Strona domowa użytkownika
Zawiera informacje, galerię zdjęć, blog oraz wejście do zbiorów.
Zawiera informacje, galerię zdjęć, blog oraz wejście do zbiorów.
Ewelina - miłośniczka i pasjonatka książek. Ich kolekcjonerka. Uwielbia być w stanie zwanym „zaczytaniem”. Wielka fanka powieści fantasy i new adult. Nie pogardzi literaturą współczesną. Kocha literaturę młodzieżową, mimo że młodzieżą nie jest. Odkrywa pozytywne aspekty kryminałów. Wylewa potoki łez przy książkach. Zawsze znajdzie zdanie zasługujące na łzę. Poza czytaniem układa puzzle.
ksiazkomania-recenzje.blogspot.com
www.facebook.com
instagram.com
twitter.com
Najnowsze recenzje
-
Wędrowcy cz. I. • Kiedyś ktoś mi powiedział jak ważne są debiuty i jak ważne jest, by im poświęcić szczególną uwagę. Ten ktoś zaszczepił we mnie miłość do debiutów. Od tamtej pory jestem wielką miłośniczką każdego debiutu i z chęcią po nie sięgam. Tej świeżości, innowacyjności, zaskoczenia – tego nie może zabraknąć w debiucie. Dlatego „Eperu” zdecydowanie było na mojej liście książek, które musiałam przeczytać. Po wielu pozytywnych opiniach jakie przeczytałam na temat tej książki, było jasne, że autorka musiała stworzyć coś wyjątkowego, coś co pozostanie w pamięci na długo. •
„Czasami życie musi człowieka przeczołgać, aby go wzmocnić, aby dać mu siły do dalszych zmagań z rzeczywistością, z tym wszystkim, co jeszcze go spotka.” •
• Anna Wilk jest nastolatką jak każda inna, a przynajmniej tak by się mogło wydawać. Mieszka z mamą, swoją najlepszą przyjaciółką Wiką i jej mamą w Londynie. Pochodzi z Polski i nigdy o tym nie zapomina. Gdy wszystkie panie wyjeżdżają na wspólne wakacje do Francji, nie mogą się spodziewać, że życie jednej z nich odmieni się na zawsze. Anna razem z Wiką wybierają się na festiwal filmowy w Cannes. To tam mają zobaczyć Leo Blacka – gwiazdę kina. I to na tym festiwalu dochodzi do zaskakujących wydarzeń, które będą miały swoje odzwierciedlenie w przyszłości. Pierwsze spotkanie Anny z Leo zakiełkuje w nich miłość, która napotka na swej drodze niejedną przeszkodę i odsłoni zaskakującą prawdę. •„Miłość jest jak herbaciane liście. Nawet gdy z czasem odparuje z nich woda i pokryją się kurzem, wrzucone do wrzątku z powrotem odzyskują barwę, zapach i smak. Zasuszone uczucie pod wpływem gorącego wspomnienia też nabiera kolorów.” •
• Przez dłuższy czas zastanawiałam się od czego zacząć pisać recenzję. Zaczęłam od podkreślenia, że „Eperu” jest debiutem literackim polskiej autorki i jeszcze chciałabym się tego podtrzymać. Bardzo ważna jest pierwsza książka. To ona kształtuje naszą opinie o autorze, nasze odczucia do późniejszych powieści. Jeśli ktoś zrazi się na początku, nie jestem pewna, czy sięgnie po kolejną pozycję autora. Ale nie musicie się martwić, że „Eperu” was negatywnie zaskoczy. Jest to lekka, przyjemna powieść, w której znajdziecie wiele mądrego. Pokazuje jak ważna jest miłość i uczucia, jak dużo może znieść. Pokazuje jak łatwo się pomylić, a potem jak trudno jest naprawić błędy. Pokazuje jak ważni są przyjaciele, jak trudno bez nich funkcjonować. Książka jest przeznaczona dla młodzieży, ale według mnie każdy może ją przeczytać. I nie boję się stwierdzenia, że „Eperu” jest jednym z moich ulubionych debiutów. • Książka jest napisana bardzo dobrze pod względem stylistycznym. Język jest prosty, dlatego