Recenzje dla:
Polki w Ameryce/ Magdalena Żelazowska
-
"Polki w Ameryce" to pozycja, która miała ogromny potencjał, jednak ostatecznie zawodzi przez brak redakcyjnej dyscypliny i kompozycyjnego zamysłu.Trudno jest mi uciec od wrażenia, że zamiast rzetelnej pracy twórczej, autorka zastosowała zgrabną metodę „kopiuj-wklej” odcinając kupony od sukcesu poprzednich swoich publikacji. Książka broni się jedynie jako powierzchowny wstęp dla całkowitych nowicjuszy, jednak od pozycji o takiej tematyce należy wymagać znacznie więcej niż kompilacji znanych faktów i recyklingu własnych wspomnień. • Sięgając po literaturę biograficzną poświęconą wybitnym Polkom na obczyźnie, czytelnik ugruntowany w temacie rzadko oczekuje rewolucyjnych odkryć. Oczekuje jednak nowej perspektywy, świeżego spojrzenia lub przynajmniej rzetelnego, spójnego rzemiosła. Najnowsza publikacja Doroty Żelazowskiej, "Polki w Ameryce", budzi pod tym względem moje głębokie i uzasadnione rozczarowanie, pozostawiając z poczuciem literackiego niedosytu i chaosu kompozycyjnego. • Moim najpoważniejszym zarzutem wobec tej pozycji jest rażący brak spójności i konsekwencji strukturalnej. Autorka zdecydowała się na ryzykowny zabieg metodologiczny, dzieląc książkę na dwie skrajnie różne części. W pierwszej z nich otrzymujemy galerię historycznych, monumentalnych wręcz życiorysów naszych wielkich rodaczek, które swoją niezłomnością zapisały się na kartach historii. • Druga część drastycznie zmienia jednak ton i ciężar gatunkowy – autorka serwuje nam zbiór współczesnych, powierzchownych wywiadów, w których rozmówczynie dzielą się subiektywnymi, momentami wręcz banalnymi refleksjami na temat życia w Nowym Jorku i codzienności w Ameryce. Wrzucenie tych dwóch skrajnych porządków – historycznego i publicystyczno-obyczajowego – do "jednego worka" sprawia, że książka traci swój rytm, a kompozycja sprawia wrażenie przypadkowej. • Kolejnym elementem, który u mnie znającej dotychczasowy dorobek Żelazowskiej wywołuje uzasadniony niesmak, jest wtórność materiału. Zabieg wplatania przez autorkę własnych wspomnień z pobytu w Stanach Zjednoczonych broni się wyłącznie jako autonomiczny element warsztatowy – i docenią go zapewne jedynie ci, dla których jest to pierwsze spotkanie z twórczością pisarki.