Strona domowa użytkownika

Zawiera informacje, galerię zdjęć, blog oraz wejście do zbiorów.
[awatar]
majuskula
Najnowsze recenzje
1
...
35 36 37
...
44
  • [awatar]
    majuskula
    Od zawsze wiadomo, że podróże są idealnym sposobem, aby lepiej poznać własne wnętrze. Otwierają na inne kultury, maksymalnie rozszerzają horyzonty, przynoszą nader ważne wspomnienia. Czyhają też nieb­ezpi­ecze­ństw­a, gdy wyruszamy w drogę trudną, acz fascynującą… • Heather Ellis jeszcze nie skończyła trzydziestu lat, kiedy podczas spotkania ze znajomymi wpadła na pomysł, by wybrać się na motocyklową wycieczkę. I to nie po wygodnych rejonach, ale po Afryce! Nigdy wcześniej tam nie była, nie miała okazji uczestniczyć w tak dług­odys­tans­owyc­h eskapadach. Zaczęła jeździć już jako ośmiolatka. Wychowywana w Australii, zdążyła zachwycić się naturą, jednak ciągnęło ją na wspomniany Czarny Ląd. Mija rok od grilla, gdzie przyszła jej do głowy idea. W końcu Heather wyjeżdża, a towarzyszami są ulubiona Yamaha TT600 i przyjaciel, Dan. Finalnie ich drogi się rozchodzą, a kobieta wydaje się być zdana wyłącznie na siebie i swe umiejętności. W trakcie podróży odkrywa, że obcy ludzie najczęściej są życzliwi oraz pomocni, a przyjaźń to wartość uniwersalna. • Jakiś czas temu trafiłam na wywiad przeprowadzony z Julią Pietruchą, aktorką i wokalistką. Możliwe, iż kojarzycie jej nazwisko. Opowiedziała o swoich wojażach, z czego najbardziej zaciekawiła mnie historia o Azji. Na starym motocyklu przejechała sześć tysięcy kilometrów. Imponujące! Od tamtej pory dużo analizowałam, aż finalnie mogłam znaleźć ukojenie w literaturze. Gdy tylko w zapowiedziach przeczytałam opis „Ubuntu”, to wiedziałam, że koniecznie muszę przeczytać tę książkę. Nie słyszałam o Heather Ellis, ale postanowiłam dać jej kredyt zaufania, choć postawiłam wysoko poprzeczkę. Wręcz zażądałam frapującej powieści. I autorka nie rozczarowała. Spędziłam nad egzemplarzem wspaniały tydzień, stopniowo delektując każdą stroną. Pogoda wtedy również dopisała — idealne połączenie. Parna Afryka, parna Polska, a w formie uprzyjemnienia dni, świetny kawałek literatury. Wiem, że niektórzy pewnie uważają, iż przesadzam, lecz musicie mi zaufać. • Bijąca od Heather odwaga poraża. Wyprawa nie była usłana różami, trzeba wziąć pod uwagę wszystkie okoliczności. Afryka to kontynent nęcący, nieujarzmiony. Ten ostatni atrybut może być zarówno wadą i zaletą. Bohaterkę spotkało sporo przygód zagrażających jej życiu. Należy też wspomnieć, iż cała historia miała miejsce przed ponad dwudziestu laty, jak kłopoty miały łatwiejszy dostęp do człowieka. Ellis została zaatakowana przez uzbrojonych bandytów, na odsiecz przybyli lokalni rybacy. Właśnie, tym samym dochodzimy do sedna „Ubuntu”. W pewnym stopniu wyjaśniono to słowo już w opisie książki, jednak dodatkowo poszperałam. Znalazłam dodatkowe tłumaczenie, które jeszcze bardziej związało mnie z powieścią. • Najłatwiej przełożyć wyraz na polski za pomocą całego zdania. „Jestem dzięki Tobie” — oto rzeczywisty duch przyjaźni, zrozumienia, dzielenia tym, co mamy. Istota człowieczeństwa. Heather, mimo napadu, spotkała