czyta się ją jednym tchem. Zmiana narracji, a raczej tego, z jakiego punktu czytamy powieść, jest bardzo na dobrym rozwiązaniem. Książkę pisaną narracją pierwszoosobową czyta się szybciej i bardziej odczuwamy emocje. Możemy utożsamić się z głównymi bohaterami o wiele bardziej, niż mogłoby się to wydawać. A bohaterowie w „Eperu” są znakomici. Barwni i dobrze wykreowani to za mało powiedziane. Nie brakuje w nich własnego charakteru i temperamentu. Znajdziemy tu odmienne osobowości, które uzupełniają się w całej powieści. Anna i Leo skradli moje serce. Wika swoją charyzmą również. Mieć taką najlepszą przyjaciółkę to skarb. •„Najtrudniej jest uciec przed samym sobą. Choćbyś nie wiem jak szybko biegała, i tak w najlepszym wypadku zobaczysz własne plecy.” •
• Trochę brakowało mi rozwinięcia początku znajomości Anny i Leo. Ich związek bardzo, a nawet mega szybko przerodził się w miłość. Może jestem po prostu za stara, może dzisiejsza młodzież tak szybko wyznaje sobie miłość. Ale nie oceniam tego jako kategoryczny minus. Jestem pewna, że autorka zrobiła to w pełni świadomie i z zamierzonym celem. Brakowało mi również tego szoku Anny, gdy dowiedziała się prawdy o Leo. Chociaż późniejsze wydarzenia mogą świadczyć o tym, że wcale nie musiała się aż tak szokować. • Książka jest bardzo wciągająca. Powoli zostają ujawniane nowe tajemnice, a dążenie do ich rozwiązania wiąże się z całym morzem emocji. Ja, jako osoba bardzo płaczliwa, uroniłam nie jedną łzę podczas czytania. Ale to wszystko działa tylko na plus. Nie ma to jak zatracić się w fabule dobrej książki. Autorka wiedziała co robi pisząc „Eperu” i jestem pewna, że podświadomie czuła, iż zdobędzie uznanie tylu czytelników. No bo jak tu nie kochać „Eperu”? W tej książce jest wszystko, co powinna zawierać dobra powieść. • Zakończenie „Eperu” jest chyba najbardziej poruszającym momentem w całej książce. Gdy już dobrnęłam do końca miałam ochotę krzyczeć. To prawdziwe tortury skończyć czytać w takim momencie i nie móc od razu przeczytać kolejnej części. Myślę, że nie dałoby się wymyślić bardziej idealnego zakończenia tej powieści. Wzbudza w czytelniku całą tęczę emocji i pozostawia z ogromnym niedosytem. Nie wiem, czy w najbliższym czasie będę z większą niecierpliwością czekać na jakąś inną książkę niż „Habbatum”. -
Ciąg dalszy Startera. • W powieściach postapokaliptycznych jest coś, co przyciąga czytelnika. Może to przez gatunek, może przez formę, może przez styl – jedno jest pewne – Lissa Price zyskała całą rzeszę fanów, kiedy ukazał się „Starter”. Teraz, gdy znamy zakończenie, gdy przeczytaliśmy już „Endera”, możemy stwierdzić, że autorka stworzyła niesamowitą historię i dzięki temu zyskała jeszcze większe grono czytelników. •
„Każdy wygląda dużo lepiej, jeśli promieniuje zadowoleniem. Jeżeli wykorzystuje swoją inteligencję i talenty, zamiast przejmować się tym, czy aby w oczach innych jest „śliczny”.” •
