Strona domowa użytkownika

Zawiera informacje, galerię zdjęć, blog oraz wejście do zbiorów.
[awatar]
majuskula
Najnowsze recenzje
1
...
40 41 42 43 44
  • [awatar]
    majuskula
    Wyobraźmy sobie, że zaczepiamy przypadkowych przechodniów i pytamy ich o polskie pisarki. Najp­rawd­opod­obni­ej padną różne nazwiska: Orzeszkowa, Nałkowska, Żmichowska, bardziej współcześnie, może Tokarczuk. Czy ktoś by wspomniał o Zofii Romanowiczowej? • Felicja Zofia Górska, córka Marianny i Zygmunta, urodziła się w Radomiu. Już będąc nastolatką podejmowała próby literackie, które owocowały wierszami publikowanymi pod pseudonimem „Claudia”. W czasie wojny była łączniczką Związku Walki Zbrojnej, aresztowana przez gestapo, więziona m.in. w obozie Ravensbrück, później w Neu-Rohlau. Po oswobodzeniu trafiła do Włoch, gdzie uczyła się i pisała. Wyszła za mąż za Kazimierza Romanowicza. Po przeprowadzce do Paryża założyli wydawnictwo i księgarnię Libella, a od 1959 roku także Galerię Lambert. Opublikowała opowiadania, poezję, powieści, w tym „Baśkę i Barbarę”. Teraz możemy jeszcze bliżej przyjrzeć się temu niesamowitemu życiorysowi i twórczości, dzięki monografii Arkadiusza Morawca. • Na Romanowiczową natknęłam się przypadkiem, przy okazji czytania pewnego artykułu. Ołówkiem zaznaczyłam sobie nazwisko, niby już wcześniej mi znane, ale takie za którym nie stała jakaś głębsza historia. Zaczęłam rundkę po antykwariatach i bibliotekach, by w końcu zdobyć wspomnianą „Baśkę i Barbarę”. Parę godzin spędziłam nad dokładną lekturą, kolejne kilka w Internecie, szukając informacji. Niestety, dość szczątkowych. W tym momencie naszła mnie refleksja — dlaczego tak (nie bójmy użyć się tego słowa) doskonała pisarka została przyprószona lekkim kurzem? Oczywiście, z pewnością sporo osób ją kojarzy, jednak trudno znaleźć przeciętnego ucznia, który kojarzyłby autorkę. Same skąpe fakty. Dlatego ucieszyłam się, gdy uzyskałam możliwość przeczytania książki Arkadiusza Morawca. Książki w pełni traktującej o Romanowiczowej, świetnego kompendium wiedzy dla osób chcących poznać bliżej różne etapy życia pani Zofii, te spędzone i w Polsce, i za granicą. • Arkadiusz Morawiec jest absolwentem filologii polskiej Uniwersytetu Łódzkiego. Jego zróżnicowane zainteresowania naukowe dotyczą literatury obozowej i literatury Holokaustu, najnowszej polskiej poezji i prozy, także genologii, paraliteratury, aksjologii. Z samą Zofią Romanowiczową przeprowadził długą i interesującą rozmowę, która ukazała się w miesięczniku ODRA. Serdecznie polecam zapoznanie się, jeśli nadal majaczą wątpliwości, czy warto zaopatrzyć się w „Pisarkę nie tylko emigracyjną”. To dobre preludium, zachęta do sięgnięcia po coś większego. Bo opracowanie stworzone przez Morawca imponuje rzetelnością, gabarytem, dokładną analizą. Czuć duży wkład pracy, aby poskładać wszystko w całość, całość przede wszystkim spójną i czytelną. • Książkę podzielono na trzy części. Pierwsza to szkic biograficzny, oparty na korespondencji pisarki, jej wypowiedziach i różnych opracowaniach. Drugą poświęcono jej twórczości, natomiast trzecia jest bibliografią podmiotową i przedmiotową, możliwie pełną. Warto wspomnieć, że Arkadiusz Morawiec przed prawie dziesięciu laty stworzył równie kompletną