Strona domowa użytkownika

Zawiera informacje, galerię zdjęć, blog oraz wejście do zbiorów.
[awatar]
wiesia_czyta
Najnowsze recenzje
1
...
13 14 15
...
23
  • [awatar]
    wiesia_czyta
    „Tego lata w Zawrociu” Hanny Kowalewskiej to książka, którą po przeczytaniu można spokojnie odłożyć i o niej zapomnieć. Czyta się ją lekko i łatwo... ale czy przyjemnie? Rodziny pokazane przez pisarkę są, delikatnie rzecz ujmując, dziwaczne. Wszyscy mają jakieś problemy, choć nie do końca wiadomo, w czym tkwią ich kłopoty. Narratorka Matylda, rozmawiając z nieżyjącą babką, a czasami i z jabłonką (nazywa ją Zielonooką!), próbuje odkryć rodzinne tajemnice. Nie jest w tym wiarygodna, może lepiej zrobiłby to narrator w trzeciej osobie. Matylda nie zna babki (widziała ją tylko raz w życiu), odtwarza przeszłość na podstawie pamiętników dziadków, nie może wiedzieć wszystkiego. • Czytelnik „porusza się” więc po domu i okolicy i odnosi wrażenie, że babka Aleksandra to potwór bez uczuć. Kiedy córka nie spełnia jej oczekiwań, wyrzuca ją z domu i z serca. Nawet po wielu latach mówi o niej: „Kim jest ta utuczona, zaniedbana kobieta, która uważa się za moją córkę”? Czy można tak znienawidzić własne dziecko tylko dlatego, że nie oddało się całkowicie muzyce? Jest w tym przesada, tak jak w licznych przenośniach typu: „długie włosy tworzyły czarną kałużę”, „diabli chichot skręca mnie pod wierzbą”. Tego „chichotu” jest tu zresztą sporo. • W bohaterce często „budzi się chichotliwe, diabelskie pragnienie”, „chce jej się śmiać ze zmęczenia”, a nawet „zastyga w pół chichotu”. Czy próbuje tym chichotem zrównoważyć nienawiść do babki? A właściwie dlaczego jej nienawidzi, nigdy jej naprawdę nie poznała? Dlaczego dostała w spadku Zawrocie? • Na te pytania czytelnik nie otrzymuje odpowiedzi i chyba nie jest mu to potrzebne. Ot, taka historyjka, w której pobrzmiewają bardzo odległe tony skrzypiec z „Cudzoziemki” - tu zastąpione przez fortepian. Babka Aleksandra w podobnym jak Róża tonie pyta męża: „Czy ja żyłam Maurycy? Czy to aby na pewno było życie”? Oczywiście daleko jej do Kuncewiczowskiej bohaterki. Kowalewska chce babkę Matyldy „wykreować” na wielką damę, która żyje bez miłości, wydaje się, że kocha wnuka, chce go „oddać muzyce”, ale Paweł to papierowa postać. Czytelnik dziwi się, że wszyscy go kochają. Anna buduje nawet dla niego drugie Zawrocie. No i nie ma potrzeby zastanawiania się nad tym. Można czytać sobie powieść Kowalewskiej np. w pociągu, w autobusie czy u fryzjera.
  • [awatar]
    wiesia_czyta
    Zbigniew Mentzel we „Wszystkich językach świata” proponuje przyjrzenie się jednemu dniowi z życia bohatera-narratora Zbyszka Hintza. To znaczący dzień dla jego ojca, który w wieku 82 lat przechodzi na emeryturę. Dla jego syna staje się okazją do cofnięcia się w przeszłość. Czytelnik poznaje więc rodziców Zbyszka - jego pedantycznego ojca, który świetnie pakuje walizki, dba o całoroczną opaleniznę, ma zawsze starannie wyczyszczone buty i oczywiście nigdy nie spóźnia się do pracy. Matka - Janina z Czerskich wspomina swą młodzieńczą miłość i ma za złe mężowi nieudolność życiową, która zmusza ją do prowadzenia przedszkola w ich niewielkim mieszkaniu dodatkowo zamieszkiwanym przez lokatorkę Wandę Olczak przysłaną przez wydział kwaterunkowy. Bohater wspomina, jak to matka pragnie, by został KIMŚ - recytatorem, muzykiem, poliglotą. Niestety, jak to często bywa, syn nie spełnia pokładanych w nim nadziei. Gdy już pracuje w znanym tygodniku, najpierw ukazuje się tam wiele jego artykułów, w trzecim roku traci łatwość pisania. • „Wszystkie języki świata” pokazują, jak różne są sposoby komunikowania i odbioru świata. Tu nawet betoniarka „mówi” charakterystycznym b-l,b-l,b-l..., co daje okazję do przytoczenia fragmentu Księgi Genesis o „zbełtaniu” języków. Jest język giełdy, ogłoszenia prasowe ze znanym AAAAAAA..., pamiętnik prababki z lat 1858-1862. Członkowie rodziny Hintzów lubią sporządzać rozmaite notatki i zbierać wycinki z gazet. Z tego powodu kurczy się bardzo powierzchnia mieszkaniowa bohatera, który ma już problemy z poruszaniem się wśród stert gazet. Nie wyrzuca ich, bo