Strona domowa użytkownika

Zawiera informacje, galerię zdjęć, blog oraz wejście do zbiorów.
[awatar]
wiesia_czyta
Najnowsze recenzje
1
...
7 8 9
...
23
  • [awatar]
    wiesia_czyta
    „Kto nie tęskni za ZSRR, musi nie mieć serca. Kto chce jego powrotu, nie ma rozumu”. To słowa generała Lebiedzia, bohatera reportażu Jacka Hugo- Badera „Widok ze stuletniej morwy”. Nostalgia za starym porządkiem przebija w prawie każdym z 17 reportaży ze zbioru „W rajskiej krainie wśród zielska”. Było biednie, ale w miarę stabilnie, była praca, odznaczenie, „starczało na kartofle, kwas i białomory”. No a że wielu ludzi było w łagrach, więzieniach, że nie można było wyrażać swojego zdania, zadawać niewygodnych pytań? O tym jakoś mało się pamięta. Towarzysz Kałasznikow mówi wręcz: „Ja byłem daleko od tych rzeczy”. • Natrętne, czasem prowokacyjne pytania Hugo-Badera denerwują jego rozmówców, oni chcieliby pamiętać tylko to, co napawało ich dumą, gdy np. maszerowali w pochodach, brali udział w wiecach i mieli świadomość wielkiej potęgi Kraju Rad. To przekonanie było tak silne, że naukowcy pracujący i żyjący w wydzielonym dla nich mieście Arzamas-16 zupełnie nie myśleli o przyszłości i nie zabezpieczali się, bo „Związek Radziecki miał być zawsze”. Żyją teraz w nędzy, uprawiając ogródki, zbierając grzyby i jagody, bo z niewielkich emerytur nie da się wyżyć. Z kolei dla tych, którzy pracują i nie dostają przez wiele miesięcy wynagrodzenia, emeryt w rodzinie stanowi pewne zabezpieczenie, bo emerytury są wypłacane w miarę regularnie. • Hugo-Bader stara się, pisząc swoje reportaże, dotrzeć do zwykłych ludzi. Chcąc wkraść się w ich łaski, musi się z nimi napić. Alkohol rozwiązuje języki, zmniejsza strach, a może i chronić przed napromieniowaniem. Daniar z aułu Sarżał żyjący na granicy poligonu pod Siemipałatyńskiem zdaje się w to wierzyć. Cóż bowiem pozostaje tym ludziom, którzy widzą, jak wokół nich umierają kolejni sąsiedzi, nie dożywając czterdziestki. Zachorowalność na raka, anomalie rozwojowe, samobójstwa- to skutek prowadzonych przez wiele lat prób jądrowych. To chyba najbardziej wstrząsający reportaż zatytułowany dość niewinnie- „Magazyn pomocy naukowych”. Czytelnik zstępuje w nim w kolejne 9 kręgów, aż na samo dno piekła, gdzie w Domu Dziecka w pokoju na piętrze przebywają dzieci umieszczone w dybach z racji niekontrolowania potrzeb fizjologicznych. • Właściwie i inne reportaże wprawiają w przygnębienie. Bo jak tu spokojnie i bez emocji czytać o katastrofie okrętu podwodnego Komsomolec, który miał być niezniszczalny, a zatonął i załoga miała zakaz wzywania pomocy, a pobliskim jednostkom nie wolno było się do nich zbliżać. • Tak samo smutne i porażające sceny przedstawione są w reportażach z Czeczenii, Krymu czy Kirgizji. Tu już nie tylko alkohol, ale narkotyki i ogromna korupcja wśród społeczeństwa , które po upadku kołchozów nie potrafi sobie radzić w nowej rzeczywistości. No chyba że tak jak mafia z Luberców „wykorzysta swą szansę w nowych warunkach”. I w tym ostatnim reportażu „Zona Lube” Hugo- Bader nie pozostawia złudzeń czytelnikowi. Britogołowyje (łysogłowi) są silni i nie tolerują inności. Zostali Rosjanami, a to oznacza „Cerkiew, armię, mundury, pieśni narodowe i grupę Lube...”. • Nie da się szybko przeczytać książki reportera „Gazety Wyborczej”. Trzeba wyznaczać sobie po jednym reportażu dziennie, czasem nawet mniej. Są to bowiem teksty, które nie pozostawiają obojętnym. Oprócz dużej dawki emocji dostarczają też wiedzy na temat byłych republik ZSRR, narodów, o których pewnie niewielu z nas wiedziało, że takie istnieją. • Nieńcy, Chantowie, Mansonowie, Selkupowie, Komi i wiele, wiele innych koczowniczych plemion, które były tropione przez władzę ludową. Stłoczone na siłę w kołchozach, gdy już do nich powoli przywykały, znów zostawione samym sobie. Ekspansja Gazpromu pozbawia ich po trochu ziemi, na której mogą żyć z reniferami. A jamal to w języku Nieńców- „koniec ziemi”, więc gdzie mają iść?! • Dzięki J. Hugo-Baderowi można próbować wczuć się w rosyjską duszę, która „jest jak spaniel, który nawet jak jest mu wesoło, ma mordę rozpaczliwie smutną”. • Można dowiedzieć się, że winnym wielu zaniedbań i przyczyna kraks, katastrof i awarii jest „rozgildziajstwo- czyli rosyjski stan ducha (...) mieszanina niechlujstwa,obojętności, lenistwa i głupoty”. Czy jest to tylko rosyjski stan ducha?! • Siedemnaście reportaży Jacka Hugo-Badera to lektura obowiązkowa.
