Strona domowa użytkownika

Zawiera informacje, galerię zdjęć, blog oraz wejście do zbiorów.
[awatar]
wiesia_czyta
Najnowsze recenzje
1
...
8 9 10
...
23
  • [awatar]
    wiesia_czyta
    Małgorzata Rejmer (rocznik 1985), autorka „Toksymii” jest uważną obserwatorką i słuchaczką. „Podsłuchuje nieustannie ludzi, którzy w komunikacji miejskiej zupełnie się nie cenzurują”. Mieszkając na Grochowie, widzi brzydki i szary świat blokowisk, kolektur lotto, bazarów, restaurację „Astoria” z zachowanym z czasów PRL-u napisem: „Proszę o niewchodzenie z konsumpcją własną”. • Bohaterowie „Toksymii” żyją w takim właśnie świecie. Ada Amek, Jan Niedziela, Anna Kowalska i Maja Maj, Tadeusz Stokrocki, Lucyna Łut, Longin Wąsik - barwna, a przede wszystkim oryginalna, galeria postaci. Ada opiekuje się ojcem chorym na depresję, który wciąż planuje samobójstwo. Jan Niedziela kolekcjonuje sny, żyje w ciemności. Uważa, że „należy przywrócić wartość ciemności, ponieważ ona przynajmniej nie udaje, że służy poznaniu prawdy”. Pisze mowy pogrzebowe dla zakładu „Przyjemny pogrzeb”. Studentka dziennikarstwa przeprowadza wywiad z powstańcem Stokrockim i ten zakochuje się w niej, prześladując ją swą starczą miłością. Polonista Longin Wąsik rezygnuje z pracy w szkole. By utrzymać żonę i trójkę dzieci, zostaje tramwajarzem. Lucyna Łut ma wizje, jest zjednoczona z Trójcą Świętą, „czuje pchnięcia Ducha Świętego”, rozmawia z Jezusem. „Nawet mi Jezus raz powiedział, że to , co nas łączy, to się nazywa toksymia. Nie wiem, co miał na myśli, ale sam pan rozumie, w życiu z ludźmi nie jest łatwo”. • Nikt z bohaterów nie ma łatwo. Odczuwają wciąż lęki, boją się światła, innych ludzi, śmierci. Nie potrafią nic zmienić w swoim życiu. Ich dziwactwa i nieudolność budzą w czytelniku raczej litość niż współczucie. • Rejmer potrafiła doskonale pokazać brzydotę Grochowa, o którym Muniek Staszczyk śpiewa, że „budzi się z przepicia”. Longin Wąsik właśnie w alkoholu będzie topił swe frustracje polonisty - tramwajarza, nierozumianego przez żonę i kolegów z pracy. • Groteskowe sytuacje, surrealistyczne obrazy są tak opisane, że prawie czuje się ten „negatywny aromat” starej Warszawy. Znakomity język, dowcip, czarny humor, celne określenia, to walor tej książki, którą czyta się z dużym zainteresowaniem i podziwem dla tak młodej autorki. Aż trudno uwierzyć, że dwudziestopięcioletnia dziewczyna potrafiła tak trafnie oddać lęki i obsesje starych ludzi czy frustracje związane z życiem w nieudanym małżeństwie. • Mnie książka bardzo się podoba i szczerze ją polecam.
