Strona domowa użytkownika
Zawiera informacje, galerię zdjęć, blog oraz wejście do zbiorów.
Zawiera informacje, galerię zdjęć, blog oraz wejście do zbiorów.
Socjolożka. Feministka. Agnostyczka. Zafascynowana historią, przede wszystkim okresem tudorowskim w Anglii, Rewolucją Francuską i II wojną światową. Jej ulubione postacie w dziejach to Elżbieta Wielka i Maria Antonina. Nie potrafi gotować, nienawidzi sprzątać, zakupy robi raz na dwa tygodnie, ale do perfekcji opanowała za to czytanie w każdych absolutnie warunkach. Kolekcjonerka kubków, kaktusów i czerwonych szminek do ust.
Najnowsze recenzje
-
Seria książek o kobietach Kubryńskiej wygląda cukierkowo. No serio. Spójrzcie na te okładki! Pastelowo-kolorowo-słodkie. Opisy poszczególnych tomów przywodzą na myśl jakieś słabsze komedyjki napisane w stylu kabaretowym, gdzie to z przymrużeniem oka opowiada się o życiu codziennym Polek i Polaków. Sięgając po "Biurwę" spodziewałam się właśnie takiej opowiasteczki. A tu nie, a tu pstryczek. Czemu? Bo ta książka jest świetna. • To krótka opowiastka o Ewie. Samotne matce urzędniczce, która zatrudniona jest jako specjalistka od promocji w urzędzie gminy na Kaszubach. Jest po czterdziestce, jest wkurzona, nienawidzi swojej pracy. Brzmi znajomo, prawda? Początkowo historia trochę faktycznie przypomina komediową historyjkę, ale bardzo szybko zauważyć można, że za prześmiewczym językiem stoi prawdziwa tragedia kobiety. I nie przesadzam tutaj, jej życie naprawdę naznaczone jest bruzdami i aż dziw bierze, że jest ona w stanie jeszcze śmiać się z czegokolwiek. • Jest dużo o pracy w urzędzie (jeżeli chcecie w takowym pracować to zapewniam Was, że po lekturze "Biurwy" zaczniecie szukać innej ścieżki kariery), trochę o miłości, dzieciach i zadowoleniu z siebie oraz wiary we własne możliwości. Jest po ludzku o ludziach i dla ludzi. • "Biurwa" zamyka serię trzech książeczek o kobietach, które napisała Kubryńska, ale z tego co wiem nie są one ze sobą jakoś mocno powiązane, więc myślę, że nic mi nie umknęło, bo po dwa pozostałe tomy sięgnę z przeogromną ochotą. • Polecam. Nie tylko paniom ;)
-
Kolejne spotkanie z Chyłką i Oryńskim. Mam z tą dwójką taki typowy love-hate relationship. Czasem z wypiekami na twarzy czytam o ich perypetiach, czasem mam ochotę przekartkowywać strony, bo jestem zażenowana tym co czytam. • W tym tomie autor trochę odszedł od tej taniej sensacyjności, którą tak uwielbia faszerować swoje książki. Zagadka jest bardziej "stateczna", ale dzięki temu też bardziej wciągająca, bo nad wybuchy i strzelanki Mróz skupił się tu na zawiłościach prawa i prawdziwej tajemniczości. Klientem naszej prawniczej pary zostaje Sebastian Sendal, najmłodszy w historii sędzia Trybunału Konstytucyjnego. Pan sędzia oskarżony został o zabojstwo popełnione kilka dobrych lat wcześniej. Są świadkowie i dowody DNA, ale morderstwa dokonano w Krakowie, w którym to Sendal zdaje się nigdy nie bywać, a dodatkowo różnice klasowe i światopoglądowe tej dwójki nie mogą różnić się jeszcze bardziej. On to prawdziwy człowiek sukcesu, zabity był kibolem Cracovii, często łamiącym prawo. • Chyłka i Zordon mają niełatwy orzech do zgryzienia. Relacje między tą dwójką wciąż są niedoprecyzowane, a dodatkowo Joanna musi mierzyć się z chorobą alkocholą, z której wreszcie powoli zaczyna zdawać sobie sprawę. Jakby tego było mało jej ojciec ciągle kręci się w pobliżu, co doprowadza ją do szewskiej pasji, a wspomnienia z dzieciństwa nie chcą tak łatwo dać o sobie zapomnieć. • Zagadka jest szalenie ciekawa, a rozwiązanie jej nie pojawia się z kosmosu, jak to lubi - niepotrzebnie - kreować Mróz. Tutaj możemy mieć pewne podejrzenia, ale rozsupłanie tego supełka nie jest wcale takie oczywiste, a dodatkowo naprawdę może usatysfakcjonować. Co zaś tyczy się naszej dwójki to zakończenie naprawdę jest mocne i absolutnie zachęca do dalszego sięgania po tę serię, choćby ze względu na ten coraz ciekawiej zarysowujący się wątek obyczajowy.