bibliografię Seweryny Szmaglewskiej. Monografię o Romanowiczowej wzbogacono o liczne przypisy i komentarze, obiektywne, jeszcze bardziej przybliżające sylwetkę autorki. Dużym ułatwieniem są rozdziały, tytułowane konkretnie, z nawiązaniem do samej treści, co pomaga odnaleźć ciekawiące nas fragmenty. • Plusem jest możliwość obejrzenia fotografii. Przedstawiają nie tylko Zofię Romanowiczową z mężem, ale również okładki jej książek, rękopisy. Bardzo mnie zaintrygowały strony dotyczące działalności translatorskiej. Pisarka rozwijała skrzydła w wielu dziedzinach, zawsze dając z siebie maksimum. Z pierwszych rozdziałów wyłania się obraz kobiety nad wyraz skromnej, jednocześnie świadomej własnego warsztatu. Arkadiusz Morawiec w sposób przystępny udokumentował życie Romanowiczowej, wplatając przy okazji wiele ciekawostek historycznych. Na uwagę zasługuje pochylenie nad tematyką polskiej krytyki literackiej, z naciskiem na emigracyjną. Ciągle przed nami dokładne opracowanie tej kwestii, ale skupiające się na tym elementy recenzowanej przeze mnie książki pozwalają na przykucie uwagi. • Bardzo liczę, że dzięki tej publikacji postać Zofii Romanowiczowej trafi do większego grona czytelników. Zasługuje na to, gdyż bez wątpienia można ją stawiać obok najw­ybit­niej­szyc­h autorek. Monografię jej dotyczącą rekomenduję nie tylko uczniom i studentom, ale osobom chcącym dołączyć nową polską pisarkę do kanonu tych ulubionych.
  • [awatar]
    majuskula
    Przychodzi taki specjalny czas, gdy wypada poznać cyfry. Wokół jest tyle świetnych rzeczy do policzenia! Liście na drzewie, biegające mrówki, ptaki przylatujące do karmnika… Dlatego koniecznie należy połączyć naukę z zabawą i zabrać się do pracy! • Tak się brzydko składa, że zawsze pałałam niechęcią do matematyki. Pamiętam takie książeczki dla dzieci, które podarowała mi babcia, aby zaszczepić we mnie chęć do odkrywania tej dziedziny. Niestety, trafiłam na wydanie brzydkie i zniechęcające. Mój wrodzony antytalent również negatywnie zadziałał na całą przygodę, więc do tej pory unikam głębszego liczenia — jak tylko mogę! Jednak los bywa przekorny, a w moje ręce wpadła twórczość niejakiej Emmy Adbåge. Podeszłam do tytułu sceptycznie, przecież ciężko trafić na dobre publikacje, które potrafią uczyć w interesujący sposób. Oto propozycja dla trzylatków (i dzieci troszkę starszych) mająca na celu zapoznać ich z podstawami matematyki. Oko cieszą śliczne ilustracje stworzone przez tę samą autorkę! A jak jej wyszła treść? Adbåge w końcu podjęła się trudnego zadania — na jej karku spoczywa odpo­wied­zial­ność­ za całe rzesze maluchów, które kiedyś mogą albo pokochać liczby, albo je znienawidzić. No, to taki żart na wyrost! • Lato, jesień, wiosna, zima — pogoda nie ma większego znaczenia, gdy ma się potrzebę wyjścia na podwórko! A jeszcze lepiej, jeśli możemy łączyć przyjemne z pożytecznym. Każda pora roku oferuje świetne materiały dydaktyczne, wystarczy się rozejrzeć. Kasztany? Policzmy je! Z kamieni możemy wykonać kolorowe pionki do mnóstwa gier. Wystarczy odrobina inwencji i bliscy, którzy również zatopią się w zabawie. Książeczka pod pachę, marsz na świeże powietrze! To zawsze gwarancja fantastycznych pomysłów. • Często wspominałam, że bardzo