Strona domowa użytkownika
Zawiera informacje, galerię zdjęć, blog oraz wejście do zbiorów.
Zawiera informacje, galerię zdjęć, blog oraz wejście do zbiorów.
Miejska Biblioteka Publiczna im. Jana Pawła II w Opolu
Rodzaj: | Biblioteki publiczne |
---|---|
Telefon: | +48 77 454 80 30 |
Województwo: | opolskie |
Adres: |
Minorytów 4 45-017 Opole |
E-mail: | sekretariat@mbp.opole.pl |
Biblioteka Główna
Poniedziałek 12:00 – 19:30
Wtorek 09:00 – 19:30
Środa 09:00 – 19:30
Czwartek 09:00 – 19:30
Piątek 09:00 – 19:30
Sobota 09:00 – 15:00
Najnowsze recenzje
-
Zybork. • Małe miasteczko wetknięte między brud i miejscowe patologiczne układy. Nepotyzm i koneksje. Małomiasteczkowa patologia. Zapadła dziura na Mazurach, gdzie poza czasem, reszta pozostaje w nieledwie uśpieniu, oddając się od lat, tym samym mechanicznym czynnościom: drobnym i większym kradzieżom, ostremu improwizowaniu, zabijaniu szarzyzny za oknem, narkotykowymi wizjami, zatapianiu smutku codzienności, mocnymi procentami. To tu dzieje się akcja powieści Żulczyka. • Mikołaj. • Pochodzi z Zyborka. Właśnie razem z żoną Justyną, zmuszony jest do powrotu w rodzinne strony, do domu ojca, który po śmierci żony, wiedzie spokojne, szorstkie życie u boku drugiej kobiety Agaty i ich wspólnych dzieci. Stracone nadzieje, zaprzepaszczone aspiracje, świat stolicy, na tyle nieprzytulnym, że nie sposób było umościć sobie w nim jakiś kąt, okazał się złym wspomnieniem, powrót przegraną, a obecne życie byciem za karę. Dodatkowo wracają duchy z przeszłości, wspomnienie pierwszej miłości, która została brutalnie przerwana. Niewyjaśnione morderstwo z dawnych lat rzucające cień na te, które właśnie idą. „Robimy ludziom krzywdy, oni w odpowiedzi robią je nam, a my w odpowiedzi wyrządzamy je jeszcze komuś innemu. I tak w kółko”. • Justyna. • Po romansie z szefem próbuje jakoś posklejać małżeństwo z Mikołajem. Jest spragniona wyzwań – jej nerwy nie stygną. Wyrzucona dopiero co z redakcji reporterka od niewygodnych tematów, nijak nie potrafi znaleźć sobie miejsca. Zybrok wciąga ją z wolna jak palenie cracku. „Co jest teraz? No? Gówno. To samo gówno od kilkuset lat. Oczywiście, wiecie, że teraz są różne bajery, są ekrany na dotyk, Internet, niewidzialne myśliwce i jeszcze parę rzeczy, które są niby inne, nie wiem, elektroniczne, ale tak naprawdę od kilkuset lat to wciąż jest to samo gówno”. • Żulczyk to pisarz w jakimś stopniu moralistyczny, upominający się o ludzką krzywdę. Kronikarz spraw beznadziejnych, rzecznik prowincjonalnego syfu, wyczulony na lokalne szemrane interesy, patologiczne układy, przestępcze machlojki, rodzinne sitwy, cały nepotyzm i nadużycia, jaka Polska długa i szeroka. „Wzgórze psów” to powieść obyczajowa, mocno osadzona na mazurskim odludziu, czerpiącą swą siłę z językowego dynamizmu z dobrze zarysowanych sylwetek postaci – świetnie poprowadzonej narracji. Wina i sprawiedliwość, pokuta i kara, dobro i zło, stale się tu ze sobą przeplatają. Żulczyk to pisarz, traktujący Biblię jako matrycę dla kolejnych tropów i wątków, które podaje w popkulturowym wydaniu. Jego powieść dowodzi, że przemoc nigdy nie stwarza szansy na wyrównanie krzywd.
