Strona domowa użytkownika

Zawiera informacje, galerię zdjęć, blog oraz wejście do zbiorów.
[awatar]
Katherine_Parker
Najnowsze recenzje
1
...
8 9 10
...
43
  • [awatar]
    Katherine_Parker
    Tym, co najbardziej zachęciło mnie do sięgnięcia po Prosty układ była niewątpliwie fabuła. Gdy przeczytałam opis książki doszłam do wniosku, że to może być całkiem interesująca historia. Od razy wiadomo, że jest to klasyczny erotyk, a nie Bóg wie jak ambitna powieść, więc też nie można spodziewać się po niej czegoś nie wiadomo jak zachwycającego, ale sama liczyłam na po prostu dobrą rozrywkę. Chyba nigdy też nie czytałam erotyka w polskim wydaniu... Serio, gdy teraz o tym myślę, to nie przypominam sobie żadnej takiej książki. To również zachęciło mnie do sięgnięcia po Prosty układ. I co teraz - żałuję, czy jestem zadowolona? Cóż... powiedziałabym, że trochę tego i trochę tego. • Główną bohaterką powieści, z której perspektywy (głównie) poznajemy historię jest Łucja Zarzycka - młoda dziewczyna, która właśnie kończy studia i tak na prawdę nie wie jeszcze, czego oczekuje od swojego życia. Choć jest ona jeszcze w młodym wieku to już udało jej się zaliczyć bardzo trudny związek, który również wpłynął na postrzeganie przez nią świata. Gdy spędza jeden z wieczorów z przyjaciółką z dawnych lat w klubie w jej rodzinnym mieście, trafia na tajemniczego, przystojnego i bardzo przyciągającego Dymitra. Pewne zdarzenia wkrótce przyczyniają się do tego, że ta dwójka zaczyna mieć ze sobą co raz więcej do czynienia. • Powiem wam szczerze, że chyba polubiłam Łucję, jednak kompletnie nie przekonał mnie sposób, w jaki autorka ją wykreowała. Bądźmy szczerzy - przez większą część książki dziewczyna była tak strasznie niezdecydowana, że po prostu zniechęcała do siebie czytelnika... Gdy Dymitr był blisko niej, gdy tylko poczuła jego zapach i dotyk gotowa była zrobić dla niego wszystko, a gdy mężczyzna znikał, ta zachowywała się tak, jakby czar nagle prysł i znów mówiła jak bardzo go nienawidzi... Dla mnie takie zachowanie jest kompletnie nierealne i przez cały czas, jak czytałam książkę nie potrafiłam obdarzyć Łucji szacunkiem. Dobra, pisałam wcześniej, że ją polubiłam - i jest to prawda. Wydała mi się być bardzo miłą i przyjacielską osobą, przez co właśnie taką ją polubiłam. Nie cierpiałam jej jednak, gdy zaczynała zmieniać się w napaloną nastolatkę, która nie miała własnego mózgu, bo myślała tylko w kategoriach pożądania. Pozwalała, żeby Dymitr nią pomiatał, mimo że już za chwilę zarzekała się, że nie może na coś takiego pozwolić. • Dymitr zaś był dla mnie zdecydowanie antybohaterem. Owszem, mnie również fascynowało to, co działo się pomiędzy nim i Łucją, ale bardzo gardzę nim za to przedmiotowe traktowanie kobiet, jakby były to tylko i wyłącznie zabawi seksualne. Nie potrafiłam sobie wyobrazić, żeby taka osoba, jak ona mogła istnieć w prawdziwym życiu. Autorka chyba trochę za bardzo chciała poszaleć i przez to właśnie wpadła ze skrajności w skrajność. Kurczę no! Czytałam w swoim życiu już wiele erotyków, gdzie dla facetów liczył się tylko