Strona domowa użytkownika

Zawiera informacje, galerię zdjęć, blog oraz wejście do zbiorów.
[awatar]
agnesto
Najnowsze recenzje
1 2 3 4 5
...
123
  • [awatar]
    agnesto
    agaKUSIczyta • W tej powieści od razu idziesz. Idziesz ulicą, w środku miasta, stawiasz powolne kroki. Obok ciebie idzie ona. Niekształtna, duża, acz niewidoczna, jakby „była zasadniczej natury”. O twarzy jak księżyc. Ona, obca dziewczynka z wiadrem w dłoni. Z pustym wiadrem, z pustą głową, lecz z pełnym ciałem wszystkiego. Ciałem jak worek, które czeka na jedzenie. Bo ona tak funkcjonuje. Wydarta skądś idzie tu. I nic nie wie, nie pamięta początku. Ma czternaście lat, tak jej się wydaje. Lecz reszta? Kim są jej rodzice i gdzie w ogóle są? I dlaczego idzie sama? Dokąd, gdzie... ? Pytania zderzają się z ciszą. Są jak kule wystrzeliwane w mur, które nie znajdują swego celu. Naboje, które marnujesz mają nadzieję na zdobycz, na cokolwiek. Trafia na policję lecz cóż z nią zrobić? Zamknąć w celi? Aresztować? Przecież nic nie zrobiła, tylko szła, z wiadrem w dłoni... Dlatego pada decyzja, by oddać ją w dobre ręce sióstr prowadzących dom dziecka. Tu trafiają te szkraby, które zostały porzucone lub o których świat i ludzie całkiem zapomnieli. To przechowalnia dzieci niczyich, które byle jak dorastają i takie pewnie kiedyś umrą. W niedzielę są odwiedziny, czasem ktoś nawet przychodzi „oglądnąć nabytek”, który mógłby adoptować i uznać za swoje – dziecko. Mógłby być wtedy rodzicem, pod skrzydłem którego dorastałoby dziecko, jakie sam wybrał i chciał i które spróbuje kochać na swój dorosły sposób. Niedziele są lubiane przez niektórych, podczas gdy innych wpędzają w rozpacz. Nadzieja długo się rodzi, acz szybko umiera. Dlatego ona, to duże, nijakie dziecko, nie chce niedziel. Nie może patrzeć na uśmiechy rodziców, którzy przychodzą do swoich dzieci. Przynoszą im cukierki, czasem jakiś sweter, czy ciastka. Ona nie ma nikogo. Nikt jej nie odwiedzi. Nikt nie adoptuje, nikt na nią nie czeka, ani nie tęskni za nią i nigdy nie będzie. A to boli. Boli ją, tą „tępą masę” w ciuchach, które nawet nie są jej. I te dzieci – one też ją „bolą”. Dlaczego, zapytasz? Bo ją kopią, biją, poniżają i o niej zapominają. „Jej postawa działa jak ssący wir ściągający na nią złą wolę. (…) Śliczne dzieci zatrzaskują przed nią bramę. Nikt z nią nie rozmawia”. Wedle zasady, nie jesteś taka, jak my – odstajesz, jak kołek w niepotrzebnym płocie. Próbuje rozmawiać, ale przez jej słowa zawsze przeziera, jak przez dziurawą dekorację jakaś ziejąca pustka. Wszystko jej zabierają, wytykają ją palcami, wykorzystują w zabawach, bo ktoś musi przegrać - przegrywa ona. Od początku nie ma szans, dlatego jest pośmiewiskiem w każdej zabawie. Aż trafia do szpitala. Jak funkcjonuje to ciało? - myślą lekarze. Zagadka? Niby wszystko w nim „jakoś” działa, bo żyjesz, ale dlaczego jest słabe? Chciałaby tak leżeć i nie robić nic. Być – tylko być, a inni niech się o nią martwią, doglądają, sprawdzają. Ma leżeć i spać i odpoczywać. Takie ma medyczne zalecenia -a ich się nie podważa. W dużą szczęśliwość bowiem wprawia ją architektura jakiegoś regulaminu, jakiejś zasady. To klarowny i piękny widok, dlatego stricte przestrzega regulamin obowiązujący w ośrodku wychowawczym. Jeśli tak trzeba, to ona TAK postępuje. W przeciwności do innych, lubi sobotnie komisje kontrolne. Ciuchy w kwadrat? Czysta