• Po zburzeniu Banku Ciał Callie myśli, że to już koniec wojny pomiędzy Starterami a Enderami. Ma nadzieję, że zapanuje spokój, a ona i jej młodszy brat w końcu będą żyć szczęśliwie. Jednak to nie koniec ucieczek. Callie ponownie musi zmierzyć się ze Starym Człowiekiem. Ma nowego sprzymierzeńca – tajemniczego Hydena, jednak czy może mu zaufać? Czy uda jej się rozwiązać wszystkie zagadki i wyjść z tego cało? • „Ender” jest kontynuacją bardzo dobrej powieści „Starter”. I jest to równie imponująca książka, co jej poprzedniczka. Nie brakuje nagłych zwrotów akcji, tajemnic czy zagadek. Autorka stworzyła historię, która mimo, że jest fantastyczna, uczy bardzo wiele. Pokazuje jak ważne jest zaufanie, jak ważni są przyjaciele, na których można polegać, jak ważna jest rodzina. Pokazuje determinację i siłę woli. Niejeden czytelnik pozazdrościłby bohaterom ich siły i wytrwania. • Bohaterowie to postacie bardzo wyraziste, posiadające te szlachetne cechy charakteru, które są dla człowieka bardzo ważne. Nie mamy tu zbędnego romansu i złamanych serc. Autorka skupiła się na rozwiązywaniu tajemnic, dążeniu do prawdy i do wyznaczonych celów. Przez to powieść wydaje się dojrzalsza, niż typowe powieści dla młodzieży. Dlatego każdy czytelnik, bez zastanowienia, powinien sięgnąć i po „Startera”, i po „Endera”, gdyż te dwie powieści znakomicie się uzupełniają. • Akcja w „Enderze” wydaje się nieco wolniejsza niż w poprzedniej części. Mimo, że spowalnia to nie brakuje nagłych zwrotów akcji, które w pewnym momentach przyprawiają o zawrót głowy. No bo kto by się spodziewał kim jest tak naprawdę Stary Człowiek? Takiego rozwiązania nie przewidywałam nawet w snach. I właśnie to jest kolejny plus – nieprzewidywalność. To bardzo ważne, by utrzymać czytelnika w napięciu, by wzbudzić w nim ciekawość. I autorce udało się to doskonale. • Nie powiem, że zakończenie „Endera” jest końcówką losów Callie i jej przyjaciół. Może się wydawać, że autorka zostawiła otwartą furtkę do następnej powieści, jednak ja myślę, że to otwarta furtka do naszej wyobraźni. Nie pozostaje nam nic innego jak samemu wymyślić dalsze losy bohaterów tej niezwykłej serii. A może będzie 3 część? Kto wie. • Zachęcam każdego do przeczytania książek pani Lissy Price. Każdy znajdzie w nich coś dla siebie i na moment przeniesie się w prawdziwy postapokaliptyczny świat. -
Bank ciał. • W ostatnim czasie powieści postapokaliptyczne stały się dosyć popularne. Autorzy prześcigają się w tworzeniu nowych historii i nowego świata po wojnach czy zamachach. Niektóre pomysły są oryginalne, inne dające się zaakceptować, a jeszcze inne nie do przyjęcia. Lissa Price swoją powieścią otwiera nowy rozdział w gatunku postapokaliptycznym i ten rozdział z pewnością zostanie zapamiętany na długo. •
„W moim świecie nic nie było tym, na co wyglądało. Zastanawiam się, czy jeszcze kiedykolwiek będę w stanie komukolwiek zaufać.” •
• Callie przed rokiem straciła niemalże wszystko. Wojna bakteriologiczna odebrała jej to, co miała najcenniejsze: rodziców, prawdziwy dom, prawdziwe życie. Odtąd Callie musiała opiekować się swoim młodszym braciszkiem. Musiała przeżyć za wszelką cenę dla niego. Tułaczki po opuszczonych biurowcach, spanie na zimnym betonie i jedzenie ochłapów – na tyle mogły pozwolić sobie dzieci bez opieki dorosłych. I wtedy Callie usłyszała o możliwości wyjścia z tego bagna, o możliwości zdobycia pieniędzy, które tak bardzo były jej wtedy potrzebne. Usłyszała o Prime Destinations, banku ciał. Podjęła decyzję, która odmieni jej życie już na zawsze. Została dawcą, dawcą własnego ciała. Umowa jest prosta: trzy wypożyczenia i po wszystkim. Jednak pojawiają się komplikacje. Teraz Callie musi walczyć nie tylko o zapewnienie żywności i dachu nad głową swojemu