nie lubię przesadnego lukrowania książek dla dzieci. One mają swój rozum, a każdy bez względu na wiek lubi się pośmiać. Już pierwsze strony tej pozycji potrafią wzbudzić same przyjemne emocje. Mamy wstęp zapoznający młodego czytelnika z cyframi. Opis dotyczy ich zastosowania, ładnie ujęto je jako „matematyczny alfabet”. Przy każdej pojawia się przykład, choćby pająka o ośmiu nogach. Wszystko utrzymano w konwencji humoru i swojskości. Najważniejszą częścią są, oczywiście, zabawy matematyczne. Rozwijające nie tylko umiejętność liczenia, ale także obeznania w terenie, co jest przydatną umiejętnością. Taką, którą powinno się rozwijać jak najprędzej. • Oprawa graficzna wypada świetnie. Ilustracje przedstawiają każdą czynność, to prosta, acz efektowna kreska. Obrazki są sporych rozmiarów, ale nie odwracają uwagi od treści. To publikacja całkiem duża, jednak lekka, więc bez problemu można ją ze sobą zabrać na spacer. Usiąść sobie w cieniu, zwłaszcza teraz, wspólnie poczytać i wybrać najo­dpow­iedn­iejs­zą na dany dzień zabawę. Kartki należą do tych grubszych, mocnych, więc nie powinniśmy obawiać się wypadków z udziałem naderwanych stron. Do tego twarda okładka. „Liczymy na spacerze” może z łatwością posłużyć latami. Kto wie, może i przez kolejne pokolenia? • Emmy Abdåge postawiła na różnorodność. Książka została podzielona na siedem rozdziałów, z czego cztery skupiają się na inspiracji do aktywnego spędzenia wolnego czasu. Rysowanie, poszukiwanie skarbów, zbieranie szyszek i innych darów natury — to tylko kilka z pomysłów. Autorka zadbała także o krótką, lecz ważną radę. W jednym z punktów potrzebne są dżdżownice. Mierzymy ich długości, porównujemy. I bezpiecznie odkładamy, aby dalej spokojnie żyły. Niby jedno zdanie, a wnosi wiele. Zwróciłam na nie uwagę i tym sposobem Emma u mnie zapunktowała. Dobrze wywiązała się ze swojej pracy, tworząc coś kolorowego i przystępnego. Wspaniały pomysł na podejście do maluchów! • Tę niepozorną, a wartą uwagi pozycję polecam nie tylko rodzicom. Przyda się także nauczycielom, opiekunom, bo zawarte w niej pomysły są bardzo przydatne w planowaniu! Myślę, że dzieci będą zachwycone swoim pierwszym „podręcznikiem” do matematyki. Takim, który pokazuje, iż te cyferki naprawdę nie są złe, a mnożenie i dodawanie mocno się przydaje! Choćby wtedy, gdy musimy każdemu dać po dwa ciasteczka.
  • [awatar]
    majuskula
    Wyobraźmy sobie, że wróżka przepowiada nam dość tragiczną przyszłość — zabijemy kogoś. I nie ma sposobu, aby uciec od przeznaczenia! Czy wówczas umielibyśmy spokojnie czekać na nieuniknione? Czy zaczęlibyśmy walkę o oszukanie złego losu? • Tak się złożyło, że w ostatnim czasie sięgałam głównie po książki posiadające co najmniej kilkaset stron. Takie sporych gabarytów, konkretne. Przyszła pora na coś lżejszego, więc postanowiłam dać szansę Amélie Nothomb. Z autorką zetknęłam się stosunkowo niedawno i zapisałam sobie jej nazwisko. Całkiem możliwe, że w księgarni przeszłabym obok półki z jej twórczością obojętnie, co okazałoby się sporym błędem. Oto postać, która wspaniale operuje sarkazmem, umie przekoloryzować rzeczywistość i wytknąć schematyczne myślenie. Nadać bohaterom ton wyolbrzymionych cech, nie narażając ich na śmieszność w negatywnym