wierzy, że kiedyś zrobi z nich wycinki, ma nawet teczkę z hasłem „Język”. • Książkę otwiera sen o językach, a kończy sen o tym, że bohater zaczyna wreszcie z łatwością mówić i... powstaje powieść, ta właśnie, którą czytelnik ma przed sobą. Znalazł w niej pewne charakterystyczne dla powojennej Polski realia - wczasy pracownicze, problemy z wydziałem kwaterunkowym, z rozmowami telefonicznymi („Mówi się... mówi…”). Byli studenci z rozrzewnieniem przypomną sobie, jak uczyli się angielskiego ze słynnych podręczników Alexandra. • Nie brak tu też elementów humorystycznych, świetna jest scena, gdy matka recytuje po francusku pod drzwiami Wandy Olczak wiersz Ch. Baudelaire'a „Albatros”; czy też „żywe obrazy” w wykonaniu małego Zbyszka odtwarzającego fragment historii rodzinnej. • Warto zatem przeczytać powieść Mentzla. Dla czytelników jego pokolenia będzie to okazja do zadumy nad światem minionym i ustrojem, który na szczęście odszedł w niebyt. Młodzi czytelnicy znajdą tu trochę historii, ale głównie zainteresuje ich bohater, który jest niezależny, mieszka sam i pragnie odszukać siebie, dokonując swego rodzaju obrachunku z przeszłością. To odnalezienie siebie poprzez opowiedzenie fragmentów swego życia umożliwiła mu wskazówka zostawiona przez umierającą matkę, która nagrywając się na automatyczną sekretarkę powiedziała: „Nie mogę mówić po sygnale...TERAZ TY”!
  • [awatar]
    wiesia_czyta
    „Kafka nad morzem” to pełna tajemnic książka, do której klucz, jak twierdzi sam autor Haruki Murakami, tkwi w jej wielokrotnej lekturze. Chyba tak jest, bo po jednorazowym przeczytaniu ma się wrażenie, że nie sposób w pełni zrozumieć wszystkich pojawiających się w niej motywów, symboli, obrazów. Robią one niewątpliwie ogromne wrażenie na czytelniku, który zagłębia się w świat określany przez jednego z bohaterów, pana Oshimę, jako metafora. Jednoznaczna interpretacja wielu zdarzeń nie jest możliwa. Mimo iż akcja dzieje się we współczesnej Japonii, głównie na wyspie Shikoku, wciąż doświadcza się obecności innego świata. • W bibliotece im. Komury pojawia się nocą duch dziewczyny w niebieskiej sukience, Johnnie Walker (ten od whisky) i płk. Sanders (symbol sieci restauracji Kentucky FriedChicken) ożywają, z nieba spadają ryby (dużo ostroboków), koty mówią. • W tym tajemniczym i niesamowitym świecie piętnastoletni Kafka Tamura ucieka z domu, aby nie sprawdziła się straszna przepowiednia przekazana mu przez ojca. Ma jak mitologiczny Edyp zabić własnego ojca i przespać się z matką. Towarzyszymy wędrówce chłopca, który znajdzie schronienie w bibliotece. Pomogą mu pracujący tam pan Oshima i pani Saeki. • Na Shikoku podąża też pan Nakata, który jest „troszkę nierozgarnięty” i właściwie nie wie, czemu ma służyć jego podróż. Ale jeśli przejedzie most, będzie wiedział. Pomaga mu młody chłopak w hawajskiej koszuli, kierowca Hoshino. To dziwa para, tyle ich różni. A jednak Hoshino nauczy się wiele od Nakaty i znajdzie dla niego w pobliżu świątyni shintoistycznej „kamień otwierający wejście”. Pani Saeki, która żyje właściwie tylko wspomnieniami, będzie mogła wreszcie połączyć się ze swym ukochanym.W świecie przedstawionym powieści są sny, jest też miejsce, gdzie”czas nie ma większego znaczenia”. A jednak „to nie jest bajka” - mówi narrator. • Nie da się tak po prostu zamknąć tej książki po przeczytaniu, odłożyć, oddać szybko do biblioteki. Zbyt wiele tam wątków, które ma się ochotę prześledzić raz jeszcze, a chociażby przemyśleć. • Warto czytać powieści i opowiadania Murakamiego. Nie wzbogacą one może za bardzo naszej wiedzy na temat kultury czy obyczajów Japonii. Sprawią jednak, że zaczniemy się zastanawiać, czy nie należałoby „poszukać drugiej połowy swojego cienia”, uświadomią nam, że „niezależnie od obrotu Ziemi wszyscy żyją w snach”. • I jeszcze jeden cytat : "Czas mający ciężar właściwy napiera na ciebie jak wieloznaczny dawny sen. Poruszasz się ciągle, żeby się przez niego przedostać. Choćbyś poszedł na koniec świata, nie uda ci się od niego uciec. Lecz mimo to musisz iść na koniec świata. Są rzeczy, których nie da się zrobić, jeżeli nie pójdzie się na koniec świata”.