-
Po cyklu pięciu powieści o Patricku Melrose, wydawanych w latach 1992-2011 i zekranizowanych przez HBO, gdzie w rolę tytułowego bohatera wcielił się Benedict Cunberbatch, Aubyn wrócił z nową powieścią – przetłumaczoną na język polski przez Macieja Płazę – zeszłorocznego laureata Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus. • „Dunbar” to książka o złudnym poczuciu władzy, które usuwa z nas to, co najlepsze. Ale także o wartościach, którymi można szafować w zależności od celów, jakie się chce osiągnąć oraz nieumiejętności bycia razem, o sile przebaczenia, którego się nie da kupić za żadne pieniądze. O zdobyciu ostatecznej samowiedzy, która polega ta tym, że cierpi się z pełną świadomością i nie ma od tego odwrotu. • Bezwzględny potentat medialny Henry Dunbar zostaje wywiedziony w pole przez swoje dwie córki, które zasadziły się na przejęcie majątku ojca. „Szorstkość nie była jednak ich siłą, za ich władczością nie stał autorytet, a ich arogancja była jedynie niezasłużoną dumą z niezasłużonych dochodów”. • Za sprawą sprokurowanych badań i z niewielką pomocą zakazanych medykamentów udaje im się nadwątlić kondycję osiemdziesięciopięcioletniego ojca i umieścić w luksusowym domu późnej starości, jednocześnie usilnie pracując nad przejęciem jego imperium. Aubyn gra różnymi skojarzeniami, a najmocniejsze z nich, każą nam myśleć, że „Dunbar” to współczesna wersja „Króla Leara” Szekspira, która dotyka chciwości, oszustwa, deprawacji ludzkiej natury, ale w przeciwieństwie do oryginału, dzieje się w nowoczesnych dekoracjach. • Aubyn napisał książkę o chciwości, która zaślepia ludziom oczy i z wolna zamienia ich w bezuczuciowe maszyny zainteresowane tylko kumulowaniem majątku, pomnażaniem zysków. To współczesna powieść o władzy i efektownym, wystawnym życiu na pokaz, które żeruje na naiwności idealistów i opiera się na wyzyskiwaniu słabszych. Aubyn znakomicie portretuje motywację swoich postaci, ich portrety psychologiczne, uczucia i emocje skrywane pod maską niewzruszonych, oschłych min, wyrachowanych gestów, złych nawyków. W gruncie rzeczy widzimy ludzi pogubionych, dla których majątek stanowi jedyny cel drogi, choć ona sama zdaje się w ogóle nie mieć znaczenia. „Życie to spadanie. Kiedy to pojmiesz, już nigdy się nie zatrzymasz”. • Nikt tak wiarygodnie jak Aubyn, nie opisuje klasy bogaczy, próżnych i zgnuśniałych, którzy szukają wrażeń w mocnych alkoholach i narkotykach, dla których spekulacja jest niepisanym sposobem bycia, pomnażanie kapitału jedyną, dobrą motywacją do działania, a wyzysk narzędziem do jego osiągnięcia. „Ile pieniędzy trzeba mieć, by uznać, że już wystarczy?”.