tego słowa znaczeniu. Świetnie bawiłam się podczas czytania, jednocześnie skupiając nad paroma fragmentami, które uderzają prawdziwością. Nothomb jest dla mnie autorką niek­onwe­ncjo­naln­ą, trudną do określenia. Ma swój styl, bije on z każdej strony i ciężko byłoby go pomylić z innym. Tak, warto ufać Waszym rekomendacjom! • Hrabia Neville mieszka w starym zamku, który wkrótce musi sprzedać z powodu kłopotów finansowych. Postanawia po raz ostatni zorganizować przyjęcie — każde do tej pory okazywało się niebywałym sukcesem. Przygotowania psuje nagłe zniknięcie córki Neville’a o oryginalnym imieniu Sérieuse. Dziewczyna znajduje się u miejscowej wróżki. Tajemnicza Rosalba Portenduère przepowiada arystokracie, że ten na garden party zamorduje jednego ze swoich gości! Wstrząśnięty Neville próbuje bagatelizować sprawę, ale zaczyna wierzyć słowom jasnowidzki. I zastanawia się nad wyborem ofiary. Z pomocą przychodzi mu Sérieuse — jej propozycja jest szokująca dla ojca… • Początkowo myślałam, że książka mogłaby być grubsza, a historia bardziej rozwinięta. Teraz, po kilku dniach, już wiem, iż to kompletnie niepotrzebne. Urokiem „Zbrodni hrabiego Neville’a” można nazwać właśnie odpowiedni dobór słów. Chyba wszystko zostało tam napisane, ciekawość czytelnika w pełni zaspokojona. A przy okazji poczułam ogromną ochotę, aby sięgnąć po inne pozycje w dorobku autorki. Jest w niej taki talent, który sprawia, że ciężko oderwać się od powieści. Godzina, może półtorej — i skończone. Na uwagę zasługuje wplatanie klasyków literatury. Choćby „Zbrodni lorda Artura Saville’a” Wilde’a. Brzmi znajomo, prawda? To bardzo podobne historie, jednak u Nothomb wszystko odbija się w krzywym zwierciadle. • Bohaterowie aż ociekają ironią, zabawnymi powiedzeniami i specyficznością. Szczególnie Sérieuse, mogąca nieco przerażać w swoim zachowaniu. Jest wyrazista, z melancholijną aurą, momentami ocierającą się o psychozę w stylu Poe. Interesujący zabieg, świetnie skrojona postać. Podobnie jak jej ojciec, troszkę niezguła, ale wzbudzający ogromną sympatię. Jego dyskusje z Sérieuse są wyborne. Oboje przerzucają się ciętymi ripostami, kilka z nich warto zapamiętać! To czarny humor w najlepszym wydaniu, z interesującą intrygą w tle. Jest ona osią powieści, choć (według mnie) nie najważniejszą jej częścią. • W tej książce w intrygujący sposób przedstawiono zakłamanie wyższych sfer. Przesadne dbanie o konwenanse, fałszywe serdeczności, choć w rzeczywistości pałają do siebie pogardą. To satyra, ale widać ogrom prawdy pod płaszczem fikcji literackiej. Do jakiego gatunku sklasyfikować „Zbrodnię hrabiego Neville’a”? Nie wiem. Niektórzy twierdzą, że to thriller, a ja widzę w tym studium ludzkiej psychiki, nie tylko określonej grupy społecznej. Wszędzie można znaleźć dwulicowość i wątpliwe pojęcie moralności. Całość ubrano w język prosty, zrozumiały. Mamy do czynienia z tworem wielowarstwowym, mimo małej objętości. I co najważniejsze — brak przewagi formy nad treścią, co bywa nużące! • Amélie Nothomb przypadnie do gustu osobom lubiącym groteskę podaną w intrygującej fabule. Osobiście jestem zadowolona z lektury i mam nadzieję, że kolejne pozycje tej autorki również mi się spodobają. Nieśmiało odczuwam pewność w tym temacie!