masę pozytywnych ludzi, pragnących ugościć cudzoziemkę. W ten sposób mogła zasmakować egzotycznych potraw, obserwować codzienność plemion lub kontemplować urodę przyrody. Te doświadczenia zdecydowanie ukształtowały kobietę i cieszę się, że postanowiła opisać tak specyficzne oraz godne uwagi chwile. Z zapartym tchem śledziłam kolejne jej przygody, czekając na więcej. Interesujący styl! • Z każdej strony biją skrajności. Dlatego długo myślałam, czy byłabym w stanie zmierzyć się ze swymi strachami. Los rzucał Heather pod nogi wielkie kłody. Ciężko chorowała na, między innymi, malarię, wiele razy musiała naprawiać motocykl, ulegała wypadkom. Potem piękne momenty wynagradzały trud. Idealna lekcja pokory, sprawdzenia intuicji. Podziwiam naszą bohaterkę, z przyjemnością spotkałabym się z nią na herbacie i posłuchała relacji. Dobrze, iż przynajmniej mogłam „pochłonąć papier”. Ellis posiada dar „gawędziarstwa”. Niezwykle rzadka cecha, która wymaga pielęgnacji. Wpadłam na informację, iż autorka pracuje nad kolejną częścią, tym razem poświęconą Australii. Nie mogę się doczekać! Trzymam kciuki za rychłe ukończenie. • „Ubuntu” to wartościowa lektura. Pokazuje, że warto przełamywać strach, opory, wychodzić naprzeciw wyzwaniom. Świetnie przedstawiona Afryka nęci i sądzę, iż wielu czytelników nabierze ochoty na podobną podróż. Lato ciągle nie dobiegło ku końcowi, więc nie bójcie się poznać miejsc, których nie widzieliście. Mogą istnieć nawet kilkaset metrów (!) od Was — po prostu się rozejrzyjcie, weźcie książkę pod pachę, biegnijcie do przygody!
  • [awatar]
    majuskula
    Relacja matki z córkami jest szczególna. Niekiedy przerywana przez tragiczne wydarzenia, smagana przeciwnościami losu, ale wciąż, gdzieś w głębi, istniejąca. Ile złego może znieść kobieta, aby dotrzeć do swoich dzieci? Czy powinna wyruszyć w zagrażającą życiu podróż, byle tylko odkryć rzeczywiste wydarzenia, wolne od obłudy? • Rok 1955, Malaje Brytyjskie. Lydia Cartwright jest żoną urzędnika, Aleca. Kobieta odwiedza chorą przyjaciółkę, chcąc pomóc jej w chorobie. W końcu wraca do domu, gdzie czeka ją przykra niespodzianka. Alec spakował ich córki, Fleur i Emmę, nagle wyjechał bez żadnej wiadomości. Wyczyścił konto bankowe, przepadł niczym kamień w wodę. Załamana Lydia napotyka jedynie fałszywą informację i wyrusza na północ kraju, by odnaleźć bliskich. Nie wie, że przebywają oni w dalekiej Anglii. Malaje Brytyjskie to niebezpieczne miejsce dla nietamtejszych ludzi. Ogarnięte wojną tereny, czyhające na każdym kroku zagrożenie. Mija czas, a bohaterka jest przekonana o śmierci ukochanych córek. Finalnie poznaje zatrważające fakty i postanawia za wszelką cenę odszukać Fleur i Emmę, nie bacząc na konsekwencje… • Miesiące szybko umykają! Właśnie uderzyła mnie świadomość, że to już trzecia powieść autorstwa Jefferies, którą mam okazję recenzować. Stwierdziłam, iż będę sięgała po każdą jej książkę wydaną w Polsce, bo idealnie trafiają w moją wrażliwość, świetnie odprężają, mimo dość ciężkich fabuł. Doskonale rozumiem, dlaczego tak ujmuje w tej twórczości. Wprost uwielbiam, gdy akcje dzieją się kilkadziesiąt lub