Strona domowa użytkownika

Zawiera informacje, galerię zdjęć, blog oraz wejście do zbiorów.
[awatar]
agnesto
Najnowsze recenzje
1 2 3 4 5
...
123
  • [awatar]
    agnesto
    Klasyka broni się sama. Klasyka bowiem tworzy panteon literatury – zrzeszenie najlepszego. Dlaczego najlepszego? Bowiem klasyka to mistrzowski smak podany w literackim dziele. Dwie okładki skrywające dania mistrzów piśmiennej kuchni. To tematy, fabuły i autorzy, których się czytało, czyta i będzie czytało po wieki, a których smak za każdym razem będzie na nowo zaskakiwał. To Dostojewski, Myśliwski, Konopnicka, czy Steinbeck. To Prus i Szekspir. To też wybitny, specyficzny w swym piórze, Aleksander Dumas, który w tym gronie rozsiadł się na dobre. • W klasyce zachwycasz się językiem, treścią oraz bystrym i przenikliwym okiem piszącego. Zachwycasz się wrażliwością autorów i ich intelektem. Cenisz ich znawstwo świata oraz życia wewnętrznego człowieka, zarówno jako jednostki, jak i elementu tłumu. Głębokie myśli bohaterów i ich psychiczne rozterki częstokroć poślednio wpływają na twoją, osobistą zadumę nad złożonością świata. Przeraża cię jego wielorakość. Oczami autorów stajesz się „czytelniczym centrum obserwacyjnym”. Kpisz z otaczającego cię cyrku ludzkiego motłochu, jego prostactwa i bylejakości lub, wprost przeciwnie – podziwiasz bystrość i szybkość reakcji. Wiele takich przykładów można by wyciągać z przepastnej listy tytułów dzieł spisanych. Jednym z nich jest chociażby „Hrabia Monte Christo” wspomnianego wcześniej Aleksandra Dumasa. • „Hrabia Monte Christo” to ciągle niedościgniony wzór powieści o wielkiej intrydze, zemście i losie, który drwi sobie z człowieka i z tego, czego ten od niego oczekuje. Los nikomu nic nie jest winny i na wszystko przyjdzie odpowiednia pora, ale... Ale ten człowiek nerwowy! Ten – On, wiecznie nienasycony i zawistny. Wiecznie zły bohater swego bytu, który nigdy nie jest taki, jaki być powinien. I to właśnie On, Edmunt Dantes, zostaje wzięty na warsztat pisarski autora. Zapytasz, a któż to taki? Niby nikt, bo to marynarz, idealista i marzyciel poniekąd też. Ma właśnie objąć stanowisko kapitana okrętu handlowego i ożenić się z ukochaną Mercedes. Piękna wizja, a jakże, lecz przeznaczenie zmierza w innym kierunku. Edmunt niesprawiedliwie zostaje wciągnięty w spisek, który go zniszczy, a o którym nic nie wie. Oskarżony o bonapartyzm, zostaje aresztowany na własnym przyjęciu zaręczynowym. Potem ten jego los wikła się okropnie, spisek rodzi kolejną intrygę, a ta przyciąga inne nieszczęścia. Edmund ląduje w więzieniu, w którym spędza czternaście lat najlepszych momentów swego życia. • Jednak poza lochami życie toczy się dalej. Mercedes lokuje swe uczucia w innym wybranku, bandy rosną w siłę, a siłę – jak zawsze – dzierży najbogatszy i najnieuczciwszy. Jednak z najwyższego stołka też można spaść i nieźle potłuc swe pazerne ciało. Nie takie rzeczy się działy i dzieją do teraz. Kto ma mało czasem przy końcu życia staje się bogaczem, a los odwraca swe karty na inną stronę. U Dumasa jest to idealnie pokazane. Jest walka, są kłótnie, jest pruderia i zakłamanie. Ktoś opływa w zbytki i dobrobyt, wydaje krocie na powozy, uczty i wszelkie swe zachcianki, a ktoś patrzy