-
Pierwszą książkę Kasi Puzyńskiej, którą przeczytałam, był "Motylek" już prawie rok temu. Historia - bądź co bądź - wiejskich policjantów, mających stale na pieńku z tymi "miastowymi" w Brodnicy, ich losy poprzetykane kryminalnymi zagadkami, które muszą rozwiązać, kompletnie mnie kupiły. Pierwsze trzy-cztery tomy czytałam z zapartym tchem, częstokroć zarywając dla nich nocki. A teraz ja się pytam - gdzie podziali się tamci bohaterowie? • Daniel Podgórski jest w tej książce jakąś karykaturą samego siebie (coś jak Kapitan Sparrow w najnowszych "Piratach z Karaibu). Niby to on, ale jednak nie on. Najpierw utrata córeczki, a potem prowadzone przeciwko niemu dochodzenie, które pozbawiło go odznaki sprawiły, że Daniel się zagubił. I ja to kompletnie rozumiem, Podobnie jak prawdopodobnym jest nastoletni bunt Łukasza oraz pogorszenie jego stosunków z ojcem, którego teraz nazywa "pijusem". Ba! Ja nawet rozumiem w jakiś sposób tę dziwaczną relację Emilii i prokuratora. Nawet jakoś te zawirowanie wokół Cebulskiego. Okej, te rzeczy są możliwe. Ale nie poprowadzone taką narracją. Czemu? Bo ci bohaterowie poza tym, że wciąż mają swoje imiona i nazwiska, to są już kompletnie innymi postaciami. Jakby ich miejsca zajął gorszy bliźniak. Bardzo to rzuca się w oczy, jeżeli zestawić to z poprzednimi tomami. Nomen omen jedynie wulgarny Kamiński zdaje się być wciąż tylko sobą. • Rozumiem, że autorka - pisząc ósmy tom - chciała trochę poruszyć posadami życia bohaterów. Ale moim zdaniem mogła być bardziej subtelna w tej rewolucji. Przecież na to, jak kształtuje i zmienia się nasze życie, wpływa mają nie tylko prawdziwe "bomby", ale i cały szereg niepozornych zdawałoby się zdarzeń, które jednak kompletnie z czasem rewolucjonizują nasz świat. U Puzyńskiej zmiany dokonują się tylko poprzez drastyczne wydarzenia: zdrady, zgony i te pe. • Co do samej zagadki kryminalnej to jest ona naprawdę intrygująca i raczej ciężko domyślić się jest zakończenia, a przynajmniej tego zwiążanego z Diabelcem, bo zagadkę bezdomnych raczej można sobie samemu rozwiązać, choć też nie tak od razu. Tutaj - podobnie jak w "Utopcach" - autorka trochę bawi się z czytelnikami i swój kryminał przeplata lekko ze światem tajemnicy, duchów i diabelskich mocy. Bardzo fajny klimat to wprowadziło do całej historii i miejscami faktycznie trochę cierpła mi skóra. Ale. Całą historię moim zdaniem położyło zakończenie. • Po pierwsze, o ile rozwiązanie "kto zabił" jest satyfakcjonująco zaskakujące, tak motywy mordercy są po prostu głupie. Nijak nie odwzorowują one tego, co dowiadywaliśmy się podczas lektury, a przez to - gdy dochodzimy do momentu kulminacyjnego - wyglądamy jak ten gość z memam "wtf?". Serio. • Po drugie, ostatni mały rozdzialik. Ten opowiedziany z perspektywy żony leśniczego. Klękajcie narody, jakie to było niepotrzebne w tej książce. Usunąłabym ten rozdział, bo moim zdaniem jego wpływ na fabułę jest nie tyle co żaden, co krzywdzący. W "Utopcach" autorka umiała płynnie lawirować między dwoma światami nie popadając w przesadę, tutaj już się to jej nie udało. • Podsumowując, polecałabym tę książkę wyłącznie tym, którzy naprawdę wkręcili się w prozę Puzyńskiej i interesują ich nowsze, coraz jednak bardziej zagmatwane, perypetie lipowiczan oraz charyzmatycznej Kopp, której i w tym tomie też nie brakuje (choć ona również jest cieniem samej siebie). Dla tych, którzy w pewnym momencie odpadli gdzieś i uznali, że coś się popsuło - nie idźcie w stronę tej powieści. To ciągle bowiem nie jest "to". Ot co.