i wyłącznie seks, ale to już jakaś kompletna przesada! Zdaję sobie sprawę, że zachowanie Dymitra ma związek z jego przeszłością, ale on całkowicie już przeginał i ja sama nie widziałabym już przyszłości w tej historii. • To właśnie te rzeczy, które opisałam powyżej przyczyniły się do tego, że uważam Prosty układ za bardzo przeciętną powieść. Książka miała na prawdę wiele cudownych elementów, które bardzo mi się spodobały i zachęciły do sięgnięcia po drugi tom serii, ale jednak to podejście głównych bohaterów do siebie, ich wzajemne traktowanie się (a głównie traktowanie Łucji przez Dymitra) zniechęciły mnie do tego stopnia do tej historii, że nie chciałabym jej polecać nikomu, kto ceni sobie moją opinię. Bardzo spodobał mi się styl K.A. Figaro i jestem przekonana, ze gdy tylko pojawi się jakaś nowa książka autorki, która nie nawiązuje do serii Prosty układ na pewno po nią sięgnę . Był taki luźny, przyjazny - czułam się tak, jakby Łucja Zarzycka sama opowiadała mi swoją historię przy kawie. Taki styl zdecydowanie tutaj pasuje! Nie przeszkadzało mi również to, że akcja dzieje się w Warszawie i jest wiele nawiązań do miasta, co z reguły denerwuje mnie w powieściach polskich pisarzy. • Podsumowując więc.... Prosty układ to chyba jedna z najbardziej kont­rowe­rsyj­nych­ powieści, które czytałam w swoim życiu i które wzbudziły we mnie tak wiele emocji. Plusy należą jej się za historię, bo ta była na prawdę przyjemna i wciągająca, ale ogromne minusy kieruję w stronę bohaterów. Bardzo zniszczyli mi tą historię i gdybym tylko nie byłą ciekawa, jak zakończy się ten dziwny romans, na pewno już nigdy więcej nie wracałabym do Łucji i Dymitra...
  • [awatar]
    Katherine_Parker
    W swojej czytelniczej karierze nie sięgnęłam jeszcze chyba po ani jedną pozycję z gatunku literatury faktu. Aż wstyd mi się do tego przyznać! Czasem do jakichś tytułów mnie ciągnęło, nie bujam tylko i wyłącznie w fikcji, jednak do tej pory nie skusiłam się jeszcze na żaden konkretny tytuł. Ale to jednak dobrze! A wiecie dlaczego? Bo mogłam zacząć swoją przygodę z tym gatunkiem z tak świetnie napisaną i niesamowicie szokującą książką, jaką jest Tajemnice pielęgniarek. Och co to była za lektura! Tyle emocji, tyle różnych poglądów i tak wiele wariantów przedstawienia świata pielęgniarek. Tak, już widać, że zakochałam się w tej książce i teraz będę robić wszystko, aby was do niej zachęcić! • A uwierzcie mi, że warto! • Żeby było jasne - nie mam nic wspólnego ze środowiskiem pielęgniarek! Nigdy nie chciałam iść na pielęgniarstwo, a i moje doświadczenia z pielęgniarkami są raczej znikome. Coś mnie ostatnio ten temat jednak dość mocno zainteresował, a że jeszcze to dotyczy Polski, czyli czegoś, co tak na prawdę każdy z nas widzi na co dzień, jeszcze bardzie spotęgowało to moją ciekawość. • Na początek może powiem wam trochę o "budowie" książki, czyli o sposobie w jaki cały temat został przedstawiony przez Mariannę Fijewską. Z tego, co możemy dowiedzieć się z przedmowy, autorka przeprowadziła wiele rozmów, wywiadów z bardzo różnymi ludźmi. Nie są to tylko