kilkaset lat wstecz. Jakoś jestem przywiązana do przeszłości, a Dinah cudownie potrafi odtworzyć różne okresy „Rozłąka”, wzorem poprzedniczek, została osadzona w egzotycznym klimacie. Tym razem zwiedzamy Malaje, dzisiejszą Malezję. Kraj interesujący, lecz naznaczony kolonializmem. Rdzennych mieszkańców spotykał okrutny los, niegdyś mocno zaangażowała mnie historia tych terenów, więc tym chętniej zgłębiłam się w „Rozłąkę”. Byłam ciekawa, czy autorka odpowiednio ukazała fakty, z dbałością o szczegóły i prawdę. Ta ostatnia jest najważniejsza. • Wyjątkowo muszę zwrócić uwagę na szatę graficzną. Bardzo mnie cieszy, że wszystkie okładki są utrzymane w podobnej stylistyce, toteż tworzą spójną całość i świetnie prezentują się na półce! Takie spojrzenie uprzyjemnia estetom czytanie. Ładne „opakowanie” ciekawie współgra ze stylem pisania Jefferies. Nadal będę utrzymywać, iż nie każdy go sobie upodoba, ale warto dać mu szansę. Poetycki, bogaty w detale. Zazwyczaj ogrom opisów doceniam głównie u klasyków literatury, jednak tutaj robię wyjątek. Autorka subtelnie nadaje życie pozornie zwykłym przedmiotom, choć na największą obserwację zasługuje natura. Obca dla Europejczyków, prezentuje się majestatycznie, niczym przepiękna fotografia. • Główny wątek, a mianowicie więź Lydii i Emmy, dogłębnie mną poruszył. Szczególnie dojrzałość dwunastolatki, która musi poradzić sobie z nowym miejscem, brakiem bliskości. Ta tęsknota wręcz wyciska łzy, łatwo można zrozumieć desperację głównej bohaterki, będącej w stanie przemierzyć mnóstwo kilometrów, aby przerwać złą passę, odzyskać dzieci, rozpocząć wszystko na nowo. Odwaga imponuje, zwłaszcza w momencie, gdy na głowę Lydii spada tyle problemów. Podobnym hartem ducha odznacza się Emma. Terroryzowana przez własnego ojca, wrzucona w nowe otoczenie, karana za najmniejsze przewinienie, odesłana do szkoły z internatem. Czy ktokolwiek byłby zdolny odnaleźć się w podobnej sytuacji i się nie załamać? • Dinah Jefferies sprostała moim oczekiwaniom. Solidnie przygotowała się do pracy nad książką, zasięgnęła do wielu źródeł i realistycznie przedstawiła ówczesną egzystencję na Malajach. Należy szepnąć, że przyczyniły się do tego jej własne przeżycia! Urodziła się właśnie tam, więc mogła dodać do powieści swoje spojrzenie, co okrutnie wzbogaciło sens. Raduje mnie, iż w tym przypadku nie postawiono wszystkiego na romanse, a skupiono uwagę na innym rodzaju miłości — rodzica do dziecka. Dodało to świeżości, ale powinnam też nadmienić: w Polsce książki tej autorki są wydawane w odmiennej kolejności niż w oryginale. Dowiedziałam się, że w tym roku opublikowano kolejną pozycję, o tytule „Before the Rains”. Warto czekać na tłumaczenie! • „Rozłąka” to kolejna z książek Jefferies, która powinna spodobać się miłośnikom jej stylistyki. Porządnie skonstruowana, a przy tym ogromnie wzruszająca i oryginalna na tle poprzednich publikacji. Znakomita na sierpniowy wieczór, jeśli pragniemy wypocząć nad lekturą niewymagającą przesadnego skupienia, lecz po prostu dobrą i pozbawioną banału. Nie macie pomysłu na prezent dla mamy, babci lub siostry? Rekomenduję tę powieść!