  • [awatar]
    wiesia_czyta
    Morderstwo czy samobójstwo? To pytanie pojawi się już na pierwszych kartach powieści Jodi Picoult „Karuzela uczuć”. I tak właściwie do końca czytelnik będzie miał wątpliwości, jak było naprawdę. • Dwa plany czasowe: „teraz” i „wtedy” pozwalają śledzić jednocześnie zdarzenia związane z tragedią i historię osiemnastoletniej przyjaźni dwóch sąsiadujących rodzin. Goldowie i Harte'owie spotykają się prawie codziennie, a ich dzieci wzrastają razem. Chris Harte, mając 6 miesięcy, był ze swą mamą przy narodzinach Emily. Rodzice nie dziwią się, a właściwie podświadomie oczekują tego, że braterska przyjaźń przekształci się z czasem w miłość. Z aprobatą przyglądają się rodzącemu się uczuciu. Wspólne rodzinne wyjazdy świąteczne, wakacyjne... wydawałoby się sielanka. A jednak Bainbridge w stanie New Hampshire będzie miejscem tragedii. • Czytelnik będzie miał okazję obserwować proces sądowy, w którym przed ławą przysięgłych stanie Chris Harte. Ciekawy jest pojedynek obrońcy chłopca - Jordana McAffee z prokurator Barrie Delaney. Adwokat Chrisa wyznaje zasadę, że „prawda w jego zawodzie nie istnieje, są tylko wersje”. Uważa, że „proces i tak nie opiera się na prawdzie, tylko na tym, co zebrała policja i co się ma na ten temat do powiedzenia”. A jednak będzie musiał trochę zweryfikować swój pogląd, gdy Chris wreszcie sam zdecyduje się powiedzieć wszystko. • Sympatia czytelnika jest raczej po stronie młodego Harte'a. Jodi Picoult pokazuje go jako typowego nastolatka z planami i marzeniami, chcącego kochać swoją dziewczynę i opiekować się nią. Jest szczery i otwarty, gdy wyznaje: „Myśmy po prostu zostali dla siebie stworzeni”. Tworząc postać Emily, pisarka sugeruje, że pewne zdarzenie z dzieciństwa miało tak ogromny wpływ na jej psychikę, iż nie była w stanie poradzić sobie z nim. I nawet Chrisowi, którego kochała miłością bardziej siostrzaną, nie mogła powierzyć swych tajemnic. Wydaje się ta postać trochę mało wiarygodna, nawet denerwująca w trakcie czytania. Choć trzeba przyznać - powieść czyta się w sumie dobrze. Może są momenty, gdy zaczyna nużyć, no ale chce się w końcu poznać finał sprawy.
  • [awatar]
    wiesia_czyta
    Dlaczego ludzie pielgrzymują do miejsc świętych? Co powoduje, że ponoszą trudy wędrówki, godzą się na spartańskie warunki? Każdy, kto podejmuje się tego, ma z pewnością swoje osobiste powody. • Andrzej Kołaczkowski-Bochenek rusza jednym z najstarszych szlaków pielgrzymkowych Europy jako turysta, choć przyznaje, że w ankiecie podaje duchowe powody swej wędrówki. Czyżby już u początków drogi przeczuwał, że po 50 latach ateizmu „spotka Boga”? Czytelnik nie znajdzie jednak w książce „Nie idź tam człowieku” podniosłego nastroju związanego z przebudzeniem duchowym autora. To raczej dziennik podróży, prosty zapis wędrówki Camino de Santiago. Kolejne etapy drogi, opisy mijanych miejsc, spotkanych ludzi. Niedogodności związane z brakiem haków czy stołków w kabinach prysznicowych. To problem, który będzie się przewijał w całej książce. Jeden z wielu oczywiście, bo takich ważnych, choć z pozoru błahych spraw będzie w trakcie pielgrzymowania bardzo dużo. Ot chociażby, czy uda się w kolejnym refugium (schronisku) zrobić pranie i czy pogoda pozwoli, by wyschło. • Sporo miejsca poświęca autor warunkom pogodowym, sprawom wyżywienia, noclegów. Opisuje też relacje z ludźmi- przyjacielskie w większości i braterskie, choć