  • [awatar]
    wiesia_czyta
    Książką Antoniego Libery „Godot i jego cień” można się zachwycić. Autor pięknym językiem opowiada o swej fascynacji twórczością Samuela Becketta. Jest to tak wiarygodna opowieść, że czytelnik nie wątpi, iż zaczęła się ona w wieku niespełna 8 lat, gdy mały Antoni wymusił na rodzicach zabranie go do teatru na sztukę „Czekając na Godota”. Był rok 1957; lekka odwilż w trudnych czasach komunizmu. • Młody Libera zainteresował się głównie postacią chłopca, którego mógłby zagrać i żałował, że nie jego obsadzono w roli tego, który informuje, że „Godot nie przyjdzie”.I rzeczywiście – Godot nie przychodzi; część tych, którzy mieli nadzieję na zmianę otaczającej ich rzeczywistości, a wreszcie byli skłonni, by ją akceptować, musi opuścić kraj- mamy rok 1968. • Zanim Arnold Meyer, wybawca rodziców Libery z getta, wyjedzie z Dworca Gdańskiego, odda, już wtedy studentowi, roczniki „Dialogu” i pierwsze amerykańskie wydanie „Czekając na Godota”. Zacznie się czytanie tekstów Becketta, poszukiwanie ich (co wtedy wcale nie jest łatwe), „Nowele” Antoni Libera po prostu wykradnie z Centralnej Biblioteki Wojskowej. Chyba można mu to wybaczyć. • Potem będzie teatr studencki i przedstawienie „Końcówki”, które młodzi twórcy niebawem obejrzą w wykonaniu teatru z Francji z wybitnym Rogerem Blinem na czele goszczących w Polsce w 1970 roku. • Wreszcie pierwsza podróż za granicę, do Szwecji, a stamtąd, dzięki pomocy Arnolda Meyera, do Paryża. Kupowanie książek Becketta, przerzucenie nielegalnych wydawnictw do kraju, przepisywanie „Bez” w bibliotece IBL-u, przekłady Becketta. Wreszcie pierwszy list do ulubionego dramatopisarza i…odpowiedź! Będą też przesyłki z dedykacjami. • Podążamy wraz z autorem tropem „mistrza kpiny i autoironii, który wyśmiewał własną skłonność do smutku i pesymizmu”. Niełatwa jest dla Libery ta „fascynacja posępnym pięknem”. Gdy włączy się w działalność opozycyjną, nie dostanie zgody na wyjazd do Berlina, by tam obejrzeć spektakle „That Time” i „Kroki”. Starania o stypendium też będą szły opornie do czasu, gdy niezawodny pan Arnold zacznie działać. Wszystko idzie dobrze, ale celnik na lotnisku zatrzymuje Liberę pod błahym pretekstem i wydaje się, że koniec marzeń o Ameryce. A jednak się uda- dzięki postawie pilota samolotu. • To świetna scena, w książce jest ich wiele. Opowieść Libery wciąga niesamowicie. Opisywane przez niego spotkania z ludźmi, którzy tak jak on chcą poznać niełatwą twórczość dwujęzycznego autora (pisał i tłumaczył siebie w języku angielskim i francuskim), są dla czytelnika okazją do zapoznania się, choćby w niewielkim stopniu, z reżyserami, aktorami, ludźmi teatru zgłębiającymi problemy bohaterów Becketta. • Początki fascynacji Beckettem i dalsze podążanie za nim przypomina sobie Libera, lecąc samolotem z Nowego Jorku do Londynu. Tu będzie czekać przesyłka od autora „Wyludniacza”, potem będzie Wigilia i spacer po Londynie – znaczącą role odegra też budka telefoniczna przy Old Church Street, która wszędzie łączy za darmo. Dzięki takiej darmowej rozmowie nastąpi wyjazd do Paryża i tam wreszcie, poprzedzone licznymi perypetiami, spotkanie Libery z Beckettem. Fascynująca rozmowa, którą czyta się z zapartym tchem, jak zresztą całą książkę. Może niektórych odstraszą szczegółowe zmagania autora „Madame” z beckettowskimi tekstami, ale naprawdę czyta się je z wielką uwagą, nawet jeśli nie wszystko jest dla czytelnika jasne. No bo bądźmy szczerzy, chyba niewielu jest tych, którzy poza „Czekając na Godota”, znają twórczość Samuela Becketta. • Dlatego myślę, że warto sięgnąć po świetną i mądrą książkę Antoniego Libery, dla którego pochodzący z Irlandii pisarz stał się przeznaczeniem. • Janusz Majcherek w „Zeszytach Literackich” napisał, że wróży książce Libery wielkie powodzenie- „u nielicznych szczęśliwych”. Wszyscy członkowie naszego DKK stwierdzili jednomyślnie, że cieszą się, iż mogą się do nich zaliczyć.