  • [awatar]
    majuskula
    Jarosław Marek Rymkiewicz w ostatnich latach wzbudza spore kontrowersje, głównie za sprawą swych wypowiedzi. Zaangażowany politycznie, pewnemu gronu ludzi kojarzy się właśnie z tym okresem jego twórczości. Jednak warto zajrzeć trochę głębiej, cofnąć i popatrzeć z dystansu, naukowego punktu. • Poeta, eseista, krytyk, dramaturg, profesor. Syn prozaika Władysława Szulca, pochodzenia niemiecko-polskiego i lekarki Hanny, pochodzenia tatarsko-niemieckiego. Po wojnie rodzina zamieszkała w Łodzi, pod wpływem wojennych przeżyć zmieniając nazwisko. Laureat wielu ważnych nagród, debiutował tomikiem noszącym tytuł „Konwencje”. Twórczość Rymkiewicza jest bardzo char­akte­ryst­yczn­a, dogłębnie poszukująca połączenia między ciałem i umysłem, eksplorująca tajemnice niedostępne dla człowieka. Marzena Woźniak-Łabieniec w swojej książce skupia uwagę na metafizycznym aspekcie tej specyficznej poezji. To klucz do całego dorobku literackiego. Dostrzegamy kolejne koncepcje filozoficzne mające realny wpływ na interpretację danych wierszy, pomagające lepiej zrozumieć sens oraz inspiracje. Pojawia się mnóstwo zawiłości, a odpowiedzi bywają zaskakujące. • Kilka miesięcy temu wspominałam o „Projekcie: Egzystencja i Literatura”. Wówczas recenzowałam pierwszy wolumin, poświęcony Witkacemu i jego stosunku do etyki. Osobom, które nie trafiły na tamten wpis powinnam przybliżyć tę sprawę. Całe przedsięwzięcie polega na stworzeniu serii książek dotykających tematu polskich pisarzy, ich doświadczeń. Tym razem czytelnicy skupiają się na postaci Jarosława Marka Rymkiewicza, z naciskiem na krążącą ciągle wokół metafizykę. To zagadnienie ciężkie, lecz przyciągające, ucieszyłam się, gdy tylko zauważyłam zapowiedź tej pozycji. Mogę nadmienić, że w przygotowaniu jest tom o zmarłej niedawno Julii Hartwig. Cała seria już jawi się jako zbiór niezwykle zróżnicowany, choć także spójny, więc niecierpliwie wypatruję następnych elementów tej układanki. Aktualnie świadomość zarezerwujmy dla pracy Marzeny Woźniak-Łabieniec. Dość długo analizowałam każde zdanie, nie z powodu komplikacji, a pojawiającej się jasności. • Sam wstęp mną poruszył. Autorka podkreśla publikacji, będący próbą przywrócenia społeczeństwu Rymkiewicza-poety. Dlatego również apeluję, aby podejść do książki unikając uprzedzeń, za to z otwartym umysłem. Wtedy bez problemu zauważymy meritum wniknięcia w tak bogaty dorobek artystyczny, czerpiący garściami z klasyków, ale nadający oryginalny rys nawet pojedynczym literom. Czy my także nie zadawaliśmy sobie momentami pytań o istotę istnienia? Czy nie próbowaliśmy odnaleźć odpowiednią drogę, na próżno, przy okazji zwracając uwagę na fakt, że szukanie jest najważniejsze? Rymkiewicz niejednokrotnie udowadniał, iż należy zawsze pytać, otwierać na transcendencję, jakkolwiek to złożone i skazane na porażkę. • Frapująca kwestia to filozoficzne zapędy Rymkiewicza. Można zauważyć ducha Nietzschego płynącego z poszczególnych strof. Nie łączy się z pojęciem Übermensch, a raczej w związku z uśmierceniem