drogę do grobu św. Jakuba przebywa się raczej samotnie. To coś zupełnie innego niż nasze polskie zorganizowane i dokładnie zaplanowane pielgrzymki. Na Camino spotykają się ludzie różnych narodowości. A. Kołaczkowski-Bochenek dzieli ich na kategorie w zależności od tego, jaką przeczytali książkę: HapeKerkelinga, Paulo Coelho, Shirley Mac Laine. Są jeszcze ci, którzy nie przeczytali żadnej z nich. Zdążający do grobu św. Jakuba wiedzą, że mogą liczyć na siebie w razie potrzeby. Jeśli ma się dwie pary skarpet, to jedną z nich można przecież pożyczyć. • Czytając „Nie idź tam człowieku”, ma się możność wzbogacenia wiedzy o Hiszpanach, dla których pielgrzymi są z pewnością źródłem dochodów, ale i czymś zupełnie naturalnym i oczywistym jak element krajobrazu. Miejscowi, widząc pielgrzyma, odruchowo wskazują ręką kierunek drogi, bo choć znak muszelki jest powszechny, bywa, że można się zagubić. • Książka może być pomocna dla tych, którzy wyruszą do Santiago de Compostela. Są w niej podane ceny noclegów, jedzenia, praktyczne rady... Te jednak są w każdym przewodniku, gdzie pewnie dokładniej można dowiedzieć się o tym, co czeka pielgrzyma. Co zatem jeszcze proponuje czytelnikowi Kołaczkowski-Bochenek? Czy zachęca go do drogi? Co z tym przewrotnym „nie idź tam człowieku”? W katedrze autor wyspowiada się, będzie uczestniczył w mszy. Napisze: „Schodzę po schodach, by stanąć przed świętym, który mnie tu wezwał, mimo iż na początku tego wezwania nie słyszałem”. • Czyli „idź tam człowieku”, na pewno twój wysiłek przyniesie owoce - tak zdaje się mówić do czytelnika autor. Warto przeczytać jego książkę, choć mogą czasem nużyć i denerwować w sumie mało odkrywcze uwagi o współczesnym społeczeństwie czy ekologii, nudne niekiedy dygresje i momentami drażniący dydaktyzm. • „Nie idź tam człowieku” to jednak dobry punkt wyjścia do zainteresowania się historią sanktuarium św. Jakuba i pielgrzymek do tego miejsca, których początek sięga 960 roku.
  • [awatar]
    wiesia_czyta
    Zbiór opowiadań Erica-Emmanuela Schmitta pt. „Odette i inne historie miłosne” poprzedzony jest mottem –„... ten bukiet kwiatów, który wyruszył na poszukiwanie serca, a znalazł tylko flakon” (Romain Gary). Po lekturze ośmiu opowiadań poczułam się tak, jakbym znalazła właśnie tylko flakon, niestety bez kwiatów. Autor „Oskara i Pani Róży”, przedstawiając osiem kobiet, kreśli ich portrety w sposób uproszczony, mało wiarygodny, nieprawdziwy. • Jakoś trudno mi uwierzyć w 25-letni związek AimeeFavart z żonatym Georgesem czy małżeństwo cierpiącej na impotencję kobiecą (!) Isabelle z Samuelem, który w tajemnicy przed żoną ma drugi dom (w tym samym mieście!) z kochanką Nathalie i trójką swoich z nią dzieci. Do tego tak bardzo kocha swoją żonę, że nie może jej opuścić. I to wcale nie dlatego, że ona ma miliony?! Milionerką jest też Wanda Winnipeg, którą mężczyźni interesują wyłącznie jako źródło pieniędzy. Gdy już je zdobywa, stać ją na wielkopański gest w stosunku do ubogiego kochanka z lat wczesnej młodości. • Raczej banalne i łatwe do przewidzenia są fabuły opowieści Schmitta. Bardzo szybko można zorientować się, że OdileVersini jest chora na Alzheimera, a bosonoga księżniczka na pewno okaże się kimś innym i pozostanie tylko wspomnieniem o krótkich latach sławy starzejącego się aktora. Pedantyczna do przesady Helene, gdy straci męża,dostrzeże uroki deszczowego dnia. Mało tego, od razu pojawi się