-
Na książkę składa się kilkadziesiąt miniatur poświęconych naszej codzienności. Magris z ironią i sympatią przypatruje się ludzkim zachowaniom, współczesnym obsesjom i neurozom, jest kronikarzem późnej nowoczesności. Człowieka widzi wielopłaszczyznowo, wpisanego w relacje rodzinne, zawodowe, otoczonego wirtualną rzeczywistością i przetrącającą jego skupienie, wszechobecną reklamą. Często zapisuje sprawy błahe, drobne gesty, ulotne spojrzenia. Absurdy. Czasy, w których kontrola przepisów jest bardziej męcząca niż ich łamanie. • Magris kadruje rzeczywistość swoim czułym okiem i zostawia nas z obrazami, będącymi wyimkami z większych panoram. Co rusz przybliża nam fragmenty świata, stale ostro nastawia oko i świdruje perspektywę. Ma się wrażenie jakby zapisywał swoje refleksje na marginesach czasu, z wolna, poddając literackiej obróbce kolejne zapatrzenia i zamyślenia, widoki, jakimi obsypuje nas teraźniejszość. Stara się być nad wyraz uważny, czasami jedna drobnostka prowadzi go do zadumy nad kwestiami uniwersalnymi, bądź do rozwikłania jakiegoś nośnego zagadnienia czy problemu. • Ta książka to galeria postaci, widokówek, portretów (głownie) włoskich miast i miasteczek, intelektualny bedeker do zagrzewania do filozoficznych dysput. Tu i tam pojawiają się uwagi, które jakoś zmieniają nasze punkty widzenia. Zastanawiamy się, czy zawsze jest tak, że ekonomiczne bezpieczeństwo odbywa się (najczęściej) za cenę stosunków seksualnych? Czy aby na pewno powoływanie się na wrażliwość nie jest przywdziewaniem maski egoizmu, gdyż jesteśmy niemal zawsze przekonani o tym, co mówimy, choćby to była nieprawda? Czy piękny dzień pozwala nam bardziej odczuć to wszystko, czego nam brakuje? Mężczyzna śpi na plaży, ktoś zagrzewa barowy stołek, niespodziewanie zagaduje nas przechodzień, mężczyzna słabnie na naukowej konferencji, albo tak: „W sztokholmskim barze, pewnego wieczoru. Na zewnątrz jest jeszcze ciemno; światło długo zwleka, przejrzyste i wzruszające, nieokreślona nostalgia, która nie chce się rozwiać”. • Lektura przeciwko zapatrzonym w gonitwę czasom, które stale szukają kolejnych podniet, aby jakoś zakamuflować swoją mizerię i kompletny brak atrakcyjności dla osób poszukujących czegoś więcej niż powierzchownych wrażeń, szybkich spełnień, świecącej po oczach konfekcji. Zapiski o tym, że w gruncie rzeczy jesteśmy małostkowi i bardziej od dobrego wiersza, udanego spektaklu, znakomitej symfonii, interesuje nas przeciekająca rura, zapodziane klucze, zgubiona komórka, hałaśliwi sąsiedzi czy rysy na zderzaku kupionego niedawno samochodu. „Nie słyszymy kornika, który toczy drewno, nie dostrzegamy momentu, w którym poczwarka przemienia się w motyla, nie widzimy, jak zatykają się arterie Historii”. Bardziej interesuje nas fasada rzeczywistości, niż to, co się za nią kryje.
-
Autor „Dziś narysujemy śmierć”, tym razem zabiera nas do Kambodży. Przyglądamy się światu po ludobójstwie i po krwawych rządach Pol Pota, po czasie piekła na ziemi – jedna z kobiet mówi Tochmanowi: „Wilki zjadły ciała moich dzieci”. Słuchamy opowieści o ludziach, którzy pozbyli się łez, zanim z głodu umarły im pierwsze dzieci. • Czytamy o lęku, który nie chce minąć i o cierpieniu wielu ludzi, którzy do dziś nie potrafią się wewnętrznie scalić i pozbierać. „Miliony ludzi w Kambodży nie mają nic. Tylko ręce do pracy, plecy do dźwigania”. Tochman patrzy na dzisiejszą Kambodżę przez pryzmat bestialskich lat siedemdziesiątych (1975-1979 blisko milion ofiar), obserwuje ludzi, pyta, rozmawia. W zasadzie jest to książka o cierpiących na schizofrenię i zaburzenia paranoidalne, psychotyczne i depresyjne, których bliscy bądź rodzina, zamknęli w bambusowych, przydomowych klatkach, gdyż nie ma lekarzy stawiających diagnozy, a