Boga. Dekadencki rozpad, duchowy, jak i fizyczny, ukazuje skłonność poety do świadczenia o upadku. Równie zajmująco przedstawia się problematyka filozofii języka. Dzięki temu nauczyłam się nazywać to, co chodziło mi od dłuższego czasu po głowie — „pojęcia ogólne (…) są bezradne wobec cudów natury”. Proszę zaopatrzyć się w karteczki lub ołówek. Warto pozaznaczać takie urywki. • Uważam, iż Marzena Woźniak-Łabieniec wysoko postawiła sobie poprzeczkę, lecz wyszła z tego obronną ręką. Wykonała tak trudne zadanie, w sposób dobitny i klarowny ukazując ciekawiącą nas dziedzinę. Jeśli ktoś po lekturze nadal będzie czuł niedosyt, to może sięgnąć po bibliografię i na własną rękę poszerzyć wiedzę w sferze danego wątku. Autorka traktuje odbiorcę z szacunkiem, pozostawiając pole do przemyśleń, nie narzucając swojego zdania, ale posiłkując się merytorycznymi informacjami. Obszerne fragmenty wierszy, esejów, wywiadów są ważnym elementem publikacji, podobno indeks osób i rozdzielenie na krótkie podrozdziały. To bardzo pomocne, gdy chcemy użyć książki w formie pomocy naukowej, a jestem pewna, że paru ludziom się przyda. • „Rymkiewicz. Metafizyka” rzuca zupełnie inne światło na osobę poety. To wspaniała publikacja, dopieszczona w najmniejszych detalach. Osoby zainteresowane lite­ratu­rozn­awst­wem będą zachwycone, aczkolwiek książkę mogę z czystym sumieniem polecić też miłośnikom twórczości samego Rymkiewicza. Każdy posiada jakieś zdanie na temat tej persony, pozytywne lub negatywne, jednak trzeba przyznać, iż głęboko uderza wydźwięk jego słów: „Ja w tych wierszach mówię – nie myślcie, moi drodzy, że dowiecie się czegokolwiek więcej, wiecie tyle, ile wiecie. Więcej wiedzieć nie będziecie”.
  • [awatar]
    majuskula
    Podobno czasem da się zapomnieć o miłości. Ale czy wówczas mamy do czynienia z prawdziwym i szczerym uczuciem? Wystarczy jedno spotkanie, aby automatycznie odżyły pozornie zgubione emocje. Warto walczyć o związek, który powinien być skazany na niepowodzenie? • Ellie Pearce jest typową dziewczyną pochodzącą z dobrego domu. Jamie Cole, eks-członek gangu kradnącego samochody, w końcu wychodzi z więzienia i próbuje na nowo poukładać sobie życie. Losy tych dwojga przypadkowo znowu się łączą po rozstaniu. Ellie chce rozpocząć wszystko jeszcze raz, u boku nowego mężczyzny, w innym miejscu. Kolejna relacja ją trochę rozczarowuje, choć planuje z partnerem ślub. Rodzinna tragedia zmusza ją do powrotu w rodzinne strony. I ponownie musi stanąć twarzą w twarz z człowiekiem, któremu oddała serce. Najgorszą rzeczą w istnieniu Jamiego nie był pobyt za kratkami. To odejście Ellie rozbiło go na najmniejsze kawałeczki, a z tym bólem nic się nie porówna. Mężczyzna już wie, że pragnie odzyskać względy ukochanej. Przecież taka miłość nie zdarza się codziennie. • Zrobiłam kolejny błąd, chociaż w efekcie błędem się nie okazał. Gdy sięgnęłam po „Chłopaka, który o mnie walczył” nie skojarzyłam, iż to kolejna część serii. Zignorowałam moją wybiórczą pamięć podpowiadającą, iż muszę kojarzyć formę