  • [awatar]
    wiesia_czyta
    Pięknie jest na Płaskowyżu w kolonii Lufcug przez cały rok. Wieje tam jednak mocno, a zimą trudno się dostać do szosy. Dlatego też od października do kwietnia jest tam tylko troje stałych mieszkańców: Janina Duszejko, Matoga i Wielka Stopa. Ale ten ostatni właśnie zadławił się śmiertelnie kością z ukłusowanej sarny. Mimo niechęci do niesympatycznego kłusownika sąsiedzi przygotują go do ostatniej drogi. Już wtedy Janina Duszejko powie, że to „zemsta zza grobu”. • A to dopiero początek… Po kolei w dziwnych okolicznościach giną: komendant policji, właściciel fermy lisów, prezes i ksiądz. Co ich łączy? Byli myśliwymi. Dla emerytowanej nauczycielki jasne jest więc, że to zwierzęta mszczą się za swą krzywdę. Rozgłasza tę teorię, pisze listy do policji, w których argumentuje swoją tezę. Ale jak można brać na serio kogoś takiego jak pani Duszejko?! To przecież „nawiedzona wariatka”, usuwa wnyki, niszczy ambony, krzyczy na myśliwych, pisze skargi. • Czytelnik zastanawia się, kto zabija. Ale przecież książka Olgi Tokarczuk to nie tylko kryminał. Sporo tu rozważań na temat astrologii, którą interesuje się główna bohaterka. Cytaty z Williama Blake’a rozpoczynają każdy rozdział; Duszejko pomaga swemu dawnemu uczniowi tłumaczyć jego teksty (tytuł książki to też cytat z Blake’a). Dyzio pracuje jako informatyk w policji, ale marzy, by zająć się tylko XVIII-wiecznym twórcą. • Kto jeszcze jest przyjacielem obrończyni zwierząt? Sprzedawczyni w lumpeksie, zwana Dobrą Nowiną, która próbuje zarobić na studia. Wszyscy oni to oczywiście wegetarianie (ciekawy przepis na zupę musztardową s.286). A, jest też entomolog Borys Sznajder szukający śladów chrząszcza- zgniotka szkarłatnego. • Ciekawe i sympatyczne postaci bohaterów zestawia pisarka z zadufanymi w sobie, ograniczonymi przedstawicielami elity małomiasteczkowej. Dostało się też nowobogackim, którzy kupując letni dom, urządzają teren wokół niego, likwidując rośliny tam rosnące i sadząc na ich miejsce te zakupione w sklepie. • Uważam, że książka Olgi Tokarczuk to mocny głos w obronie natury, zwrócenie uwagi na ochronę środowiska, pochylenie się nad naszymi „braćmi mniejszymi”. Płomienne przemówienie Duszejko wygłoszone w siedzibie Straży Miejskiej zaczyna się od słów: „O kraju świadczą jego Zwierzęta. Stosunek do Zwierząt”. Pewnie, że dziś mówi się coraz częściej i głośniej o ochronie zwierząt. Coraz więcej ludzi angażuje się w różne akcje mające na celu poprawę losu nie tylko psów i kotów, ale i innych zwierząt hodowlanych. • „Beczenie, Wycie, Ryk, Szczekanie • To jak o pomoc w Niebo łomotanie”. • To słowa Williama Blake’a. Dzięki O. Tokarczuk można choć trochę zapoznać się z twórczością tego angielskiego mistyka, który uważał, że „Dobro to bierność posłuszna Rozumowi. Zło to aktywność wyrastająca z Energii”. • Warto jeszcze wspomnieć o pięknych czarno-białych ilustracjach Jaromira Swejdika przedstawiających zwierzęta, las, ambony…Polecam wszystkim książkę Olgi Tokarczuk.