postronnie i klepie dolę na granicy ubóstwa. I wydawać by się mogło, że pomiędzy tymi światami rozpościera się wielka przepaść. Ha, nic bardziej mylnego. Wystarczy jeden moment, dwa słowa, czy spojrzenie oczu, a bliski okazuje się być wrogiem. • O tym pisze Dumas w „Hrabiu Monte Christo”. O bogactwie i dobrobycie magnatów tego świata, ale i o ich pustogłowiu i zaślepieniu egoizmem. W laboratoryjny wręcz sposób rozkłada tu na detale psychiczne i moralne postępowanie każdego z bohaterów. W pierwszej części spiskami i knowaniami zasypuje czytelnika, by w kolejnej nieco wyhamować. Są intrygi i zwycięstwa, ale i wielkie wpadki, bolesne konsekwencje. Trudno pisać o detalach fabuły, bo tą zna każdy – lub wielu – lecz nie sposób pominąć żadnego fragmentu. Dumas zaskakuje treścią, językiem i zakończeniem. Dla mnie nieco zaskakującym, przywodzącym na myśl ostatnią scenę filmową z „Przeminęło z wiatrem”. Happy End i kurtyna opada. • Ale, „Hrabia Monte Christo” bez względu na to, czy ktoś go czytał, czy nie, zawsze na nowo ciekawi i absorbuje. Zmusza do śmiechu, do skupienia, ale i do zastanowienia. Dumas często sięga po drwinę, którą stawia przed lustrem, by przyjrzała się sama sobie. Staje i fałsz, który malował oblicze tyle lat. Do lustra ciśnie się też niewinność. A ty czytelniku patrz co się dzieje po latach z tymi obliczami. Patrz, jak starość maluje twarz i jak prawda u kłamcy zmienia profil. Z kłamstwem można żyć – do czasu. To lustro Dumasa w jakimś stopniu magnetyzuje cię, bo fabuła swoją drogą -a osobowość każdej z postaci, to już „inna broszka”. O to chyba w Dumasie chodzi – o plastykę charakterów. O ich nietrwałość i zmienność, • Dlatego czytanie Dumasa stanowi przywilej, który nie każdemu jest dany. Ten autor zmusza do skupienia. Po pierwsze ilość stron, a po drugie – wachlarz postaci oraz historia, jaka rozgrywa się w tle. To wszystko musi współbrzmieć w tobie. Nie można pominąć zdania, bo wszystko jest tu po coś. To pełna detali literacka makata, której kunszt wykonania trzeba dostrzec samemu. • agaKUSIczyta
  • [awatar]
    agnesto
    Klasyka broni się sama. Klasyka bowiem tworzy panteon literatury – zrzeszenie najlepszego. Dlaczego najlepszego? Bowiem klasyka to mistrzowski smak podany w literackim dziele. Dwie okładki skrywające dania mistrzów piśmiennej kuchni. To tematy, fabuły i autorzy, których się czytało, czyta i będzie czytało po wieki, a których smak za każdym razem będzie na nowo zaskakiwał. To Dostojewski, Myśliwski, Konopnicka, czy Steinbeck. To Prus i Szekspir. To też wybitny, specyficzny w swym piórze, Aleksander Dumas, który w tym gronie rozsiadł się na dobre. • W klasyce zachwycasz się językiem, treścią oraz bystrym i przenikliwym okiem piszącego. Zachwycasz się wrażliwością autorów i ich intelektem. Cenisz ich znawstwo świata oraz życia wewnętrznego człowieka, zarówno jako jednostki, jak i elementu tłumu. Głębokie myśli bohaterów i ich psychiczne rozterki częstokroć poślednio wpływają na twoją, osobistą zadumę nad złożonością świata. Przeraża cię jego wielorakość. Oczami autorów stajesz się „czytelniczym centrum obserwacyjnym”. Kpisz z otaczającego cię cyrku ludzkiego motłochu, jego prostactwa i bylejakości lub, wprost przeciwnie – podziwiasz