tytułu. Cóż, mleko się rozlało, a ja postanowiłam zacząć od środka, jak bywało. Podeszłam do tej powieść dość luźno. Liczyłam się z możliwością, że prędko poczuję nudę, bo rzadko szaleję za książkami iście romantycznymi. Spotkała mnie miła niespodzianka, ponieważ pióro Kirsty Moseley naprawdę przypadło mi do gustu. Stereotypowo, spodziewałam się mnóstwa przesłodzonych dialogów, przewidywalnej fabuły. A tutaj — zaskoczenie! Spędziłam nad tą powieścią chwile pełne frajdy. Uważam, iż recenzuję autorkę „z górnej półki”, jeśli chodzi o pozycje młodzieżowe, wywołujące wzruszenie i chęć kibicowania głównym bohaterom. Naprawdę polubiłam naszego „Romea z Julią”, co zaskakuje. • To historia życiowa. Pozbawiona koloryzowania, char­akte­ryst­yczn­ego dla „romansideł”. Wyznania wypadają uroczo, bez nadęcia, komicznych scen seksu, które często czytałam w różnych książkach, a potem miałam pomysł, aby rzucić dany egzemplarz w kąt. Sądzę, że taką książkę można podarować nastoletniej siostrze lub córce, jednocześnie samemu przeczytać i nie odczuwać zażenowania. Porozmawiać z bliską osobą, wymienić refleksje. Kirsty Moseley łączy pokolenia, a wydaje mi się, iż Jamiem może zauroczyć się wiele kobiet, a ich wiek nie gra roli! Jeżeli macie w planach zrobić z „Chłopaka, który o mnie walczył” prezent, to kupcie od razu dwa. Nie unikając poprzedniego tomu! • Niby z jednej strony czytelnik domyśli się, że wszystko dąży ku szczęśliwemu zakończeniu, lecz z drugiej, trudno temu domysłowi zaufać. To ogromny plus, nić niepewności. Narrację poprowadzono dwutorowo — z perspektywy Ellie i Jamiego. W ten sposób mamy wgląd do umysłów obojga, przedstawiają różne punkty widzenia, ale zawsze nastawione na ogromną emocjonalność. Ta stylistyka wypadła bardzo porządnie, nie ma szans, by ktoś się pogubił. Natomiast ta zmienność opowieści sprawia, iż łatwiej jest poznać historię z każdego punktu. • Osią całej akcji są niejednokrotnie wspominani zakochani, jednak napiszę na temat postaci drugoplanowych. Nie są natrętne, acz nie zlewają w jednolite tło. Indywidualności, mogą zaciekawić. Moją szczególną sympatię zdobyła Kelsey. Zagubiona dziewczyna, której należy się uwaga, Chętnie przeczytałabym coś poświęconego szczególnie jej, choćby zwykłe opowiadanie. Równie interesująca wydała mi się Stacy. Te wszystkie charaktery tworzą spójną całość, wbrew pozorom, sporo w niej prawd życiowych. Łatwo dojść do wniosku, że wskazane jest danie drugiej szansy, gdy widzimy w człowieku przemianę oraz skruchę. Ciężko chować dumę w kieszeń, jednak dobrze zignorować honor, jeśli możemy odbudować ważną relację. • „Chłopak, który o mnie walczył” to książka naprawdę romantyczna, wolna od nadmiaru lukru. Czyta się ją szybko i przyjemnie. Pozycja idealna na wakacje! Niezbyt obszerna, za to wciągająca. Przyznam, iż moje pierwsze wrażenie było błędne, za co powinnam posypać głowę popiołem. Z chęcią poszukam i tomu pierwszego. Jeżeli lubicie powieści wręcz kipiące od uczuć, to ta Wam się spodoba. Jakie przygody czekają Ellie i Jamiego? Liczę na kontynuację.