mężczyzna, który „poczuje potrzebę pozostania z nią na zawsze”. • Pisarz tak kończy swe historie, że właściwie czytelnik nie musi się już nad niczym zastanawiać. Wystarczy odłożyć książkę i... niewiele pozostaje w pamięci. Nawet tytułowa historia o OdetteJakkażdej nie bardzo mnie zainteresowała. Raczej przypomniała książkę Stephena Kinga „Misery” i nakręcony na jej podstawie film Roba Reinera ze świetną,oskarową rolą Kathy Bates jako szalonej pielęgniarki Anny Wilks, która tak się zatraca w swoim uwielbieniu dla bohaterki książek Paula Sheldona, że nie może zgodzić się z jej literacką śmiercią. • Jakże inna jest Odette, zwykła ekspedientka, wdowa, pomimo trudności tzw. dnia codziennego wciąż radosna i pełna optymizmu. Przyznaję, że dla mnie po prostu nudna i niewiarygodna w roli pocieszycielki pisarza Balthazara Balsana i kobiety chcącej dochować wierności zmarłemu mężowi. Mówi: „Nasze drogi mogą się przecinać, ale nigdy nie spotkamy się naprawdę”, ale Schmitt dość szybko (w końcu to opowiadanie, a więc krótka forma) doprowadza do prawdziwego spotkania - dzięki zmarłemu Antoinowi. No, ckliwe bardzo! • Zbiór kończy „Najpiękniejsza książka świata”, której akcja rozgrywa się na Syberii w czasach stalinowskich. Łagier kobiecy i więźniarki są naszkicowane bardzo pobieżnie. Można odnieść wrażenie, że to zwykłe więzienie. Jedyną zaś niedogodnością jest to, że nie można mieć nic do pisania, nawet zwykłego ołówka. Co zawiera „najpiękniejsza książka świata”? Tego nie zdradzę w trosce o tych, którzy zdecydują się na przeczytanie „baśniowej opowieści o miłości”, jak się określa książkę Schmitta na okładce. I tu się zgodzę, chyba rzeczywiście jest więcej świata baśni w „Odette i innych historiach miłosnych”. • Ja jednak wolę „Oskara i Panią Różę” czy „Pana Ibrahima i kwiaty Koranu”. Jeśli zaś chodzi o historie miłosne to zdecydowanie przedkładam klasykę.
  • [awatar]
    wiesia_czyta
    Jedenaście opowiadań ze zbioru „Czerwona gorączka” to znów, jak to u Andrzeja Pilipiuka, okazja do przemieszczania się w czasie, w przestrzeni, przeskakiwania w przeszłość, w przyszłość, zatrzymania się w teraźniejszości. To także szansa na spotkanie postaci znanych z podręczników historii, jak chociażby Feliks Dzierżyński czy marszałek Piłsudski. Jeśli zaś już mowa o historii, to pojawi się, niestety mało sympatyczna, nauczycielka tego przedmiotu pani profesor (a właściwie magister) Gruszczyńska - przezwisko Grucha. Uczniom pewnie przypadnie do gustu opowiadanie o jej poczynaniach i końcu kariery. • Jak już wcześniej w antologii „2586 kroków” będzie temat zarazy - czerwonej gorączki i błękitnego trądu, który wybucha w Czerwonej (!) Dolinie. Znów spotkamy dra Pawła Skórzewskiego, ale tym razem „nowa zaraza będzie straszliwsza niż wszystkie dotychczasowe”. • „Silnik z Łomży” przyniesie odpowiedź na pytanie, jak z banalnego wydarzenia można stworzyć sensacyjny artykuł prasowy. Zawód dziennikarza uczy przecież „kojarzenia faktów i sztuki dedukcji”, a niektóre gazety to nie brukowce, tylko po prostu „poważne pisma dostosowane do poziomu percepcji i zapotrzebowań specyficznego odbiorcy”. • Czasy PRL-u ożyją w opowiadaniu „Wujaszek Igor”, „Operacja „Szynka” i „Piórko w żywopłocie”. Tajemnicza skórka od banana, obowiązkowa szynka na święta (choćby i z mamuta), agendy UB - A.Pilipiuk, nawiązując do tego, co już było, stwarza nowe fantastyczne światy. Pisze o enklawach, które pojawiają się