bratu, musi walczyć o swoje ciało. Ta młodziutka dziewczyna zrobi wszystko, by odzyskać siebie. • Książka w stu procentach spełniła moje oczekiwania. Nagłe zwroty akcji, elementy zaskoczenia, doskonale dopracowana intryga to jest to, co lubię najbardziej i tego nie zabrakło w powieści. Autorka bardzo dobrze wykreowała bohaterów, a w szczególności główną bohaterkę. Widać w niej determinację, odpowiedzialność i rozważne postępowanie. Stary Człowiek – świetny intrygant i manipulator do końca pozostaje wielka tajemnicą. Już teraz nie mogę doczekać się kolejnego tomu, by rozwiązać do końca tę zagadkę. • Pani Price stworzyła ciekawą powieść. Chociaż temat świata postapokaliptycznego pojawia się ostatnio często w literaturze to jednak się nie nudzi. A fabuła przedstawiona w książce „Starter” jest nieco inna, przez co czyni książkę jeszcze ciekawszą. Podobał mi się język, który był prosty, przez co szybko czytało się całość. • Uwielbiam, gdy książka pochłania mnie do cna. Tak było i w tym przypadku. Od początku miałam względem tej powieści dobre przeczucia i nie myliłam się. „Startera” nie da się odłożyć po przeczytaniu kilku, czy kilkunastu stron. Kartka za kartką umykają tak samo jak godzina za godziną. Czas spędzony z tą książką będę wspominać bardzo miło. • Wiem, że w mojej recenzji są same „ochy” i „achy”, ale nie umiem inaczej pisać, gdy coś mnie zachwyciło. Każdy fan powieści postapokaliptycznych będzie zachwycony świeżością i pomysłem Pani Price. I jeszcze dwa zdania na temat okładki. Prosta, ale za to magiczna, hipnotyzująca, dosłownie elektryzuje powietrze. Gdy leżała na stoliku nocnym, mój mąż stwierdził, że go przeraża. Ale co on tam wie. Faktem jest, że okładka przyciąga uwagę z daleka. • Szczerze polecam „Startera” wszystkim czytelnikom. Jest to świetne oderwanie od rzeczywistości i zderzenie się z dobrą fantastyką jakiej ostatnio brakuje na rynku. Jestem bardzo ciekawa, co przygotowała dla nas autorka w kolejnym tomie. Z niecierpliwością czekam „Endera”, który ukarze się już wkrótce! -
Wybrana przez Boga. • Powieść fanatsy to według mnie najlepszy gatunek do czytania na każda okazję. Pani Rae Carson swoją książką „Dziewczyna Ognia i Cierni” udowodniła, że się nie mylę. Po raz kolejny zostałam mile zaskoczona fabułą, akcjami i barwnymi postaciami. Uwielbiam debiuty ze względu na ich świeżość i oryginalność, dlatego wiedziałam, że ta powieść musi trafić w moje ręce. • Raz na sto lat Bóg wybiera nosiciela Boskiego Kamienia, który ma wypełnić swoją misję. Tym razem ten zaszczyt przypada na Elisę, księżniczkę Orovalle. Przy chrzcie w jej pępku pojawił się Boski Kamień. Wielu poprzedników Elisy zginęło młodo nie wypełniając swojej misji. Najbliżsi księżniczki postanawiają trzymać ją w niewiedzy na temat prawdziwej przepowiedni Boskiego Kamienia. Ślub z królem – Alejandrem de Vega rozpoczyna krąg zdarzeń, które pchają Elisę do spełnienia swojej misji. Lecz Elisa czuje się coraz bardziej oszukana i samotna. Dlaczego wszyscy ukrywają przed nią tak ważne informacje? Jakie jest prawdziwe przeznaczenie nosiciela Boskiego Kamienia? •
„Opancerzam się, sercu każę być kamieniem.” •