  • [awatar]
    majuskula
    Warszawa skrywa w sobie mnóstwo tajemnic. Przez lata swojego istnienia dała dom milionom ludzi, który mogliby zdradzić miliony historii. Grzebanie w przeszłości jest nader interesujące, jednak może nieść również pewne ryzyko. Jakie konsekwencje przynosi odkrywanie sekretów przodków? Czy da się unieść ciężar prawdy? • Jedno miasto, trzy okresy. XXI wiek — Dana to w połowie Polka. Przyjeżdża do Warszawy, aby odzyskać rodzinną kamienicę. Budynek mieści się przy ulicy Długiej, niegdyś służył za hotel. Pisarka, niezbyt przywiązana do kraju, zaczyna poznawać ciekawe fakty dotyczące jej familii. Do pomocy wynajmuje kancelarię adwokacką. XIX wiek — Eleonora jest piękną córką właściciela hotelu. Prowadzi przyjemne życie, ale dobra passa kończy się wraz ze samobójstwem ojca-hazardzisty, Jeremiego. Dziewczyna pozostaje kompletnie sama z problemami. Brat nadal unika poczucia obowiązku, siostra wychodzi za mąż, a matka wyjeżdża z Polski. XVII wiek — Laurenty pracuje jako lutnista. Chciałby prowadzić własny zajazd, umiejscowić go przy trakcie zwanym Długim. Niestety, miasto trawi pożar, który niszczy dom, gdzie żyje Laurenty z żoną. Po jej śmierci mężczyzna wraca do marzenia. Zakłada zajazd, a w prowadzeniu pomaga mu przyrodnia siostra żony i jego brat. Obaj starają się o względy ślicznej Kaliny. W końcu zdają sobie sprawę z faktu, że nad ich rodem wisi przekleństwo… • Jestem w dość dużym szoku, że dopiero dowiaduję się o istnieniu Sylwii Zientek. Ma na swoim koncie już kilka książek, dobrze przyjętych, lecz jakoś mi umknęły. Mogę winić wyłącznie siebie, pora poświęcić więcej spostrzeżeń rodzimym pisarzom! Sięgając po „Hotel Varsovie. Klątwę lutnisty” byłam nastawiona pozytywnie. Zachęcił mnie już sam opis, uwielbiam powieści, których akcja dzieje się w różnych ramach czasowych. Ukłon za wydanie! Okładka wpada w oko, dodatkowy plus to dołączenie mapek oraz drzewa genealogicznego. Niezwykle pomocne przy mnogości pojawiających się wątków. Oto powieść obszerna, gruba, ale lektura tak umie zaczarować, że nie zwracałam uwagi na zegarek. Fabuła mocno mną zawładnęła, choć walczyłam ze sobą — delektować się każdą stroną czy pochłaniać je bez reszty? Cóż, wybrałam złoty środek. Teraz odczuwam lekki niedosyt, wszystko wina zakończenia! Oczywiście, to z mej strony komplement. Zientek potrafi zauroczyć. • Autorka zadbała o każdy, nawet najmniejszy szczegół. Dzięki temu, możemy zobaczyć Warszawę z wielu perspektyw. To istny wehikuł czasu, gdy poprzez sugestywne opisy zwiedzamy te klimatyczne uliczki, zaglądamy w sklepowe witryny, obserwujemy życie mieszkańców. Zientek pisze barwnie, a przy tym bez nadęcia, które często zdarza się w takich publikacjach. A prze­kolo­ryzo­wani­e języka zawsze rzutuje na frajdę z lektury. Tym razem, udało się tego uniknąć, na szczęście. Myślę, że stworzenie tej książki wymagało ogromnego nakładu pracy i pieczołowitości. Mnogość detali znakomicie komponuje się z akcją, okrutnie wartką oraz zajmującą. Fantastycznie poprowadzone wydarzenia, omijające wszelkie wpadki. • Pociągający jest dualizm występujący w powieści. Sylwia Zientek ciekawie połączyła skrajności. Czytamy o śmierci, rozkładzie, co przeraża, za moment upajamy się zapachem