bystrość i szybkość reakcji. Wiele takich przykładów można by wyciągać z przepastnej listy tytułów dzieł spisanych. Jednym z nich jest chociażby „Hrabia Monte Christo” wspomnianego wcześniej Aleksandra Dumasa. • „Hrabia Monte Christo” to ciągle niedościgniony wzór powieści o wielkiej intrydze, zemście i losie, który drwi sobie z człowieka i z tego, czego ten od niego oczekuje. Los nikomu nic nie jest winny i na wszystko przyjdzie odpowiednia pora, ale... Ale ten człowiek nerwowy! Ten – On, wiecznie nienasycony i zawistny. Wiecznie zły bohater swego bytu, który nigdy nie jest taki, jaki być powinien. I to właśnie On, Edmunt Dantes, zostaje wzięty na warsztat pisarski autora. Zapytasz, a któż to taki? Niby nikt, bo to marynarz, idealista i marzyciel poniekąd też. Ma właśnie objąć stanowisko kapitana okrętu handlowego i ożenić się z ukochaną Mercedes. Piękna wizja, a jakże, lecz przeznaczenie zmierza w innym kierunku. Edmunt niesprawiedliwie zostaje wciągnięty w spisek, który go zniszczy, a o którym nic nie wie. Oskarżony o bonapartyzm, zostaje aresztowany na własnym przyjęciu zaręczynowym. Potem ten jego los wikła się okropnie, spisek rodzi kolejną intrygę, a ta przyciąga inne nieszczęścia. Edmund ląduje w więzieniu, w którym spędza czternaście lat najlepszych momentów swego życia. • Jednak poza lochami życie toczy się dalej. Mercedes lokuje swe uczucia w innym wybranku, bandy rosną w siłę, a siłę – jak zawsze – dzierży najbogatszy i najnieuczciwszy. Jednak z najwyższego stołka też można spaść i nieźle potłuc swe pazerne ciało. Nie takie rzeczy się działy i dzieją do teraz. Kto ma mało czasem przy końcu życia staje się bogaczem, a los odwraca swe karty na inną stronę. U Dumasa jest to idealnie pokazane. Jest walka, są kłótnie, jest pruderia i zakłamanie. Ktoś opływa w zbytki i dobrobyt, wydaje krocie na powozy, uczty i wszelkie swe zachcianki, a ktoś patrzy postronnie i klepie dolę na granicy ubóstwa. I wydawać by się mogło, że pomiędzy tymi światami rozpościera się wielka przepaść. Ha, nic bardziej mylnego. Wystarczy jeden moment, dwa słowa, czy spojrzenie oczu, a bliski okazuje się być wrogiem. • O tym pisze Dumas w „Hrabiu Monte Christo”. O bogactwie i dobrobycie magnatów tego świata, ale i o ich pustogłowiu i zaślepieniu egoizmem. W laboratoryjny wręcz sposób rozkłada tu na detale psychiczne i moralne postępowanie każdego z bohaterów. W pierwszej części spiskami i knowaniami zasypuje czytelnika, by w kolejnej nieco wyhamować. Są intrygi i zwycięstwa, ale i wielkie wpadki, bolesne konsekwencje. Trudno pisać o detalach fabuły, bo tą zna każdy – lub wielu – lecz nie sposób pominąć żadnego fragmentu. Dumas zaskakuje treścią, językiem i zakończeniem. Dla mnie nieco zaskakującym, przywodzącym na myśl ostatnią scenę filmową z „Przeminęło z wiatrem”. Happy End i kurtyna opada. • Ale, „Hrabia Monte Christo” bez względu na to, czy ktoś go czytał, czy nie, zawsze na nowo ciekawi i absorbuje. Zmusza do śmiechu, do skupienia, ale i do zastanowienia. Dumas często sięga po drwinę, którą stawia przed lustrem, by przyjrzała się sama sobie. Staje i fałsz, który malował oblicze tyle lat. Do lustra ciśnie się też niewinność. A ty czytelniku patrz co się dzieje po latach z