bielizna? Porządek w szafkach i na łóżkach? U niej zawsze nieskazitelne. Gorzej z rozmowami. „Niczym podczas reakcji chemicznej dziewczynka do myśli, które pojawiają się w jej głowie, dodaje jakby niewidzialną substancję i w ten sposób zmienia wartość tej myśli. Większość z tego, co wypowiada, natychmiast się zapada, ledwie się pojawi, samo wciąga się za włosy w bagno. Własne zdania ciążą dziewczynce w żołądku jak kupa gruzu, nie mogą stać się jej częścią. Niekiedy nawet spogląda po sobie, czy przypadkiem któreś z nich nie wystaje gdzieś z niej na zewnątrz”. Nawet głos nie potrafi zapuścić korzeni w jej ciele. Jest na chwilę. Zdania podkrada koleżankom. Próbuje robić to, co inni, lecz nijak jej to nie wychodzi. Ciągle głodna, pochłania wszystko. Nienasycone ciało pomieścić wiele, lecz nie wie, co z tą ilością zrobić. To dziecko jest jak wieli wór żarcia niep­rzet­rawi­oneg­o i niewydalonego. Jakoś żyje, ale jak? Ten mechanizm jej działania stanowi zagadkę dla samych lekarzy. Konsorcjum medyków nie dotarło do prawdy, jakby ta ludzka masa była wyjątkiem od tego, co znali, acz niczym specjalnym, skoro żyje. Lepiej nie ruszać, by nie pogorszyć. Nie badać, nie analizować, nie dociekać. Aż przychodzi dzień, gdy to niekształtne ciało, ta masa czte­rnas­tole­tnie­j dziewczynki jest tak słaba, że kładzie się i nie wstaje już. Leży... i zmienia się. Staje się kimś innym... Czy to aktorka? Czy to było perfidne oszustwo, jakaś gra z jej strony? Próba okłamania ludzi i samej siebie? Ucieczka od czegoś, a może od kogoś? A może to akt desperacji człowieka, który pragnie dla siebie innego świata niż ten, w którym żyła wcześniej? Próba bycia inną osobą, inną osobowością w innym otoczeniu? Narzucane reguły postępowania pomagają trzymać bajzel w ryzach. Są drogą, którą idziesz, a która jest dobra. Przecież regulamin już z założenia jest dobry i właściwy, jest jak mapa terenu, którą trzymasz w ręku i którą podążasz. Wiesz jak stawiać kroki, po co i dokąd zmierzasz. Nie ma strachu... Tą powieść pożerasz wręcz dlatego, że gdzieś, pomiędzy stronami, odnajdujesz własny niepokój – ten, którego na co dzień nie potrafisz nazwać, a który drzemie w tobie, gdzieś w ciemnym środku. Jest ciekawość, potem współczucie, a potem oburzenie i strach. Martwisz się tą dziewczynką, o jakiej czytasz. Od samego początku staje ci się tak bliska, że spojenie z nią sprawia, iż stajesz się nią. Jesteś popychadłem, o którym zapominają dzieci w zabawie w chowanego. Stoisz na środku boiska z zamkniętymi oczami, jest coraz zimniej, nadchodzi wieczór, jesteś zimna, jak kostka lodu i wiesz, że te dzieci zapomniały o tobie. Że wszyscy zapomnieli i dla nikogo nie masz jakiegokolwiek znaczenia. Że nikt po ciebie nie przyjdzie, nikt się z tobą nie bawi, bo jesteś zerem. „Opowieść o starym dziecku” wczepia ci się pod skórę. Wrasta w ciebie. To makabryczny obraz samotności, wykluczenia i wewnętrznych łez bezsilności. To obraz ludzi i świata jaki znasz z autopsji, a który podkolorowujesz, by lepiej wyglądał, bo to, co ładne, staje się lepsze. Prowizorka mami oczy i duszę. A tu, w tej historii, wszystko ma swoją nazwę i swój smak. Słone łzy płyną po policzkach, mamią wzrok i przyspieszają bicie serca. Tak nie można... To nieludzkie... szepczesz w ciszy pokoju. To jakiś absurd. Coś strasznego... Tego nie sposób przeżyć... Ta powieść to rachunek sumienia. Ocena 20/5 !!!!
