Recenzje dla:
Wichrowe Wzgórza/ Emily Brontë
-
Taaa klasyka, można by rzec. Ta piękna klasyka, można by dodać, bo cóż innego napisać o książce, którą zawsze zachwycam się na nowo. Na nową ją też za każdym razem odkrywam i poznaję. Na nowo w nią wchodzę i odczuwam. Temat klasyki literatury powraca co jakiś czas, a o „Wichrowych wzgórzach” jest teraz głośno z racji najnowszej ekranizacji. • A co o nich wiemy? „Wichrowe wzgórza” to powieść „stara”, osadzona w scenerii XVIII-wiecznej codzienności angielskiej. Niby nic urzekającego, jednak jest w niej coś, co przyciąga czytelnika. Personalia bohaterów, ich związki i charaktery, czy zaciekłość, która burzy nie jedno uczucie. A do tego miłość, która nie zawsze bywa tą szczęśliwą. Miłość, która wywołuje łzy, pustkę i samotność. • Ale zacznę od początku. • „Wichrowe wzgórza" pojawia się w kontekście miłości, co może niektórych odstręczyć. To nie jest romans, nadmienię. To coś zupełnie innego – to dramat społeczny wyzbyty konwencjonalności. Obraz miłości, jaki jawi się na naszych oczach stanowi komplikację dla wielu bohaterów. Miłość niszczy ludzi i choć powinna uwznioślać, staje się impulsem do złego. Cierpienie, zdrada, żądza zemsty czy choćby samotność, to tylko niektóre namiętności bohaterów. Pokuszę się o stwierdzenie, ze Bronte stworzyła postacie, które trudno polubić jednoznacznie. Trudno też nie współodczuwać ich emocji. Czytasz i choć nie chcesz stać się literackim Heathcliffem, czy snującą opowieść, Ellen Dean, to jednak łamią się w tobie wszelkie opory. Emily Bronte tak precyzyjnie nakreśliła fabułę i tak zmyślnie ją poprowadziła, że czytasz i stajesz się kimś odrealnionym. • Wiatry wieją. • Łzy ciekną po policzkach. • Serce boli. • Zimne ręce pierzchną od wiatrów. • W „Wichrowych wzgórzach” współczujesz każdemu. Nawet główny bohater, pan Heathcliff, gbur i prostak z pozoru, ma w sobie wielką głębię pokory i wdzięczności. Ellen, służąca i kucharka jednocześnie, która próbuje stanąć obok tego wszystkiego, co się wokół niej dzieje, niewidzialną nicią pęta ci duszę. Tak jest niemalże z każdym, kto pojawia się na kartach powieści. • Powieść, która ukazała się w 1847 roku tematycznie wykraczała poza swoje czasy. Bronte pisała odważnie, dobrze i jakże głęboko. Jej powieść – jedyna w dorobku – stała się klasykiem samym w sobie. Kobieta, której codzienność ograniczała się do plebanii Haworth, położonej na kompletnym odludziu w zachodnim Yorkshire, była mdła i monotonna, dlatego jej wyobraźnia ujmuje. Jej wyobraźnia wykraczała poza widoczny horyzont widziany każdego dnia. To ktoś, kto stworzył sobie inny świat i nadał mu cechy tego, który był realnym. • Jednak to wydanie „Wichrowych Wzgórz” tłumaczone przez Jerzego Łozińskiego jest przegadane. Ta publikacja podczas czytania tworzy w głowie mentalny chaos, a od nadmiaru użytych słów, staje się nieskładna i nieciekawa. Przykro to pisać, lecz oryginalny tekst książki wzięła na warsztat tłumaczenia także pani Janina Sujkowska i ten jest majstersztykiem. Ten jest klasyką przez duże K., którą trudno przerwać w trakcie czytania. • „Wichrowe wzgórza” KONIECZNIE, NON STOP od nowa i od nowa. • Tłumaczenie – wybierz sam, bo na półkach księgarń znajdziesz wiele jej wersji i okładek. Czytaj i oceniaj. Czytaj i delektuj się jej pięknem i plastycznością. Czytaj i przenoś się w literacką fikcję, bo warto. Czytaj ciągle i wszędzie. Szukaj podtekstów, spojrzeń i słów, które ci wcześniej umknęły, a które teraz wyłapujesz. Czytaj i marz... • „Wichrowe wzgórza” to niesamowita powieść. Wyjątkowa i szczególna. • „Wichrowe wzgórza” jedna z najlepszych, jakie mogą się trafić. • Perełka literatury.