  • [awatar]
    wiesia_czyta
    Książka Herty Muller zawiera piękne eseje o życiu w Rumunii, dyktaturze Ceausescu i literaturze. Urzekają poetyckie tytuły, zresztą char­akte­ryst­yczn­e dla pisarki, nadane mowom dziękczynnym, laudacjom i wykładom:, np. „Spojrzenie małych stacji kolejowych”, „Świecie, świecie, siostro świecie”, „Ale jeśli ktoś zginął, ale wystaje piesek z piany”. • Czytałam i wciąż miałam ochotę notowania kolejnych mądrych zdań o życiu i literaturze.Herta Muller pisze tak przejmująco o swoim dzieciństwie, studiach, przyjaciołach z Aktionsgruppe Banat, pracy w fabryce maszyn i nękaniu przez agentów Securitate. Nie można pozostać obojętnym wobec jej wspomnień o rodzicach, babci, która śpiewem powstrzymała atak wilków, sparaliżowanym dziadku, któremu ojciec raz w roku przynosił do domu nowo narodzonego cielaka, by mógł na chwilę „mieć twarz rozdartą szczęściem”. • Czytałam powoli tę książkę, próbując wniknąć do świata, w którym, jak pisze noblistka, było się „własnością strachu”, świata, w którym pesymizm nie był dobrze widziany, a zakazane przez dyktaturę piosenki ludowe „przynosiły ulgę mimo przejmującej beznadziei”. • Część esejów autorka poświęca twórcom dla mnie w większości nieznanym. Chętnie przeczytałam o Oskarze Pastiorze, Jurgenie Fuschu, Emilu Cioranie czy Teodorze Kramerze, poznałam fragmenty ich utworów. Zainteresowały mnie zwłaszcza wiersze Pastora, które bardzo trudno przetłumaczyć. Jeden z nich został zacytowany w oryginale i można poddać się jego brzmieniu lub też, korzystając z podpowiedzi, zabawić się w tłumacza. Wolałam zostać przy czytaniu. • „Nadal ten sam śnieg i nadal ten sam wujek” to książka, do której na pewno będę powracać. Autorka na bankiecie z okazji przyznania jej Nagrody Nobla powiedziała: „Literatura rozmawia z każdym człowiekiem osobno – jest własnością prywatną, która pozostaje w głowie. Nikt nie rozmawia z nami tak wnikliwie jak książka. I niczego w zamian nie oczekując, poza tym, żebyśmy myśleli i czuli”. • Nieustannie czuję potrzebę takich rozmów.
