-
Naprawdę mam mieszane uczucia względem tego komiksu. Po lekturze Wojny z Korpusem Sinestro i Najczarniejszej oczekiwałem mimo wszystko jakiegoś finału sagi Geoffa Johnsa o Zielonych Latarniach. Zwłaszcza że Egmont wydał tylko te trzy historie z kilku letniego runu tego twórcy więc mułem prawo myśleć że ta trylogia da mi jakąś pigułkę całej historii. A tu proszę. Najjaśniejszy Dzień to komiks który nie może się skupić na żadnym głównym wątku czy motywie ale pokazuje jakieś nic nie wnoszące i oddzielone od siebie przygody ulubionych postaci autora których w jakimś tam stopniu dotknęło Białe Światło. Nic tu się nie składa , nie przedstawia żadnej konkluzji historii ani Hala Jordana ani innego Lanterna. Paradoksalnie w całym komiksie Laternir pojawiają się najrzadziej ( albo wcale ) mimo że wydawnictwo opisywało to jako zwieńczenie historii Zielonych od Johnsa. Ale te krótkie historie mogą działać prawda ? Niestety nie. Wątki poszczególnych bohaterów są odklejone i nie związane z tematem. Jedyne tu cokolwiek spina to wątek Deadmana , który ( w bardzo toporny sposób ) jakoś spina te postacie , które jak już mówiłem są związane z białym światłem. Jednak ma się poczucie że cały ( trzeba nadmienić - monstrualnie gruby komiks ) nie wnosi niczego. Jedynie kończy się miłym zakończeniem dla Deadmana. Brawo , tego oczekiwałem od historii z latarniami. Historii pogodzenia się Deadmana ze swoim a dziadkiem. A i swamp thing pojawia się na końcu … nie wiem w sumie czemu i wiecie co ? Nic mnie to nie obchodzi. Ale kie jare to komiks fatalnie napisany. Ale właśnie … nie spełnia swoich obietnic.