chorzy cierpią podwójnie: bez opieki medycznej nie znajdują zrozumienia u rodzin ani możliwości leczenia hospitacyjnego. „Psychiatra powinien pracować w każdym ośrodku zdrowia. W całym kraju psychiatrów jest pięćdziesięcioro. A ludzi ponad szesnaście milionów. Prawie wszyscy psychiatrzy pracują w szpitalach stołecznych. I tylko w stolicy są oddziały psychiatryczne. Dwa. Na cały kraj mniej niż dwadzieścia łóżek”. • Przyglądamy się życiu ludzi uwiezionych w bambusowych klatkach. Żyjących we własnym świecie, od którego beznadziei, częstokroć, nie ma żadnego ratunku. Poznajemy dramaty i historię kilku chorych, których reporter wraz z Doktor Sody („kambodżańska siłaczka”) kilkakrotnie odwiedzają. Przyczyny ich zdrowotnych kłopotów są rozmaite: a to, kobieta porzucona przez męża postradała zmysły, a to, w wyniku genetycznych predyspozycji, choroba psychiczna zaatakowała zdrowego studenta, nagle, podstępnie, nieodwołalnie. „Za depresją chowa się bieda. Za biedą analfabetyzm, brak pracy lub praca niewolnicza, praca dzieci, handel ludźmi, prostytucja, korupcja, bite żony, bite dzieci, gwałt, alkohol, metaamfetamina”. • Czytamy o ludziach, którzy przeżyli ludobójstwo, ale już nigdy nie wrócili do życia. O tym, że z nędzy nie ma wyjścia, a bieda uzależnia równie mocno jak najgroźniejsze narkotyki. O ludziach, którzy nie mają już siły na sprawiedliwość. Wierzą w zabobony, staruszki żebrzą przy głównych drogach, co piąty z nich nie potrafi czytać, ani pisać. Reportaż o tym, że Pol Pot zdusił w ludziach uczucia, zaklajstrował ich wewnętrznie. Rzecz o społeczeństwie (do wspólnoty jeszcze dużo brakuje!), które karmi się smutkiem jak najlepszą delicją.
-
Edward jest czterdziestokilkuletnim mężczyzną. To uznany lekarz – wirusolog, który wiedzie żywot statecznego akademika, który szuka rozrywek na kolejnych naukowych sympozjach. Pewnego dnia, spacerując zauważa pędzącą na rowerze Ruth, znacznie od niego młodszą kobietę, która od razu przykuwa jego uwagę. „Stopniowo zaczęło mu świtać, że piękno również jest w stanie zadawać ból, piękno przede wszystkim; może ciąć światłem”. To piękno postanowi sobie przywłaszczyć. • Z pozoru wszystko wiedzie się dobrze. Ale właśnie, tylko z pozoru, gdyż Edward jest „kolekcjonerem pierwszych razów”, pociąga go nieustanna zmiana, boi się rzeczywistości, która przybiera cechy powtarzalnej w kółko krzątaniny. Mężczyzna coraz bardziej doświadcza upływającego czasu, kiedy konfrontuje się z piękną, wciąż nie tkniętą zębem czasu żoną. Rutynę wspólnego życia przełamują narodziny syna. Mężczyzna zostaje odsunięty na dalszy plan, pojawiają się pierwsze kłótnie, zdrady i romanse. Ruth natomiast jest aktywistką, uważa współpracę męża z koncernami farmaceutycznymi za konformistyczną. Oczarowana niegdyś urokiem dojrzałego mężczyzny, z czasem zaczyna dostrzegać w nim więcej wad, niż zalet. Kłótnie nabierają tempa, opanowanie staje się trudniejsze niż obopólna walka. Życie zagęszcza się do kokonu, w którym zmieszczą się jedynie dwie zwaśnione osoby. „W ciszy między nimi waliły się mosty”. • Wieringa napisał książkę o skomplikowanych relacjach między kobietą i mężczyzną, o cenie jaką się płaci za stabilne życie. O ambicjach, które idą w odstawkę i o niemożności poświęcenia siebie dla drugiej osoby. Powieść o obojętności, która z czasem przybiera formę jedynej możliwej alternatywy. O zastyganiu uczuć w wystudiowanych pozach. Czy człowiek jest dobrze wyposażony do kochania? Czy życie jest szczodre, jeżeli pojawia się szczęście? Rzecz o tym, że przyzwyczajenie jest przedsionkiem śmierci. Książka pozostawiająca nas z pytaniem, czy słusznie założyliśmy, że antropocentryczne podejście świata usprawiedliwia szkody jakie człowiek wyrządza sobie, innym, wszelkiemu stworzeniu?