  • [awatar]
    wiesia_czyta
    „Demoniczna sprawa nadkomisarza Drwęckiego w przedwojennej Łodzi” – tak brzmi podtytuł powieści kryminalnej retro. Akcja zaczyna się jednak w Warszawie, gdzie młody policjant mieszka i pracuje. Jest rok 1929. Podkomisarz Artur Księżyk, działając samowolnie, wywołuje strzelaninę na ulicy Krochmalnej. Trup ściele się gęsto, półświatek obiecuje zemstę, Belweder zaniepokojony, prasa zdezorientowana. • Niewyspany Drwęcki (syn ma kolkę) musi działać. Księżyk zostaje zdegradowany do stopnia posterunkowego i przeniesiony do Łodzi. Wkrótce znajdzie się tam także nadkomisarz Drwęcki z przodownikiem Maciewiczem. Łódź zdecydowanie nie przypadnie im do gustu: „Czy ten pipidów wygląda choć trochę jak nasza Starówka”? • Miejscowa policja nie ułatwia tropienia zabójcy, nadkomisarz Weyer nie lubi gościa ze stolicy, a właścicielka kwatery FrauPasztelan jest na usługach łódzkiego przedstawiciela prawa. Wkrótce wyjdą na jaw zależności między policją a przestępcami. W tym niesprzyjającym środowisku pomocą służy Drwęckiemu żydowski policjant FroimBreslauer, jego trzynastoletnia córka Bajle czytająca Torę i emerytowany rabiHerszel… • Atmosfera się zagęszcza, zabójca zdaje się mieć coś wspólnego z dybukiem i golemem. Oczywiście dzielny warszawski nadkomisarz poradzi sobie z rozwiązaniem i tej zagadki kryminalnej, podobnie jak w czterech pozostałych kryminałach retro napisanych przez Lewandowskiego na zamówienie Wydawnictwa Dolnośląskiego. • Pisarz i tym razem miał ciekawy pomysł. Pokazał Łódź jako miasto robotników i fabrykantów, zadymione, z Bałutami i żydowskimi handlarzami, z półświatkiem kryminalnym, skorumpowanymi policjantami i adwokatami. Odtworzył wiernie topografię miasta, podając nazwy ulic, którymi przejeżdża Drwęcki lub idzie milczący pochód robotników „widmowa krew tego miasta…” Jest i restauracja Esplanada przy Piotrkowskiej 100. Są elementy obyczajowości żydowskiej i przejawy antysemityzmu. Przodownik Maciewicz stwierdza: „Ja ich (…) nie lubię tak ogólnie. A poszczególnie to mogą sobie być”. • Sporo humoru wnosi krótki udział w dochodzeniu babci Ireny i Juliana Tuwima. Świetna jest reakcja teściowej Drwęckiego na portret Hitlera w mieszkaniu FrauPasztelani jej zdecydowana „rozprawa” z porcelanowym kogutkiem z huśtawką z filcu tkwiącym w dzióbku czajniczka na herbatę, który był utrapieniem nadkomisarza.Znów, jak w całej serii, pojawiają się znane postaci, wspomniany już Julian Tuwim, Bolesław Wieniawa – Długoszowski, Xawery Dunikowski, Franc Fiszer, fabrykant Robert Geyer. • Sam Lewandowski podczas spotkania autorskiego stwierdził, że nie bardzo ceni sobie te pięć kryminałów retro, ale myślę, że czytelnicy są innego zdania. Ja w każdym razie polecam tropienie przestępców z nadkomisarzem Jerzym Drwęckim.
Ostatnio ocenione
1 2 3 4 5
...
19
  • Brzechwa
    Urbanek, Mariusz
  • Grochów
    Stasiuk, Andrzej
  • Pingpongista
    Hen, Józef
  • Skaza
    Borowska-Wyrwa, Zofia
  • Pensjonat
    Paziński, Piotr
  • Pod wulkanem
    Lowry, Malcolm
Krystyna
Autorka w swojej pracy w nowatorski sposób podjęła się omówieniu zagadnienia, w jaki sposób kultura odpowiedziała na przebieg modernizacji na terenach Rosji i Iranu przełomu XIX i XX wieku. • W swej wnikliwej rozprawie zajęła się szerokim spektrum problemów. Głównym zamiarem badaczki było uwidocznienie zarówno wspólnych cech, jak i różnic w przemianach obu państw. Ukazała podobieństwa w początkowej reakcji kultury rosyjskiej i irańskiej na kulturę zachodnią – fascynację nią, a jednocześnie pragnienie niezależności i przywiązanie do tradycji. • Skupiła się przede wszystkim na badaniach nad inteligencją rosyjską i irańską, rozważała, jak rosyjska literatura wpłynęła na rozpowszechnianie idei wolności oraz jaki miała wpływ na rozmaite sfery życia społecznego. • Omówiła m. in. zagadnienia kultury i języka, ukazała grupy kulturotwórcze jako konkretne zjawisko na tle abstrakcyjnego fenomenu kultury, postawiła pytania o istotę języka i jego rolę w kulturze. Zajęła się analizą problemową wybranych zjawisk zachodzących w omawianych państwach, snuła rozważania o pierwszym symbolu identyfikacji grupowej społeczeństwa, oceniła rolę prekursorów idei indywidualizmu w Iranie i Rosji, dokonała także interesujących porównań i podsumowań. • Celem autorki było przede wszystkim przedstawienie, w jaki sposób kultury „komunikują się”, jak przebiega dialog między ludźmi, należącymi do różnych kultur oraz jakie są i mogą być skutki dobrego lub złego zrozumienia partnera w dialogu. • Opracowała : Barbara Misiarz • Publiczna Biblioteka Pedagogiczna w Poznaniu
foo