  • [awatar]
    agnesto
    Po śmierci Wiesława Myśliwskiego postanowiłam wejść CAŁĄ SOBĄ w jego powieści. od początku do końca. Bez biegu, bez pędu w głowie, a ... zaczyta z ołówkiem w ręku, przygotowana do zaznaczania fragmentów, myśli i stron całych, by je potem przepisywać do notatnika z podobnymi. Postanowiłam czytać i się w nim zaczytać... • i przepadłam cała. • a tu? w WIDNOKRĘGU - totalnie wręcz. To powieść z gatunku tych, którą czytasz, śmiejesz się, płaczesz, milczysz. Czytasz i przezywasz w sobie. Bo te zdania, te strony cała wnikają w ciebie. • "Stoi wielkie, stare drzewo, siedzi na nim chłop, a pod drzewem dzieje się Polska" Jesteś nim, starym i młodym jednocześnie. Tym chłopem na tym starym bardzo drzewie i żyjesz. Młodość skacze po schodach, niecierpliwi się, biega gdzie chce i ucieka z pola widzenia rodziców. Bo tak się dorasta, tak się doświadcza smaku życia i jego trudów. Młodość rządzi się swoimi prawami bez względu na to, w jakim roku w kalendarzu owa młodość przypada. Każda młodość smakuje podobnie. i jest ojciec, który się coraz bardziej starzeje i ma coraz większe kłopoty ze zdrowiem. ty doroślejesz, on marnieje. prowadzisz go do lekarzy, trzymasz za rękę, przystajesz z nim, bo dech do ogranicza. marnieje ci ojciec w oczach. zdrowie z niego ulatuje. był kiedyś męski, teraz ledwo kości powleczone skórą idą u twego boku. to twój ojciec. i też kiedyś biegał i skakał, latał po schodach po dwa, po trzy stopnie na raz. i ty też tak robiłeś. • potem, gdy nie ma ojca, matki, nie ma młodości i całej tej przyszłości, gdy zostałeś ze wspomnieniami i słowami wypowiadanymi do tych, którzy odeszli, ty - teraz stary - jak twój ojciec kiedyś. idziesz, przystajesz, uciekasz od zgiełku, znikasz w myślach i w swej głowie. szukasz czasu, który minął i siebie w nim.... • Ta Polska, która się toczy, a na którą patrzy chłop siedzący na starym drzewie, to twoje życie. "Jedyny cas, jaki istnieje, to czas przeszły. Czas teraźniejszy to jest miganie czy migotanie sekund, nieuchwytne w zasadzie, a czas przyszły to kwestia wyobraźni" powiedział autor podczas jednego z wywiadów. i ten czas właśnie wrzuca bohatera w wir kalendarzy i gwaru i ciszy i smutku. wrzuca w życie - a po czytaniu zapada cisza. kompletna cisza. patrzysz na horyzont, na widnokrąg przed tobą. odsłonięty cały, zmrokiem okryty... oddychasz coraz ciężej. • nie do zapomnienia • na wieczność
  • [awatar]
    agnesto
    Denisa Fulmeková weszła na słowiańską ziemię i napisała powieść, która przykleja się do duszy. wżera się w ciało i pozostaje w tobie na zawsze. To ksiązka z gatunku tych, które oplatają człowieka, delikatnie zaciskają owe pęta i trzymają... długo... ma zawsze. wspaniała i niebanalna. rani myślenie i serce i coś w tobie. jednoczysz się z tym tekstem i boisz jednocześnie, bo budzi się w tobie lęk przed kobietami i ich siłą a jednocześnie zatrważa cię tchórzliwość mężczyzn, którzy skryci za plecami kobiet udają cwanych i pyskatych. to oszczędna w słowach książka, którą chłoniesz cały, a tego, czego brakuje ci w tekście, dopowiadasz sobie sam. smutna, przerażająca historia ubogiej Agaty, zielarki, dobrej kobiety, której DOBROĆ została wykorzystana i która przez nią została skazana na śmierć - na stos. zioła, kobieta i dziwne zdarzenia na nią cedowane - myśl ludzka orzekła, usta ludzkie oczerniły, palce ludzkie ludzkie wskazały - CZAROWNICA, na stos. ksiądz też się cieszył na śmierć. na niesprawiedliwą śmierć i ofiarę. Bo gdyby pewnego wieczoru nie wpuściła do domu kobiety po połogu, gdyby kazała jej zabrać swe narodzone martwe dziecko, gdyby oddała jej ten kołtun łachmanów z zawiniątkiem, gdyby ją wygoniła z tym zawiniątkiem... to wszystko byłoby inne... niesamowita prawdziwa do dziś Denisa Fulmekova pisze o tym, co w ludziach tkwi do dziś i pewnie będzie tkwiło przez następne tysiąclecia. Brak mi słów, by oddać to, co ta niepozorna stronicowo książka ze mną zrobiła. by cokolwiek o niej napisać potrzebny jest czas na ciszę w sobie, na oddech i myśli. wszystko mi się w głowie kotłuje i boli mnie każdy milimetr wrażliwości, emocje nie usypiają, drgają.... AGATA zostanie ze mną na zawsze mało jest takich powieści - dlatego jest wyjątkowa #agaKUSIczyta