  • [awatar]
    majuskula
    Ludzi potrafią dzielić odległości, czas i przestrzeń, ale łączyć marzenia. Zdarzają się ciągi przypadków — czy na pewno? Przypadków, które nabierają sensu po wielu latach, mogą zmienić bieg wydarzeń, a nawet uratować miliony osób… • Maja Lunde jest poczytną norweską pisarką, a jej popularność dopiero zaczyna kiełkować w Polsce. „Historia pszczół” to pierwsza książka, którą autorka stworzyła z myślą o dorosłych. Wcześniej skupiała się na pozycjach przeznaczonych dla dzieci. I błagam, niech Lunde pisze ciągle i jeszcze więcej! Na tę premierę czekałam już od pewnego czasu. Zapowiedzi rozbudzały apetyt, a gdy egzemplarz trafił w moje ręce — zakochałam się. Jestem dość wybredna w kwestii wydań, a to kompletnie podbiło moje serce. Świetny pomysł na utrzymanie całości w kolorystyce związanej z miodem, pszczołami. Ciężka książka (mam na myśli gabaryty), więc idealna do łóżka. Nie spodziewałam się, że lektura zajmie mi zaledwie dwa wieczory. Fabuła pochłonęła mnie bez reszty, nadal jestem pod wrażeniem. Czy istnieje coś lepszego od literatury, która potrafi zachwycić i namieszać w głowie? Oj, chyba pytanie retoryczne. • Anglia, 1857. William Savage traci entuzjazm i pogrąża się w depresji. Marzył o karierze sławnego przyrodnika, a skończył z gromadą dzieci i sklepikiem. Nieoczekiwany impuls sprawia, że William odnajduje siły i postanawia zbudować innowacyjny ul. Ul, który zapewni mu uznanie na wieki. Stany Zjednoczone, 2007. George hoduje pszczoły, poświęca mnóstwo energii, aby rozbudować farmę. Liczy, że jego syn przejmie rodzinny majątek. Niestety, Tom ma inne plany. Równocześnie zaczynają pojawiać się informacje o dziwnej śmierci pszczół. Chiny, 2098. Tao, młoda matka, ręcznie zapyla drzewa owocowe. Świat musi radzić sobie ze skutkami katastrofy. Tao chce, aby jej dziecko spotkał lepszy los niż ją samą. Pewnego dnia mały Wei-Wen ulega wypadkowi i znika. Zdesperowana Tao wyrusza na poszukiwania… • Mimo obecności pszczół książka opowiada przede wszystkim o relacjach międzyludzkich. Zwłaszcza tych na płaszczyźnie rodzic-dziecko. Bohaterowie posiadają unikalny charakter, trudno byłoby ich pomylić. „Historia pszczół” dzieli się na trzy części, które nieustannie przeplatają się ze sobą. Wspomnę o drobiazgu, ale przykuł moją uwagę. Nad każdym rozdziałem widnieje imię. William, George lub Tao. Jak wspomniałam, akcję rozszczepiono na przeszłość, czasy współczesne i przyszłość. Do zapisania imion użyto różnych czcionek, starodawnych, futurystycznych. Świetny pomysł! Nie ma możliwości, aby ktoś się zgubił podczas czytania. Przyznam, że wręcz pożerałam strony, ciekawa kolejnych przemyśleń i perypetii. Aż żałuję, iż lektura już za mną. • Książka jest pełna szczegółowych opisów, ale pięknych i cudownie napisanych. Wiem, że są osoby, które nudzi takie rozwlekanie, jednak w tym przypadku buduje specyficzną atmosferę. Nieco oniryczną, choć sprawiającą, że czuć pewne napięcie. Maja Lunde wspomniała w wywiadzie, że niewiele wiedziała o pszczołach przed stworzeniem „Historii pszczół”. I chciałaby, aby czytelnik odebrał tę pozycję w formie swoistego podręcznika. To dla mnie ważne słowa, bo przypadkiem przypomniałam sobie o porzuconej pasji — apiologii. Pszczoły tworzą rodziny, mają ule. Bohaterowie tworzą rodziny, mają domy. Mało skomplikowane? Ściany tych ostatnich kryją dużo tajemnic i problemów. • „Historia pszczół” porusza temat katastrofy ekologicznej. Niestety, te wizje są dość realne. Lunge uświadamia, że los przyrody leży w naszych rękach i musimy zrobić wszystko, aby nie dopuścić do straty tego, co posiadamy. A mamy naprawdę wiele, choć na co dzień nie zdajemy sobie z tego sprawy. Cichą, dość zamkniętą postacią jest Tom, ale z całej gamy należy do moich ulubionych. Odznacza się dużą umiejętnością obserwacji, potrafi wyciągać odpowiednie wnioski. Autorka znakomicie nakreśliła różne charaktery, wydarzenia. Myślę, że jeszcze wielokrotnie będę wracała do „Historii pszczół”. Można się nią delektować, niczym najlepszym miodem. I ciągle odkrywać nowe doznania. • Maja Lunge posiada ogromny talent, który dobrze wykorzystuje. Niecierpliwie czekam na rozwinięcie jej twórczości. Zdążyła już stworzyć pozycję mądrą, realną, wymagającą. A przy tym dostępną dla każdego czytelnika, o ile zechce poświęcić jej czas — a warto, zapewniam.