i wyłącznie pielęgniarki. Znajdziemy tutaj również wypowiedzi lekarzy, prawników, przedstawicieli różnych grup zawodowych, czy nawet byłych pacjentów. Sama zastanawiałam się na początku, jak autorka postanowiła to wszystko poskładać, żeby miało to jakieś ręce i nogi. Dobrze więc, że postanowiła ona posegregować te wszystkie wypowiedzi i uporządkować pod względem jakiegoś konkretnego tematu. I tak mamy na przykład opinię i historie pielęgniarek na temat pacjentów, później przedstawiony został stosunek pielęgniarek do lekarzy i odwrotnie, czy zdanie społeczeństwa i pielęgniarek na temat protestów. To oczywiście tylko fragment tego, co możemy znaleźć w książce. • Całość została okraszona miejscami komentarzami Marianny Fijewskiej, jej spostrzeżeniami dotyczących rozmówców, czy historiami dotyczącymi trudności dotarcia do informacji. • Mi osobiście strasznie spodobał się ten sposób przedstawienia informacji, bo odniosłam wrażenie, że autorka nie chce występować tu w roli jakiegoś sędzi, który przedstawi nam swój punkt widzenia na całą sprawę i narzuci nam to, co mamy myśleć. Była ona tylko pewnym biernym obserwatorem, który dzięki swojej umiejętności pisania udzielił pielęgniarką głosu i możliwości dotarcia do szerszego grona odbiorców. • Dalej też, jeśli jestem już przy autorce, na prawdę mocno spodobał mi się jej styl. Po literaturę faktu nie sięgałam dotychczas między innymi przez to, że cały czas miałam takie swoje wyobrażenie, że jest to ciężka i wymagająca literatura pisana mocno formalnym i niezachęcającym językiem. Mówię, nie jestem znawcą w tym gatunku, ale urzekło mnie to, że Marianna Fijewska opisała całość w bardzo przystępny i zrozumiały sposób. Język w książce jest taki zwyczajny, codzienny, że aż chce się czytać. Widać też, że autorka tej książki rozmawiała ze zwykłymi, przeciętnymi ludźmi, ich wypowiedzi nie zostały w żaden sposób przekształcone tak, żeby były bardziej "na poziomie". Ot po prostu litera dotycząca zwykłych ludzi i do takich samych osób też skierowana. • Patrząc na to wszystko łatwo więc mogę powiedzieć, że jest to książka, którą powinien poznać każdy polak. Mi osobiście otwarła oczy na wiele spraw i pozwoliła wyrobić sobie własne zdanie na temat grupy jaką są pielęgniarki. Autorka nie postawiła ich tylko na piedestale, - są pokazane tutaj dobre i negatywne rzeczy dotyczące ich. No powiedzcie sami - czego chcieć więcej?! • Zapamiętajcie więc ten tytuł i jeśli tylko będziecie mieli taką okazję przeczytajcie tą książkę. Mogę wam zagwarantować, że nie będziecie tego żałować!
  • [awatar]
    Katherine_Parker
    Nie będę ukrywać - gdy tylko dowiedziałam się, że moja ukochana Anna Todd, ta która stworzyła uwielbianą przeze mnie niegdyś serię After, stworzyła dla swoich czytelników kolejną książkową serię, nie posiadałam się ze szczęścia. Nie było siły, która mogłaby odwieść mnie od przeczytania nowego książkowego dziecka autorki. Oj tak, miałam wedle niej na prawdę spore oczekiwania, choć jednocześnie uspokajałam sama siebie - After czytałaś już dawno, przecież teraz może ci się nie