kwiatów. Tę różnorodność charakteryzuje wielki realizm, plastyka w odpowiednim ukazaniu sensu danych wydarzeń. Oś to, wspomniana przeze mnie niejednokrotnie, Warszawa, choć czujemy, że przebywamy w skrajnie odmiennych od siebie miejscach. Nie sposób narzekać na nudę, specyficzny nastrój towarzyszy czytelnikowi dosłownie ciągle. Bez żadnych kłopotów dałam się mu ponieść, a historia siedzi w mej głowie już od kilku dni. • Bohaterowie są wręcz żywi. Indywidualności, pełni temperamentu, zawiłych relacji. Nie są czarno-biali, posiadają swoje zalety i wady. Kochają, nienawidzą, walczą o radości, muszą radzić sobie z przekleństwem, które powstało przed wiekami. Decyzja wpływająca na losy całych pokoleń. „Hotel Varsovie. Klątwa lutnisty” jest sagą rodzinną, lecz nie skupia się tylko na problemach fikcyjnych. Poznajemy spory kawałek historii miasta, łatwo nabrać chęć na wycieczkę. Osoby podchodzące do niego z rezerwą mają szansę zmienić swą opinię i ujrzeć Warszawę w innych barwach. Chapeau bas dla autorki za piękne ukazanie tych cech char­akte­ryst­yczn­ych. I za moją ulubienicę, Kalinę. Chyba czeka mnie kolejne sięgnięcie po egzemplarz. • Sylwia Zientek to autorka niezwykła na polskim rynku wydawniczym. Z niec­ierp­liwo­ścią­ czekam na kolejny tom, fabuła wciąga konkretnie. Jeśli lubicie książki pełne zawiłości, bohaterów namiętnych i pełnych pasji, to „Hotel Varsovie. Klątwa lutnisty” to idealna dla Was publikacja. Pokochajcie cudowny urok stolicy, wspólnie poczujmy tę magię istniejącą w starych budynkach. Już teraz chciałabym wiedzieć, jak potoczą się dalsze losy wszystkich postaci.
Planowane i pożądane pozycje
Brak pozycji
CheshireCat
Autorka w swojej pracy w nowatorski sposób podjęła się omówieniu zagadnienia, w jaki sposób kultura odpowiedziała na przebieg modernizacji na terenach Rosji i Iranu przełomu XIX i XX wieku. • W swej wnikliwej rozprawie zajęła się szerokim spektrum problemów. Głównym zamiarem badaczki było uwidocznienie zarówno wspólnych cech, jak i różnic w przemianach obu państw. Ukazała podobieństwa w początkowej reakcji kultury rosyjskiej i irańskiej na kulturę zachodnią – fascynację nią, a jednocześnie pragnienie niezależności i przywiązanie do tradycji. • Skupiła się przede wszystkim na badaniach nad inteligencją rosyjską i irańską, rozważała, jak rosyjska literatura wpłynęła na rozpowszechnianie idei wolności oraz jaki miała wpływ na rozmaite sfery życia społecznego. • Omówiła m. in. zagadnienia kultury i języka, ukazała grupy kulturotwórcze jako konkretne zjawisko na tle abstrakcyjnego fenomenu kultury, postawiła pytania o istotę języka i jego rolę w kulturze. Zajęła się analizą problemową wybranych zjawisk zachodzących w omawianych państwach, snuła rozważania o pierwszym symbolu identyfikacji grupowej społeczeństwa, oceniła rolę prekursorów idei indywidualizmu w Iranie i Rosji, dokonała także interesujących porównań i podsumowań. • Celem autorki było przede wszystkim przedstawienie, w jaki sposób kultury „komunikują się”, jak przebiega dialog między ludźmi, należącymi do różnych kultur oraz jakie są i mogą być skutki dobrego lub złego zrozumienia partnera w dialogu. • Opracowała : Barbara Misiarz • Publiczna Biblioteka Pedagogiczna w Poznaniu
foo