  • [awatar]
    majuskula
    Blichtr, romanse, sława — wbrew pozorom taki zestaw wzbudzał zainteresowanie również kilkadziesiąt lat temu. Owszem, nasi dziadkowie również ekscytowali się skandalikami wywoływanymi przez ówczesne gwiazdy. Czy dzisiaj Zula Pogorzelska trafiłaby na łamy plotkarskich gazet? • Sławomir Koper zdążył napisać mnóstwo książek, ale to moje pierwsze spotkanie z jego twórczością. Cieszę się, bo już od dłuższego czasu planowałam bliższe zaznajomienie z tematami przedstawianymi przez autora. „Historyk, który chce pokazać ważne osobistości w dziejach naszego kraju w życiu codziennym, nie unikając drażliwych tematów”. Tak właśnie głosi jeden z artykułów poświęconych Koperowi (mam nadzieję, że poprawnie odmieniam nazwisko). A ja od lat zgłębiam się w opowieści o starych dziejach, poszukując samych ludzkich aspektów. Bez suchych dat, z odrobiną pikanterii. Gdy tylko zobaczyłam, że w „Gwiazdach Drugiej Rzec­zypo­spol­itej­” pojawia się Bodo, Pogorzelska i Mankiewiczówna, to już wiedziałam, że koniecznie muszę przeczytać. Zauważyłam, iż z książek Kopera można sobie zrobić pokaźną kolekcję. Wszystkie są wydane w taki sposób, aby ładnie prezentowały się na półce. Chętnie zebrałabym wszystkie, tylko gdzie je pomieszczę? • Druga Rzeczpospolita obfitowała w cały panteon gwiazd, które bawiły widzów nie tylko występami na deskach teatrów i ekranach kin, ale też swoimi związkami i wywiadami. Niektórzy uwielbiali epatować życiem prywatnym. Inni zazdrośnie go strzegli, uciekając przed ciekawskim wzrokiem gapiów. Świat aktorów przeplatał się ze światem polityków, sportowców. A wszystko działo się w kuluarach, w pewnym momencie wychodząc na zewnątrz. Śmiech, łzy — i wtedy ludzie wybuchali radością lub płaczem. Zupełnie niczym teraz, a to tylko dowodzi tego, że pewne sprawy nie ulegają zmianie mimo upływu lat i zim… • Jak wspomniałam, często sięgam po pozycje poruszające kwestię Drugiej Rzec­zypo­spol­itej­. Sporo informacji zawartych w książce Kopera znałam już wcześniej, niektóre za to mnie zaskoczyły. W ogólnym rozrachunku jestem zadowolona, bo spędziłam przyjemny i wzruszający czas odświeżając wiedzę, równocześnie uzupełniając ją o różne ciekawostki. Wydanie całkiem trafiło w mój gust, choć lepiej prezentowałoby się w twardej oprawie. Z tego, co się orientuję, to i taka wersja jest dostępna, więc polecam dopłacenie kilku złotych. Oprócz treści dodano także sporo zdjęć — niestety, nie na kredowym papierze. Książka nie jest jakaś monstrualnie gruba, czcionka należy do tych większych, więc całość pochłonęłam naprawdę szybko. Interesujący sposób na spędzenie wolnego popołudnia, sama zawinęłam się w koc i czytałam, czytałam… • Styl Kopera jest przystępny, bardzo wciągający. Autor nie skupia się jedynie na domysłach, przedstawia sporo konkretnych faktów, życiorysów. W barwny sposób opisuje anegdoty, ze strzępków informacji buduje konkretny fragment. Odnoszę