  • [awatar]
    agnesto
    „Moja Beatrycze, la modesta” można by zacząć... • A jej obraz pod powiekami widziany. • „(...) Maleńka wizja, trzepocząca w komnatach pamięci”. • Moja ty, urocza. Ty, we mnie... • Ta powieść, ta historia, jest tak ujmująca i nieoczywista, że już podczas czytania zaczynasz odczuwać dziwne otępienie wyklute z jakiejś ciekawości. Takie nieoczywiste i zyskujące cię, nieznane dla ciebie samego uczucie, które przejmuje nad tobą władzę. Wypada powiedzieć – poznaj Johna Fowles`a - mistrza pióra i niepodważanego mistrza klasyki, który ujmuje do dziś. • Znasz „Maga”? Oto on, ten sam autor acz w innej odsłonie. Lecz niech cię to nie zmyli, bo tylko jeden punkt łączy te powieści – on. On – bohater, on – mężczyzna. Cała reszta, to literacka mistyfikacja, scena powieściowa z aktorami, którzy nie mają scenariusza i nie mają tekstów rozpisanych skrupulatnie. Akcja, niby niespieszna, czasem wręcz rozwleczona w czasie, zacieśnia się stopniowo. Komplikuje myśli, bawi się twoim nastrojem i wydobywa ze studni ciebie wszystko to, co dotąd było skryte. • „Kochanica francuza” nie daje łatwych odpowiedzi. Nie daje ostateczności sensu stricte. Tu wszystko balansuje na granicy – ni to rozsądku, ni zabawy; ni choroby, ni rzeczywistości. Ni zamroczenia dziwnego, ni racjonalności. Wszystko się miesza, stopniowo, powoli wszystko nachodzi na siebie, a ty, w ostateczności, czujesz zagubienie. Zagubienie i nasycenie jednocześnie. Czujesz satysfakcję z tego czasu, jaki dałeś Fowlesowi. Bo warto. • Tu wszystko zaczyna się normalnie, a potem przewraca się do góry nogami. Fundamenty się trzęsą, a uczucia, te stabilne i nawet przyrzeczone wybrance serca nijak się mają do tego, co ujawniają strony powieści. • W miejscowości Lyme Regis bogaty dżentelmen Charles Smithson stara się o rękę Ernestiny Freeman, córki bogatego kupca. Podczas spaceru z narzeczoną napotykają na tajemniczą, posągową kobietę. Stoi na falochronie obmywanym falami wzburzonego morza. Zaniepokojony o jej życie usiłuje jej pomóc, ale ta odtrąca go. To Sarah Woodruff, znana w okolicy jako kochanica Francuza, opuszczona przed kilku laty przez francuskiego oficera marynarki i bezskutecznie oczekująca jego powrotu. Ni wdowa, ni panna. Ni żywa, ni martwa już za życia...Między nią właśnie, a Charlesem rodzi się uczucie. Najpierw nikłe, nieoczywiste, niedopowiedziane, eteryczne wręcz. Lecz serca same sobie drogę rysują i naigrawają się z tego, czego chce głowa. A życie? Życie zawsze jest zagadką. • Czytasz i wiesz, że ta powieść już z tobą zostanie – w tobie osiądzie i ukorzeni się. Czas mija cię, igra z tobą, a ty, zaczytany, szukasz tych ludzi na cyferblacie życia. Tik tak... Tik tak... • Powieść z gatunku tych, z którymi się personalizujesz w dziwny, niewytłumaczalny sposób. Włazi w ciebie cała. Wracasz do niej, by ponownie ułożyć z rozsypanych myśli w tobie nową całość, może bardziej czułą? A może bardziej wiarygodną? Starasz się coś dopisać, coś odkręcić i poprowadzić inną drogą. Starasz się unikać klifu, bo – jakby nie było – wszystko od niego się zaczęło. Od tych szarych chmur i silnego wiatru. Od tego miejsca i jej tam, na horyzoncie... • Czujesz emocje i namiętność Fowlesa. Czujesz jego mistrzowski spokój godny klasyka literatury. • Czytasz go i nic poza książką nie istnieje. Poza książką i nim, maestrem. • agaKUSIczyta