spodobać ten styl. Byłam jednak uparta, wiedziałam, że nawet jakieś drobne błędy nie sprawią, że nie spodoba mi się The Brightest Stars. Pożar zmysłów. • To co, domyślacie się, jak tam moje wrażenia po lekturze? Koniecznie zajrzyjcie dalej! • Seria #STARS to coś, co całkowicie różni się od poprzednich powieści Anny Todd. Sięgając po nią mamy dostać intrygującą i ognistą historię, a to wszystko okraszone wątkiem wojska, żołnierzy i rodzin wojskowych - nawet nie wiedziałam, że lubię takie klimaty. To chyba ten wątek militarny (jeśli możemy go w ogóle tak nazwać) chyba najbardziej mi się spodobał. Nie jest go tutaj też jakoś bardzo dużo, więc jeśli ktoś z was się tego obawia, to spokojnie mogę zapewnić was, że jest on jedynie takim delikatnym dodatkiem i pewnym tłem dla całej historii. Zaintrygowało mnie jednak, że Anna Todd tak dobrze umiała go przedstawić, co przyczyniło się do jeszcze lepszego wczucia w całą opowieść. Tak jak mówię, nie skupiała się ona na nim jakoś mocno, ale cały czas gdzieś on tam w tle był i to mi się bardzo spodobało! • W kwestii bohaterów muszę jednak powiedzieć, że poczułam się trochę tak, jakbym ich nie znała. Nie mówię już o Kaelu, czyli naszym męskim bohaterze, bo zdaję sobie sprawę z tego, że jego postać jest tą tajemniczą i mamy odkrywać go razem z Kariną. Jednak to właśnie odnośnie Kariny czuję duży niedosyt. Przez całą książkę nie umiałam się z nią za bardzo utożsamić, czy nawet do końca jej zrozumieć. Owszem, Anna Todd przedstawiła nam mniej więcej jej historię rodzinną, relacje z bratem bliźniakiem, czy ojcem, ale jak dla mnie było tam tego za mało. Jej postać jest ciekawa i widać, że dużo przeszła. Nie jest kolejną nieśmiałą dziewczyną, tylko kobietą, która musiała sama sobie radzić, chciała wieść własne życie i osiągnęła to wszystko dzięki ciężkiej pracy. Za to należy się jej szacunek. Mi czegoś tu jednak brakowało. Kaela natomiast kompletnie nie rozumiem - dla mnie to bohater z lekką dwubiegunówką... Dziwnymi postaciami byli również dla mnie ojciec Kariny i jego nowa żona. Wydaje mi się, że autorka trochę za bardzo tutaj popłynęła i stworzyła zbyt skrajną, za bardzo władczą i samolubną osobę, ale mogę się mylić. • Gdy patrzę na historię przedstawioną w The Brightest Stars. Pożar zmysłów już po przeczytaniu książki odnoszę wrażenie, że była ona zbyt monotonna i uboga jak na moje oczekiwania. Tak na prawdę nic konkretnego się tam nie działo, a nawet odnoszę wrażenie, że cały czas autorka skupiała się na tylko jednym elemencie, który postanowiła rozciągnąć do granic możliwości. Trochę mi przykro z tego powodu, ale wydaje mi się, że jest to kolejna historia, którą się poznaje i od razu zapomina. Nie przekreślam całej serii całkowicie, bo może w dalszych tomach czymś mnie zaskoczy. Raczej sięgnę po kontynuację, bo po pierwsze za bardzo ciekawi mnie tajemnica Kaela, a po drugie patrząc na moje wspomnienia dotyczące serii After, myślę, że i temu cyklowi należy się jeszcze jedna szansa. Jednak jeśli macie coś ciekawszego do czytania, nie traćcie na tą pozycję czasu - serio nie warto.