  • [awatar]
    wiesia_czyta
    Pierwsza część trylogii „Millennium” Stiega Larssona- „Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet”, podobnie jak dwie następne, stała się bestsellerem.Mariusz Czubaj w artykule „Kod bestsellera” zamieszczonym w „Niezbędniku Inteligenta” (dodatek do „Polityki”) zastanawia się nad „tropami, które zaprowadzą nas na ślad uwodzicielskiej mocy bestsellera”. Pisząc o bohaterach, wskazuje na odwrócenie ról: „on- to dziennikarz, ona-hakerka, która przejmuje sprawy w swoje ręce (od kwestii seksu po prowadzenie śledztwa)”. • Dziennikarzem czasopisma Millennium jest Mikael Blomkvist. Po przegranym procesie o zniesławienie musi odbyć karę więzienia. Zanim to nastąpi, zostaje wynajęty przez bogatego przedsiębiorcę Henrika Vangera, by napisał historię rodziny, a faktycznie rozwiązał tajemnicę zniknięcia wnuczki jego brata- Harriet. Szesnastoletnia dziewczyna zniknęła w czasie zjazdu rodzinnego 29.09.1966 roku.Minęło zatem prawie 40 lat. W śledztwo włącza się po pewnym czasie pracująca dla Milton Security hakerka LisbethSalander. Nieprzystosowana społecznie, genialna w swym fachu dziewczyna będzie dla Blomkvista ogromnie pomocna. To dzięki niej wyjdzie cało z tej mrocznej historii. No, mrocznej to chyba zbyt łagodne określenie. W pewnym momencie zaczyna być potwornie, opisywane zdarzenia „mrożą krew w żyłach”. Trzeba jednak przyznać, że jeśli zaczęło się czytać powieść, to z dużym zainteresowaniem śledzi się akcję i trudno się od niej oderwać. • Pojawiające się nowe wątki, mroczne tajemnice, nawiązania do Biblii- wszystko to jest tak przedstawione, że koniecznie chce się poznać, co wydarzy się dalej, dowiedzieć się, co np. ukrywa Salander, dlaczego jej życie tak się ułożyło, czemu nic nie wiadomo na temat jej ojca. Larsson dawkuje kolejne sensacje. Nie o wszystkim dowiemy się z I części. Trzeba sięgnąć po następne. • I choć czasem trudno czytać niektóre fragmenty, choć można „nie chcieć wejść do piwnicy Martina Vangera”, to jednak czytelnik podąża tropem odkrywających potworną tajemnicę rodu Vangerów- Blomkvista i Salander. Tych dwoje (zwłaszcza Salander) budzi sympatię czytających. Zdumiewa, nawet zastanawia geniusz hakerki, dzięki któremu dziennikarz weźmie odwet za swój przegrany proces. • W powieści istotną rolę spełniają komputery, stąd trochę miejsca zajmują zagadnienia z nimi związane. Larsson porusza też wątek nazizmu, który w Szwecji był długo przemilczany. • Trzeba więc przyznać, że powieść szwedzkiego dziennikarza, który niestety nie dożył ogromnego sukcesu swych książek,to naprawdę dobry kryminał. Gdy tajemnica zostanie już odkryta, wiadomo kto zabił... No a co z Salander i Blomkvistem? Cóż... trzeba czytać część II i III.