na naszej planecie; niesamowici przybysze wtapiają się między zwykłych ludzi i prowadzą eksperymenty. • „Gdzie diabeł mówi dobranoc” - tu może tytuł zabrzmi swojsko, ale to raczej groźna wizja świata przyszłości z ortokoranistami, Islamską Republiką Ludową, Eurabią i Lechistanem. Wzniesiemy się też w przestworza w „Zeppelinie L-59/2” i „Samolocie von Ribbentropa”. Świat jawy i snu (!) pojawi się w opowiadaniu „Po drugiej stronie”. • Może nie wszystkie jedenaście opowiadań zainteresuje czytelnika jednakowo. Ja jestem entuzjastką prozy Pilipiuka, ale słabsze nieco wydały mi się – „Błękitny trąd” i „Po drugiej stronie”. Może krasnoludy to jednak pole działania fantasy. A tajemnicę szkatułki chyba spróbuję rozszyfrować raz jeszcze, trochę zagmatwana ta historia. Najbardziej lubię, gdy pisarz, osadzając akcję swych opowiadań w znanych realiach historycznych, stwarza zupełnie inną wizję zdarzeń, np. zestrzelenie przez kapitana Stanisława Skalskiego samolotu von Ribbentropa. Podziwiam niesamowitą wyobraźnię Andrzeja Pilipiuka, który wciąż zaskakuje nowymi pomysłami. To literatura, która wciąga i bawi. Dowcipny, „krwisty” język - w pięknie wydanej „Czerwonej gorączce”nawet stronice są „przybrudzone” na czerwono. • Wydawca - Fabryka słów - dba o odpowiednią oprawę książek pisarza. Czerwona pieczęć na zakończenie każdego opowiadania, litery stylizowane na cyrylicę, czarno-białe ilustracje Grzegorza i Krzysztofa Domaradzkich sprawiają, że czytelnik od razu poddaje się tajemniczemu nastrojowi i przenosi w świat fantastyki.
Ostatnio ocenione
1 2 3 4 5
...
19
  • Stuhrowie
    Stuhr, Jerzy
  • Dzidzia
    Chutnik, Sylwia
  • Good night, Dżerzi
    Głowacki, Janusz
  • ... i poniosły konie
    Odojewski, Włodzimierz
  • Batalion czołgów
    Škvorecký, Josef
  • Późny Gomułka, wczesny Gierek
    Dziurawiec, Andrzej
Krystyna
Autorka w swojej pracy w nowatorski sposób podjęła się omówieniu zagadnienia, w jaki sposób kultura odpowiedziała na przebieg modernizacji na terenach Rosji i Iranu przełomu XIX i XX wieku. • W swej wnikliwej rozprawie zajęła się szerokim spektrum problemów. Głównym zamiarem badaczki było uwidocznienie zarówno wspólnych cech, jak i różnic w przemianach obu państw. Ukazała podobieństwa w początkowej reakcji kultury rosyjskiej i irańskiej na kulturę zachodnią – fascynację nią, a jednocześnie pragnienie niezależności i przywiązanie do tradycji. • Skupiła się przede wszystkim na badaniach nad inteligencją rosyjską i irańską, rozważała, jak rosyjska literatura wpłynęła na rozpowszechnianie idei wolności oraz jaki miała wpływ na rozmaite sfery życia społecznego. • Omówiła m. in. zagadnienia kultury i języka, ukazała grupy kulturotwórcze jako konkretne zjawisko na tle abstrakcyjnego fenomenu kultury, postawiła pytania o istotę języka i jego rolę w kulturze. Zajęła się analizą problemową wybranych zjawisk zachodzących w omawianych państwach, snuła rozważania o pierwszym symbolu identyfikacji grupowej społeczeństwa, oceniła rolę prekursorów idei indywidualizmu w Iranie i Rosji, dokonała także interesujących porównań i podsumowań. • Celem autorki było przede wszystkim przedstawienie, w jaki sposób kultury „komunikują się”, jak przebiega dialog między ludźmi, należącymi do różnych kultur oraz jakie są i mogą być skutki dobrego lub złego zrozumienia partnera w dialogu. • Opracowała : Barbara Misiarz • Publiczna Biblioteka Pedagogiczna w Poznaniu
foo