajęła się szerokim spektrum problemów. Głównym zamiarem badaczki było uwidocznienie zarówno wspólnych cech, jak i różnic w przemianach obu państw. Ukazała podobieństwa w początkowej reakcji kultury rosyjskiej i irańskiej na kulturę zachodnią – fascynację nią, a jednocześnie pragnienie niezależności i przywiązanie do tradycji. • Skupiła się przede wszystkim na badaniach nad inteligencją rosyjską i irańską, rozważała, jak rosyjska literatura wpłynęła na rozpowszechnianie idei wolności oraz jaki miała wpływ na rozmaite sfery życia społecznego. • Omówiła m. in. zagadnienia kultury i języka, ukazała grupy kulturotwórcze jako konkretne zjawisko na tle abstrakcyjnego fenomenu kultury, postawiła pytania o istotę języka i jego rolę w kulturze. Zajęła się analizą problemową wybranych zjawisk zachodzących w omawianych państwach, snuła rozważania o pierwszym symbolu identyfikacji grupowej społeczeństwa, oceniła rolę prekursorów idei indywidualizmu w Iranie i Rosji, dokonała także interesujących porównań i podsumowań. • Celem autorki było przede wszystkim przedstawienie, w jaki sposób kultury „komunikują się”, jak przebiega dialog między ludźmi, należącymi do różnych kultur oraz jakie są i mogą być skutki dobrego lub złego zrozumienia partnera w dialogu. • Opracowała : Barbara Misiarz • Publiczna Biblioteka Pedagogiczna w Poznaniu
foo