tymi obliczami. Patrz, jak starość maluje twarz i jak prawda u kłamcy zmienia profil. Z kłamstwem można żyć – do czasu. To lustro Dumasa w jakimś stopniu magnetyzuje cię, bo fabuła swoją drogą -a osobowość każdej z postaci, to już „inna broszka”. O to chyba w Dumasie chodzi – o plastykę charakterów. O ich nietrwałość i zmienność, • Dlatego czytanie Dumasa stanowi przywilej, który nie każdemu jest dany. Ten autor zmusza do skupienia. Po pierwsze ilość stron, a po drugie – wachlarz postaci oraz historia, jaka rozgrywa się w tle. To wszystko musi współbrzmieć w tobie. Nie można pominąć zdania, bo wszystko jest tu po coś. To pełna detali literacka makata, której kunszt wykonania trzeba dostrzec samemu. • agaKUSIczyta
  • [awatar]
    agnesto
    Klasyka broni się sama. Klasyka bowiem tworzy panteon literatury – zrzeszenie najlepszego. Dlaczego najlepszego? Bowiem klasyka to mistrzowski smak podany w literackim dziele. Dwie okładki skrywające dania mistrzów piśmiennej kuchni. To tematy, fabuły i autorzy, których się czytało, czyta i będzie czytało po wieki, a których smak za każdym razem będzie na nowo zaskakiwał. To Dostojewski, Myśliwski, Konopnicka, czy Steinbeck. To Prus i Szekspir. To też wybitny, specyficzny w swym piórze, Aleksander Dumas, który w tym gronie rozsiadł się na dobre. • W klasyce zachwycasz się językiem, treścią oraz bystrym i przenikliwym okiem piszącego. Zachwycasz się wrażliwością autorów i ich intelektem. Cenisz ich znawstwo świata oraz życia wewnętrznego człowieka, zarówno jako jednostki, jak i elementu tłumu. Głębokie myśli bohaterów i ich psychiczne rozterki częstokroć poślednio wpływają na twoją, osobistą zadumę nad złożonością świata. Przeraża cię jego wielorakość. Oczami autorów stajesz się „czytelniczym centrum obserwacyjnym”. Kpisz z otaczającego cię cyrku ludzkiego motłochu, jego prostactwa i bylejakości lub, wprost przeciwnie – podziwiasz bystrość i szybkość reakcji. Wiele takich przykładów można by wyciągać z przepastnej listy tytułów dzieł spisanych. Jednym z nich jest chociażby „Hrabia Monte Christo” wspomnianego wcześniej Aleksandra Dumasa. • „Hrabia Monte Christo” to ciągle niedościgniony wzór powieści o wielkiej intrydze, zemście i losie, który drwi sobie z człowieka i z tego, czego ten od niego oczekuje. Los nikomu nic nie jest winny i na wszystko przyjdzie odpowiednia pora, ale... Ale ten człowiek nerwowy! Ten – On, wiecznie nienasycony i zawistny. Wiecznie zły bohater swego bytu, który nigdy nie jest taki, jaki być powinien. I to właśnie On, Edmunt Dantes, zostaje wzięty na warsztat pisarski autora. Zapytasz, a któż to taki? Niby nikt, bo to marynarz, idealista i marzyciel poniekąd też. Ma właśnie objąć stanowisko kapitana okrętu handlowego i ożenić się z ukochaną Mercedes. Piękna wizja, a jakże, lecz przeznaczenie zmierza w innym kierunku. Edmunt nies­praw­iedl­iwie­ zostaje wciągnięty w spisek, który go zniszczy, a o którym nic nie wie. Oskarżony o bonapartyzm, zostaje aresztowany na własnym przyjęciu zaręczynowym. Potem ten jego los wikła się okropnie, spisek rodzi kolejną intrygę, a ta przyciąga inne nieszczęścia. Edmund ląduje w więzieniu, w którym spędza czternaście lat najlepszych momentów swego życia. • Jednak