  • [awatar]
    Katherine_Parker
    Uwielbiam książki, w których występuje motyw choroby lub szpitali! Jednak zawsze wywołują one we mnie ogrom przeróżnych emocji - przeważnie jest to wzruszenie i smutek, ale często towarzyszy temu także radość, śmiech, czy zauroczenie. Zawsze jednak po przeczytaniu takiej książki potrzebuję trochę czasu, żeby się pozbierać - to u mnie stały element. Do tej pory nie trafiłam jeszcze na taką pozycję z tym motywem, która by mnie rozczarowała i cieszę się bardzo, że "Trzy kroki od siebie" również nie muszę zaliczać do tego grona! • Myślę, że o tej historii zrobiło się głośno głównie przez jej ekranizację, która jakiś czas temu miała swoją premierę, oraz na pewno też trochę przez Cole'a Sprouse'a, który zagrał Willa. Sama nie widziałam jeszcze filmu, więc jego nie mogę jeszcze ocenić, ale cały czas, gdy czytałam książkę właśnie jego osoba wkradała mi się do wizji Willa. Strasznie tego nie lubię, bo potem przeszkadza mi to w dobrym zrozumieniu postaci. Ale jakoś sobie z tym poradziłam, więc nie jest źle! • Głównych bohaterów (Stelle oraz Willa) poznajemy w szpitalu, do którego trafiają na kolejne badania z racji mukowiscydozy na którą chorują. Od razu coś zaczyna się między nimi dziać, jednak na oddziale zasada jest jedna - zachowaj minimum trzy kroki odległości od innego muko. Gdy o tym przeczytałam od razu dotarło do mnie, że ta znajomość pomiędzy bohaterami, a raczej rozwijające się pomiędzy nimi uczucie będzie na prawdę trudne i nie tylko będzie ogromnym wyzwaniem dla nich, ale również i we mnie wzbudzi ogromną dozę uczuć. Zastanawiałam się też, jak autorzy to wszystko wykreowali, żeby jednak cała historia okazała się ciekawa dla czytelnia o oddawała to wszystko, co czują Will oraz Stella. No cóż... udało im się! A mi bardzo się to spodobało. • Cała książka to tak na prawdę wizja kwitnącego powoli uczucia pomiędzy dwójką młodych ludzi okraszona cudownymi bohaterami, których zwyczajnie nie da się nie lubić, oraz fantastycznym klimatem, od którego ja sama nie mogłam się oderwać. Wszystkie opisy wnętrz czy sytuacji zostały przedstawione w bardzo realistyczny i szczegółowy sposób, co pozwoliło mi w pełni oddać się książce. Z tego co wiem, pomysł na powieść wyszedł od Mikki Daughtry oraz Tobias'a Iaconis'a, ale to Rachel Lippincott przełożyła wszystko na papier. Mogę więc powiedzieć, że wykonała ona na prawdę świetną robotę. Bardzo spodobał mi się jej styl, od którego nie mogłam się oderwać. Jest on niezwykle lekki i wciągający. Mimo dość poważnego tematu przedstawionego w książce nie poczułam się przytłoczona tym co czytam, a to uważam za bardzo duży plus. • Jeśli więc szukacie świetnego romansu młodzieżowego, ale takiego, który jednak będzie umiał was czegoś nauczyć, to jak najbardziej polecam wam Trzy koki od siebie". Ta książka ma to coś, co sprawi, że nie będziecie się mogli od niej oderwać, a przedstawiona w niej historia poruszy was do głębi. Poznanie jej mogę jak najbardziej zaliczyć do udanych - teraz pozostaje mi obejrzenie jej ekranizacji, która mam nadzieję, oczaruje mnie tak bardzo, jak jej pierwowzór.