  • [awatar]
    agnesto
    W obliczu tej powieści, każde słowo opisu czy wrażeń wydaje się być miałkie i za małe w swym znaczeniu. Nie ma słów, ktore wyrażą czym jest ta książka i o czym. To ogrom smutku, niesprawiedliwości i szczerość w oczach dziecka, które urodziło się nie w tym domu, co trzeba. • Dziewczynka z matką, której nigdy nie ma, a jak jest, to zajęta sobą lub wraca na rauszu i dom zaczyna pulsować od kłótni i kalumnii rzucanych babci w twarz. A ta nie zostaje dłużna - słowa wiszą jak chmura gradowa, a dziecko pod nią. Bo miała być usunięta i byłyby studia ukończone i inne życie, ale jest i wszystko jest beznadziejne. Że ona jest beznadziejna, rośnie niepotrzebna nikomu. Nie zna przytulnych ramion, ciepłej dłoni na spacerze, czy dotyku dłoni na policzku. To niemalże przybłęda, której nie można wyrzucić. Wychować też nikt się nie raczy. Biega między piętrami domu, to do babci na dół, to do góry do mamy. Drzwi muszą być otwarte, babcia ma ją na oku, ale to nie troska. Co to, to nie. To oko wiedźmy, która utyskuje, narzeka, złorzeczy. • Dziadek ucieka z domu do swojej stolarki i dłubania w drewnie. tak mu wygodniej. • I las. • Las, który zbliża się do tego domu i zaczyna wkraczać do jej pokoju. • Strach ciemności i tego, co robią te drzewa, których ona nie chce, a które napierają i pożerają jej życie. Strach, ciągły strach. • Dlaczego to dziecko musi przez to wszystko przechodzić? • Czemu jest winne Bogu? • Zastanawiasz się non stop. i czytasz i serwujesz sobie jej strach, jej szybko bijące serce, oskarżenia z zagubienia. Tak bardzo szkoda ci tego dziecka, że to współczucie wżera się w ciebie. Wkracza, jak las do domu. Nie możesz się opanować. Buzuje w tobie wściekłość i furia... Jak można dziecku, niewinnemu niczemu dziecku zaserwować takie życie? • Niesamowita powieść. Straszna, Prawdziwa. • Moja ulubiona na całe życie • agaKUSIczyta
Ostatnio ocenione
1
...
70 71 72
...
107
  • Płoty
    Washington, Denzel
  • Prorok
    Audiard, Jacques
  • Nietykalni
    Nakache, Olivier
  • Latynoski ogier
    Marino, Ken
  • Prosta historia o morderstwie
    Jakubik, Arkadiusz
  • Zamknięte drzwi
    Szabó, Magda
Nikt jeszcze nie obserwuje bloga tego czytelnika.
Autorka w swojej pracy w nowatorski sposób podjęła się omówieniu zagadnienia, w jaki sposób kultura odpowiedziała na przebieg modernizacji na terenach Rosji i Iranu przełomu XIX i XX wieku. • W swej wnikliwej rozprawie zajęła się szerokim spektrum problemów. Głównym zamiarem badaczki było uwidocznienie zarówno wspólnych cech, jak i różnic w przemianach obu państw. Ukazała podobieństwa w początkowej reakcji kultury rosyjskiej i irańskiej na kulturę zachodnią – fascynację nią, a jednocześnie pragnienie niezależności i przywiązanie do tradycji. • Skupiła się przede wszystkim na badaniach nad inteligencją rosyjską i irańską, rozważała, jak rosyjska literatura wpłynęła na rozpowszechnianie idei wolności oraz jaki miała wpływ na rozmaite sfery życia społecznego. • Omówiła m. in. zagadnienia kultury i języka, ukazała grupy kulturotwórcze jako konkretne zjawisko na tle abstrakcyjnego fenomenu kultury, postawiła pytania o istotę języka i jego rolę w kulturze. Zajęła się analizą problemową wybranych zjawisk zachodzących w omawianych państwach, snuła rozważania o pierwszym symbolu identyfikacji grupowej społeczeństwa, oceniła rolę prekursorów idei indywidualizmu w Iranie i Rosji, dokonała także interesujących porównań i podsumowań. • Celem autorki było przede wszystkim przedstawienie, w jaki sposób kultury „komunikują się”, jak przebiega dialog między ludźmi, należącymi do różnych kultur oraz jakie są i mogą być skutki dobrego lub złego zrozumienia partnera w dialogu. • Opracowała : Barbara Misiarz • Publiczna Biblioteka Pedagogiczna w Poznaniu
foo