poza lochami życie toczy się dalej. Mercedes lokuje swe uczucia w innym wybranku, bandy rosną w siłę, a siłę – jak zawsze – dzierży najbogatszy i najnieuczciwszy. Jednak z najwyższego stołka też można spaść i nieźle potłuc swe pazerne ciało. Nie takie rzeczy się działy i dzieją do teraz. Kto ma mało czasem przy końcu życia staje się bogaczem, a los odwraca swe karty na inną stronę. U Dumasa jest to idealnie pokazane. Jest walka, są kłótnie, jest pruderia i zakłamanie. Ktoś opływa w zbytki i dobrobyt, wydaje krocie na powozy, uczty i wszelkie swe zachcianki, a ktoś patrzy postronnie i klepie dolę na granicy ubóstwa. I wydawać by się mogło, że pomiędzy tymi światami rozpościera się wielka przepaść. Ha, nic bardziej mylnego. Wystarczy jeden moment, dwa słowa, czy spojrzenie oczu, a bliski okazuje się być wrogiem. • O tym pisze Dumas w „Hrabiu Monte Christo”. O bogactwie i dobrobycie magnatów tego świata, ale i o ich pustogłowiu i zaślepieniu egoizmem. W laboratoryjny wręcz sposób rozkłada tu na detale psychiczne i moralne postępowanie każdego z bohaterów. W pierwszej części spiskami i knowaniami zasypuje czytelnika, by w kolejnej nieco wyhamować. Są intrygi i zwycięstwa, ale i wielkie wpadki, bolesne konsekwencje. Trudno pisać o detalach fabuły, bo tą zna każdy – lub wielu – lecz nie sposób pominąć żadnego fragmentu. Dumas zaskakuje treścią, językiem i zakończeniem. Dla mnie nieco zaskakującym, przywodzącym na myśl ostatnią scenę filmową z „Przeminęło z wiatrem”. Happy End i kurtyna opada. • Ale, „Hrabia Monte Christo” bez względu na to, czy ktoś go czytał, czy nie, zawsze na nowo ciekawi i absorbuje. Zmusza do śmiechu, do skupienia, ale i do zastanowienia. Dumas często sięga po drwinę, którą stawia przed lustrem, by przyjrzała się sama sobie. Staje i fałsz, który malował oblicze tyle lat. Do lustra ciśnie się też niewinność. A ty czytelniku patrz co się dzieje po latach z tymi obliczami. Patrz, jak starość maluje twarz i jak prawda u kłamcy zmienia profil. Z kłamstwem można żyć – do czasu. To lustro Dumasa w jakimś stopniu magnetyzuje cię, bo fabuła swoją drogą -a osobowość każdej z postaci, to już „inna broszka”. O to chyba w Dumasie chodzi – o plastykę charakterów. O ich nietrwałość i zmienność, • Dlatego czytanie Dumasa stanowi przywilej, który nie każdemu jest dany. Ten autor zmusza do skupienia. Po pierwsze ilość stron, a po drugie – wachlarz postaci oraz historia, jaka rozgrywa się w tle. To wszystko musi współbrzmieć w tobie. Nie można pominąć zdania, bo wszystko jest tu po coś. To pełna detali literacka makata, której kunszt wykonania trzeba dostrzec samemu. • agaKUSIczyta
  • [awatar]
    agnesto
    Czytasz, a czas zwalnia. Zanika całkowicie. Zablokowane wskazówki zegara tkwią w jednym miejscu i odnosisz wrażenie, że go po prostu nie ma. Choć może jest, ale go nie słychać. On pewnie nie słyszy, bo od jakiegoś czasu już nie jest sam. Jest i ona, wszędzie, I pewnie ona nastawia zegarek choć nie wie tego do końca, bo czasem gubi się. Gubi w myślach, w czasie i w sobie. Bo było kiedyś cicho. Odkąd odeszli rodzice, został tu sam. Kiedyś był sam, radził sobie, wszystko miał. Miał i czasem myśli o niej, o miłości sprzed lat. Miłości nieco dziwnej, bo zauroczenie