  • [awatar]
    Katherine_Parker
    Brooks Rattigan to typowy amerykański nastolatek, który będąc już w ostatniej klasie liceum zastanawia się, co zrobić ze swoją przyszłością. Chociaż nie! O Brooksie nie można powiedzieć, że się zastanawia, bo chłopak doskonale wie, na jakie studia chce iść. Musi on włożyć sporo pracy i ciężkiego zakuwania, aby osiągnąć najbardziej odpowiedni wynik na testach, które otworzą mu drzwi do wymarzonej Columbii. Gdy jednak większość czasu poświęca na naukę, nie ma kiedy zarabiać na swoje codzienne wydatki. Nieoczekiwanie nadarza się okazja, kiedy Brooks postanawia towarzyszyć kuzynce jednego z uczniów ze szkoły. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby to zdarzenie zainspirowało chłopaka do otworzeniu nowej działalności - a mianowicie wynajmu towarzysza na bal dla zdesperowanych rodziców samotnych nastolatek. • Powiem wprost - moje uczucia względem tej książki są bardzo mieszane... Z jednej strony mogę powiedzieć, że mi się podobała, ale z drugiej mam co do niej sporo uwag. Zacznę może jednak od tego, co mi się tutaj podobało. Przede wszystkim zachwycił mnie sposób, w jaki autor przedstawił postać głównego bohatera, czyli Brooksa Rattigana. No kurczę! Tak mnie ten chłopak zauroczył, że chętnie przeczytałabym tą książkę tylko i wyłącznie dla jego osoby. Steve Bloom świetnie poprowadził narrację z jego punktu widzenia. Sprawił, że przez to cała historia nabrała takiego żywiołu oraz autentyczności. Czytając wiedziałam, że na sto procent mam do czynienia z nastolatkiem - a to przez sposób, w jaki się wypowiadał a to poprzez jego zachowanie. Tutaj jestem na jedno wielkie TAK! Dawno już żaden główny bohater mnie tak nie zauroczył. Może Steve Bloom napisze kolejną książkę. Jeśli tak, to ja sięgnę po nią, aby sprawdzić, czy kolejna jego postać jest równie charyzmatyczna. • Sam pomysł na historię również mi się podobał - był bardzo ciekawy i oryginalny. Ja to kupuję. Jednakże mimo wszystko coś mi tutaj trochę zabrakło. Miejscami książkę czytało mi się trochę ciężko i żmudnie, a to sprawiło, że często miałam ochotę odłożyć tą pozycję na półkę. Niekiedy odniosłam wrażenie, że niektóre momenty są niepotrzebne, a w ich miejsce można by dołożyć coś znacznie ciekawszego. Właśnie to sprawiło, że książka trochę mi się nie podobała. Mówię - pomysł był fajny, ma ona kilka mocnych elementów, ale braki niestety też są. • Ale nie żałuję, że ją przeczytałam. Fajna historia - znacznie lepsza niż film, który był bardzo ubogi w wątki z książki (co jest dziwne, bo jeśli dobrze pamiętam scenariusz współtworzył sam autor książki). Jeśli więc będziecie mieć okazję to sięgnijcie po nią. Myślę, że może wam się spodobać.
Planowane i pożądane pozycje
Brak pozycji
Należy do grup

grejfrutoowa
ilona3
Betik
Autorka w swojej pracy w nowatorski sposób podjęła się omówieniu zagadnienia, w jaki sposób kultura odpowiedziała na przebieg modernizacji na terenach Rosji i Iranu przełomu XIX i XX wieku. • W swej wnikliwej rozprawie zajęła się szerokim spektrum problemów. Głównym zamiarem badaczki było uwidocznienie zarówno wspólnych cech, jak i różnic w przemianach obu państw. Ukazała podobieństwa w początkowej reakcji kultury rosyjskiej i irańskiej na kulturę zachodnią – fascynację nią, a jednocześnie pragnienie niezależności i przywiązanie do tradycji. • Skupiła się przede wszystkim na badaniach nad inteligencją rosyjską i irańską, rozważała, jak rosyjska literatura wpłynęła na rozpowszechnianie idei wolności oraz jaki miała wpływ na rozmaite sfery życia społecznego. • Omówiła m. in. zagadnienia kultury i języka, ukazała grupy kulturotwórcze jako konkretne zjawisko na tle abstrakcyjnego fenomenu kultury, postawiła pytania o istotę języka i jego rolę w kulturze. Zajęła się analizą problemową wybranych zjawisk zachodzących w omawianych państwach, snuła rozważania o pierwszym symbolu identyfikacji grupowej społeczeństwa, oceniła rolę prekursorów idei indywidualizmu w Iranie i Rosji, dokonała także interesujących porównań i podsumowań. • Celem autorki było przede wszystkim przedstawienie, w jaki sposób kultury „komunikują się”, jak przebiega dialog między ludźmi, należącymi do różnych kultur oraz jakie są i mogą być skutki dobrego lub złego zrozumienia partnera w dialogu. • Opracowała : Barbara Misiarz • Publiczna Biblioteka Pedagogiczna w Poznaniu
foo