-
Absolutnie uwielbiam sposób, w jaki Wojtek Drewniak opowiada o historii. Nigdy co prawda nie byłam jedną z tych, które zasypiały na lekcjach z historii w szkole, ale nawet mnie czasem potrafił dobić zalew dat, zapisów politycznych pertraktacji, czy mnogość średniowiecznych wojen. Od momentu kiedy odkryłam na YouTube kanał "Historia Bez Cenzury" czuję się zaciekawiona absolutnie każdym okresem historycznym, co jest sporym sukcesem, bo przez lata na myśl o Średniowieczu czy okresie rozbiorów dostawałam niemiłych dreszczy. • W drugiej części książkowej "HBC" Wojtek zapoznaje nas z "koksami" polskiej historii. Wybór jest wielce subiektywny, ale na pewno docenić należy zaprezentowanie historii nie tylko tak znanych postaci jak Kościuszko i Poniatowski, ale i docenienie postaci Żółkiewskiego, Bema, Rozwadowskiego, czy...niedźwiedzia Wojtka. Autor nie zasypuje nas potokiem dat i informacji, których i tak byśmy nie zapamiętali, a raczej zarysowuje najistotniejsze fragmenty życia bohaterów i okrasza jest mnóstwem ciekawostek. Po każdym rozdziale znajdziemy odnośnik do któregoś z filmików HBC powiązanymi pośrednio lub bezpośrednio z omawianą postacią. • Książkę czyta się błyskawicznie. Nie wyczerpuje ona oczywiście tematu, ale stanowi skondensowaną wiedzę w pigułce o ludziach (i niedźwiedziach), których zdecydowanie warto znać i o których warto pamiętać. • Do polecenia tym, którzy historię lubią i tym, którzy mają traumę po szkolnych lekcjach ;)
-
Pierwszy tom był średni. Drugi naprawdę mi się spodobał. Jak na Mroza był to całkiem niezły kawałek literatury, od którego ciężko było mi się oderwać. Nic zatem dziwnego, że wyjątkowo szybko tym razem sięgnęłam po następną część perypetii Chyłki i Zordona. • I było strasznie. W tym tomie Joanna nawet nie jest cieniem samej siebie. Jest...cieniem cienia. Autor chciał ukazać dno prawniczki, jej chorobę alkocholową, co prawdopodobnie ma stanowić jakaś podstawę do włączenia w historię ojca głównej bohaterki. Okej, zamysł niezły. Ale wykonanie fatalne. Nie przeszkadza mi podjęty przez autora temat. Nie podoba mi się jednak, że wraz z trześwością pozbawił Chyłkę charakteru. Znika bohaterka z krwi i kości, a w jej miejsce zjawia się sztucznie wykreowana marionetka, która - pomimo swego załamania - nie wzbudza w czytelniku żadnych głębszych uczuć, bo od razu wyczuwa się w niej nierealność. Zordon kompletnie przepadł w tej książce, równie dobrze mogło go nie być. Jak Filip z konopii wyskakuje nam tu nagle "Szczerba", który z twardego, interesującego gliny stał się przypusaem Chyłki. Klękajcie narody. • Do tego Chyłka w tym tomie to wulgarna suka. O ile w pierwszych dwóch tomach jest twarda, harda i bezkompromisowa tak tutaj wychodzi jej jakaś słoma z butów. Jej dialogi z kimkolwiek są po prostu nie do czytania. • Zakończenie - fatalne. Ja rozumiem, że w kryminałach czytelnik nie może domyślić się po dwóch rozdziałach kto zabił i dlaczego. Ale wyciąganie na koniec (a konkretnie na dziesięciu ostatnich stronach) rozwiązania zagadki z motywacją zabójcy jest tak słaba, że aż boli. Mróz stawia na sensację i zaskakiwanie czytelnika, ale robi to kompletnie nieudolnie i w swojej "sensacyjności" jest po prostu śmieszny. • Czy sięgnę po kolejny tom? Tak, bo jestem ciekawa jak dalej potoczy się relacja Chyłki i Zordona. Czytam tę serię już dla wątku obyczajowego, a nie 'kryminalistycznego'. No cóż.