zdusiło w nim słowa i ona zniknęła. Z dnia na dzień. • Mówili, że wyjechała w inne miasto. • Że ma męża. • Że tu nie wróci. • Że ma swoje życie. • Ale wróciła. Przypłynęła z nim. Miała ukrytą walizkę, wyjęła ją szybko i przeniosła na pokład jego łodzi. i kazała odpływać szybko, w ciemności nocy. Bo mąż miał wrócić, a ona przecież uciekała z nim. Uciekała łajbą swojego imienia. Eline na pokładzie Eline... • Zmienia się atmosfera się życie jej i jego. I przyjaciela, co czasem go odwiedzał też. Obecność Eline wszystko zmieniła. Nawet zapachy. I hałas. Ale czy to było dobre? Czy ona teraz, po tylu latach i tylu wspomnieniach, była tą samą? • Gada, rządzi. Robi, krząta się, zmienia. Zmienia dom - cały. To, co było znika, a pojawia się nowe. I Jatgeir nie wie, czy to jest ładne. Nic nie wie, bo ten jego dom, choć jest nadal ten sam, to już nie przypomina go całkowicie. Sam Jatgeir już siebie nie przypomina. • Ale prócz niej jest i jego starość. • I jest śmierć, co puka drzwi jego najlepszego - i jedynego - przyjaciela. Puka i znika, jak i Jatgeir. • Więc zjawia się inny mężczyzna. Frank. Jej mąż, ciągle mąż, choć byli długo daleko od siebie. I musi w tym domu pomieszkać trochę, z nią. Bo ona tak chce, a on nic nie mówi. Pakuje kilka rupieci, zamyka swój dotychczasowy dom i przypływa do nowego. Do domu Jatgeira. • Pamięć jest jakaś dziwna. Więcej się wie o przeszłości i zaprzeszłości. Pamięta się wszystko z dawnych lat, ale to, co teraz, to jakieś ulotne. Codzienność nawlekana na ogniwa różańca. Codzienność bez zaskoczeń, bez zmian, bez dziwności. Jest pobudka i kładzenie się na noc, a pomiędzy rozpięta pajęczyna dnia. Mijają tygodnie, ciało się starzeje, opada, zbliża się ku ziemi... • Fosse stworzył monolog starości. Monolog umysłu i domysłów. To makata wspomnień i radości sprzed lat. To stare obrazy życia, które z perspektywy lat wydaje się być obcym mi. Jakby wymykało się pojęciu wszelakiemu. Pokładać wiarę w pamięć? W starość? Czy w nic? Pamięć zapisuje chwile, a one jedna po drugiej wymykają się ułożeniu. Są jak migawki. • Fosse staje się mistrzem pióra, słów, ujęć. Staje się kreatorem czegoś, co się wymyka, a co resztkami daje się uchwycić i zapleść. Fosse to mistrz, który pisze o człowieku. O jego w tym świecie zagubieniu, strachu, o jego utraconych momentach i słowach, które nigdy nie padły. • Fosse to zaklinacz czasu. • agaKUSIczyta
  • [awatar]
    agnesto
    Wit Szostak oczarował mnie OBERKAMI - i ciągle nimi czaruje, bo wracam do nich i snuję je w sobie ciągle od nowa... Jestem w Rokocinach i czas przestaje mieć znaczenie. Ja sama przestaję wtedy istnieć w tym swoim bycie... Podobnie jest z WYLINKĄ - niesamowitą historią o dorastających dzieciach, które... nigdy nie dorosną, bo oto jest dziewczynka Klara, o której zapomnieli rodzice. zostaje sama w domu, który... nagle okazuje się nie być pustym. Na strychu mieszka on - chłopiec Janek, o złamanych okularach, który tyle wie... a który też jest samotny - o nim też zapomnieli rodzice. lata temu... Byli, a potem ich nie było. Była cisza i ich miłość, a potem tata odszedł, a na niebie pojawiły się samoloty i strach zamieszkał między ludźmi... I trzeba było się chować na strychu i kryć, by przeżyć. • Tych