wrażenie, że książka jest kolejną częścią z wielu, stąd brak, przykładowo, Heleny Grossówny. Przy najbliższej okazji muszę przejrzeć resztę twórczości Kopera, bo jestem ciekawa, czy moje przypuszczenia są zgodne z prawdą. Cóż, to dobry powód, aby wybrać się do księgarni! Coś czuję, że chyba rzeczywiście muszę poszukać półek na następne egzemplarze… • Widzimy nie tylko kolorową część życia gwiazd, ale też tę smutną i ponurą. Wielu z nich zmagało się z poważnymi problemami natury emocjonalnej, kryjąc je za sztucznym uśmiechem. Bardzo bolesne są dla mnie wspomnienia o filmach, które nie przetrwały wojennej zawieruchy, a mogłyby cieszyć kolejne pokolenia. Cóż, tutaj musimy pozostać w sferze domysłów, choć wizje te są bardzo piękne. W trakcie lektury wpadałam w takie nostalgiczne momenty, równocześnie ciesząc się, że dane nam jest obcowanie ze sztuką. Chciałabym Was wszystkich zachęcić, abyście poczytali trochę o naszych rodzimych gwiazdach, bo ich losy mogłyby się nadawać na świetny film. Może kiedyś ktoś go wyreżyseruje? • Książkę skonstruowano w ten sposób, że zainteresuje nie tylko fana takich klimatów, ale także osoby, które dopiero rozpoczynają przygodę. Dajmy się porwać, zatańczmy z Zulą, puśćmy kokieteryjne oczki do Toli — niech mijają godziny spędzone na odkrywaniu!
Niepożądane pozycje
Brak pozycji
CheshireCat
Autorka w swojej pracy w nowatorski sposób podjęła się omówieniu zagadnienia, w jaki sposób kultura odpowiedziała na przebieg modernizacji na terenach Rosji i Iranu przełomu XIX i XX wieku. • W swej wnikliwej rozprawie zajęła się szerokim spektrum problemów. Głównym zamiarem badaczki było uwidocznienie zarówno wspólnych cech, jak i różnic w przemianach obu państw. Ukazała podobieństwa w początkowej reakcji kultury rosyjskiej i irańskiej na kulturę zachodnią – fascynację nią, a jednocześnie pragnienie niezależności i przywiązanie do tradycji. • Skupiła się przede wszystkim na badaniach nad inteligencją rosyjską i irańską, rozważała, jak rosyjska literatura wpłynęła na rozpowszechnianie idei wolności oraz jaki miała wpływ na rozmaite sfery życia społecznego. • Omówiła m. in. zagadnienia kultury i języka, ukazała grupy kulturotwórcze jako konkretne zjawisko na tle abstrakcyjnego fenomenu kultury, postawiła pytania o istotę języka i jego rolę w kulturze. Zajęła się analizą problemową wybranych zjawisk zachodzących w omawianych państwach, snuła rozważania o pierwszym symbolu identyfikacji grupowej społeczeństwa, oceniła rolę prekursorów idei indywidualizmu w Iranie i Rosji, dokonała także interesujących porównań i podsumowań. • Celem autorki było przede wszystkim przedstawienie, w jaki sposób kultury „komunikują się”, jak przebiega dialog między ludźmi, należącymi do różnych kultur oraz jakie są i mogą być skutki dobrego lub złego zrozumienia partnera w dialogu. • Opracowała : Barbara Misiarz • Publiczna Biblioteka Pedagogiczna w Poznaniu
foo