  • [awatar]
    wiesia_czyta
    Czternaście reportaży Wojciecha Tochmana tworzy zbiór pt. „Bóg zapłać”. Historie ludzi doświadczonych przez los to trudna lektura. Po przeczytaniu wszystkich można poczuć smutek i przygnębienie. Przejmujące opowieści maturzystów z Białegostoku, którzy byli w płonącym autokarze jadącym do Częstochowy stanowią treść dwóch reportaży – „Mojżeszowy krzak” i „Amen”. Poruszające są historie Mateusza chorego na zespół McCarthy’ego i Jakuba z zespołem Tourette’a. W sierocińcu, gdzie przebywa Mateusz, pracuje pielęgniarka Renata, która wraz ze swą siostrą bliźniaczką zaopiekuje się chłopcem. Pojawia się więc nadzieja, że mimo ciężkiej choroby dziecko będzie miało dom i bliskie mu osoby, które zaakceptowały go takim, jaki jest – z jego brzydotą i upośledzeniem. • Nadzieję na odzyskanie córki traci powoli Krystyna Jałowiczor, która jednak wciąż czeka na swą zaginioną przed laty Anię. Podobnie czeka Maria Błaszkiewicz, matka Wandy Rutkiewicz. Ona z kolei wierzy, a nawet twierdzi, że wie, iż jej córka wróci z Kangczendzongi, a wiedzę swą czerpie, jak pisze Tochman, z „dziwnych ksiąg”. Mówią one o „czuciowiedzy jako rodzaju intuicji, która graniczy z pewnością”. Zwłok himalaistki nie znaleziono do tej pory, ale kiedy czyta się reportaż „Siedem razy siedem” można zastanawiać się, co naprawdę stało się z Wandą Rutkiewicz. • Tochman przede wszystkim oddaje głos swym bohaterom. Sam jest gdzieś w tle, nie ocenia, przygląda się, przedstawia różne aspekty danej sprawy, stawia pytania. Każe zastanawiać się wraz z bohaterami nad Bogiem, wiarą i religijnością, nad mentalnością ludzi, którzy uważają się za chrześcijan. • Bardzo dramatycznie brzmi w zakończeniu zbioru „spowiedź”, a właściwie nigdy niewygłoszona homilia księdza homoseksualisty zarażonego wirusem HIV. Nie potrafi on odejść z Kościoła i nie potrafi zerwać ze swymi przyzwyczajeniami. • W czasie czytania reportaży na nowo ożywają w pamięci czytelników Gazety Wyborczej dyskusje, jakie toczyły się na jej łamach po wydrukowaniu reportaży Tochmana, takich np. jak „Bracia i siostry” czy „Atmosfera miłości”. Słuchacze radiowej Trójki przypomną sobie głos Tomasza Beksińskiego – bohatera reportażu „Leży we mnie martwy anioł”. Wrócą myślami do Wigilii 1999 roku. To wtedy dziennikarz muzyczny stwierdził, podając powody, dla których warto było żyć – „Wszystkie te chwile przepadną w czasie jak łzy w deszczu.. Pora umierać”. • Widać więc, że czytanie reportaży Wojciecha Tochmana to przyglądanie się trudnym ludzkim sprawom, przysłuchiwanie przejmującym głosom tych, których spotkało w życiu nieszczęście, którzy cierpią. Autor, pokazując swych bohaterów, każe nam zastanowić się nad sobą, nad tym, jak zachowalibyśmy się w opisywanych przez niego sytuacjach. Jakie byłyby nasze wybory, nasze decyzje? • Warto więc sięgnąć po tę książkę, by zamyślić się nad życiem, przemijaniem, nad tym, co naprawdę ważne!
Niepożądane pozycje
Brak pozycji
Krystyna
Autorka w swojej pracy w nowatorski sposób podjęła się omówieniu zagadnienia, w jaki sposób kultura odpowiedziała na przebieg modernizacji na terenach Rosji i Iranu przełomu XIX i XX wieku. • W swej wnikliwej rozprawie zajęła się szerokim spektrum problemów. Głównym zamiarem badaczki było uwidocznienie zarówno wspólnych cech, jak i różnic w przemianach obu państw. Ukazała podobieństwa w początkowej reakcji kultury rosyjskiej i irańskiej na kulturę zachodnią – fascynację nią, a jednocześnie pragnienie niezależności i przywiązanie do tradycji. • Skupiła się przede wszystkim na badaniach nad inteligencją rosyjską i irańską, rozważała, jak rosyjska literatura wpłynęła na rozpowszechnianie idei wolności oraz jaki miała wpływ na rozmaite sfery życia społecznego. • Omówiła m. in. zagadnienia kultury i języka, ukazała grupy kulturotwórcze jako konkretne zjawisko na tle abstrakcyjnego fenomenu kultury, postawiła pytania o istotę języka i jego rolę w kulturze. Zajęła się analizą problemową wybranych zjawisk zachodzących w omawianych państwach, snuła rozważania o pierwszym symbolu identyfikacji grupowej społeczeństwa, oceniła rolę prekursorów idei indywidualizmu w Iranie i Rosji, dokonała także interesujących porównań i podsumowań. • Celem autorki było przede wszystkim przedstawienie, w jaki sposób kultury „komunikują się”, jak przebiega dialog między ludźmi, należącymi do różnych kultur oraz jakie są i mogą być skutki dobrego lub złego zrozumienia partnera w dialogu. • Opracowała : Barbara Misiarz • Publiczna Biblioteka Pedagogiczna w Poznaniu
foo