dwoje układa fragmenty swoich żyć w jakąś spójną całość. coś im się lepi, coś przychodzi do głowy, czasem coś rozsypuje w nieładzie, bo prawda przerasta wszelkie wyobrażenia. • Czasem najważniejsze okazują się cukierki w puszce, która stoi w kredensie na najwyższej półce i tylko Janek jest w stanie po nią sięgnąć. Tajemnicze cukierki, które sama się uzupełniają. • Pewne rzeczy nie mają wyjaśnienia, a pewne chwile nie mają odpowiednich słów. Czasem milczenie wypełnia białe plamy - jest lepiszczem na to, co rozpada się w dłoniach. • WYLINKA do powieść, która nic sobie nie robi z szufladkowania. Wyskakuje z każdej półki, bo choć skierowana jest do młodzieży, to jest i dla dorosłych. Jest i dla dzieci, bo czytanie jej dla każdego stanowi pewnego rodzaju odkrycie piękna. Piękna - mądrości i wartości samej w sobie. To książka o bliskości, o smutku i o uczuciach, które czasem wyskakują z ciała człowieka i szukają kogoś, kto je usłyszy. • To książka o byciu, które potrafi zmienić się w ciągu jednej zaledwie nocy. • To też powieść o tęsknocie, takiej bezbrzeżnej, która wiąże supeł w gardle i puchnie i którejś nocy zaczyna dusić. • Do wiecznego czytania, • Do przytulania do serca. • powieść, którą się czyta i ogląda i przeżywa... • I głaszcze, ciągle - nieprzerwanie - głaszcze... • agaKUSIczyta
Ostatnio ocenione
1
...
51 52 53
...
107
  • Twarz
    Szumowska, Małgorzata
  • Czerwona królowa
    Aveyard, Victoria
  • Tylko dla odważnych
    Kosinski, Joseph
  • Grace i Grace
    Atwood, Margaret
  • Dwanaście prac Asteriksa
    Goscinny, René
  • Asteriks i kociołek
    Goscinny, René
Nikt jeszcze nie obserwuje bloga tego czytelnika.
Autorka w swojej pracy w nowatorski sposób podjęła się omówieniu zagadnienia, w jaki sposób kultura odpowiedziała na przebieg modernizacji na terenach Rosji i Iranu przełomu XIX i XX wieku. • W swej wnikliwej rozprawie zajęła się szerokim spektrum problemów. Głównym zamiarem badaczki było uwidocznienie zarówno wspólnych cech, jak i różnic w przemianach obu państw. Ukazała podobieństwa w początkowej reakcji kultury rosyjskiej i irańskiej na kulturę zachodnią – fascynację nią, a jednocześnie pragnienie niezależności i przywiązanie do tradycji. • Skupiła się przede wszystkim na badaniach nad inteligencją rosyjską i irańską, rozważała, jak rosyjska literatura wpłynęła na rozpowszechnianie idei wolności oraz jaki miała wpływ na rozmaite sfery życia społecznego. • Omówiła m. in. zagadnienia kultury i języka, ukazała grupy kulturotwórcze jako konkretne zjawisko na tle abstrakcyjnego fenomenu kultury, postawiła pytania o istotę języka i jego rolę w kulturze. Zajęła się analizą problemową wybranych zjawisk zachodzących w omawianych państwach, snuła rozważania o pierwszym symbolu identyfikacji grupowej społeczeństwa, oceniła rolę prekursorów idei indywidualizmu w Iranie i Rosji, dokonała także interesujących porównań i podsumowań. • Celem autorki było przede wszystkim przedstawienie, w jaki sposób kultury „komunikują się”, jak przebiega dialog między ludźmi, należącymi do różnych kultur oraz jakie są i mogą być skutki dobrego lub złego zrozumienia partnera w dialogu. • Opracowała : Barbara Misiarz • Publiczna Biblioteka Pedagogiczna w Poznaniu
foo