• Pierwsze co mi się rzuciło w oczy, po otrzymaniu książki, to okładka. Przyciągający, tajemniczy kamień na tyle pochłania myśli, że mimowolnie moje opuszki palców błądziły po jego konturach. Okładka jest prosta, ale jednocześnie niezwykła. W stu procentach oddaje charakter powieści. Jednak po zachwytach okładką czas przejść do rzeczy. • Powieść jest skonstruowana znakomicie. Dzieli się na trzy części, w której akcje zapierają dech w piersiach. Autorka zdecydowała się na narrację pierwszoosobową, a co za tym idzie, możemy poniekąd domyśleć się, że główna bohaterka będzie towarzyszyć nam do końca powieści, a może nawet do końca serii. Ma to też swoje plusy, a mianowicie wszystko widzimy i poznajemy z punktu widzenia jednej osoby, przez co nie domyślamy się wielu rzeczy. A książka jest przepełniona tajemnicami, których odkrywanie sprawia dużą przyjemność. • Żebym nie wymieniała tylko swoich zachwytów powieścią, to pokrótce opowiem o jednym minusiku jakiego się dopatrzyłam. Na początku powieści zauważamy nieco drażniące zachowanie głównej bohaterki – Elisy. Jej postępowanie jest egoistyczne i ciągle dąży do jednego – wyglądu. Co drugi akapit Elisa użala się nad sobą, jaka to ona jest gruba i niezgrabna. No i oczywiście zamiast coś z tym zrobić, to jeszcze obżera się do syta. Jednak książka jest z typu „im dalej tym lepiej” więc długo nie musimy się męczyć dziwnym zachowaniem księżniczki. Druga połowa książki jest zdecydowanie lepsza. Obfituje w ciągłe akcje, wir emocji i nutkę tajemnicy. • Bohaterowie w książce są bardzo dobrze wykreowanie. Na plus zasługują postacie drugoplanowe, które wyśmienicie wtapiają się w fabułę i nadają jej wyrazistości i charakteru. Każdy z bohaterów jest inny, każdy ma swoją tajemnicę. Autorka zadbała o każdy szczegół, aby bohaterowie byli jak najbardziej barwnymi postaciami. • Oczekiwałam innego zakończenia, jednak to przedstawione przez panią Carson jest znakomite. Stawia przysłowiową kropkę nad i, czyli całą powieścią. Idealnie pozostawiona furtka do następnej części podsyca ciekawość. • Z ręką na sercu mogę polecić tę książkę każdemu czytelnikowi. Powieść jest idealna na oderwanie się od codziennych obowiązków. Wraz z wiosną, czuć w książce świeżość debiutu literackiego więc idealnym zestawieniem będzie kocyk w słoneczku i przyjemna lektura, którą zapewne jest „Dziewczyna Ognia i Cierni”. -
Gdy pamięć szwankuje. • Jeżeli jest się w połowie serii, to grzechem byłoby nie czytać dalej. No są oczywiście pewne wyjątki od tej reguły, jak chociażby słaba druga część, czy brak chęci z powodu nieciekawej fabuły. Ale z Denazen jest inaczej. Denazen wciąga, pochłania, połyka – co kto woli. Po znakomitym wprowadzeniu „Dotykiem” myślałam, że nie może być lepiej, lecz „Toksyna” pokazała pazurki i podniosła poprzeczkę znacznie wyżej. A teraz przyszedł czas na trzecią część – „Drżenie”. I taka mała uwaga dla tych co jeszcze nie czytali – „Drżenie” sprawi, że poczujecie ciarki na plecach, będziecie drżeć pochłonięci wszystkimi emocjami. •
„Nadzieja była zjawiskiem bardzo kruchym i niebezpiecznym. Mogła człowieka unosić wysoko, ponad chmury, a później porzucić. Upadek z prędkością miliona kilometrów na godzinę prosto na beton.” •
• Kale jest przetrzymywany przez Denazen, a Dez powoli kończy się czas. Zbliżają się jej osiemnaste urodziny, a ona zaczyna mieć objawy, świadczące o Supermacji. Nie jest dobrze i nic nie wskazuje na to, że będzie lepiej. Denazen rozpoczyna nowe badania i wydaje rozkaz by wyeliminować poprzednich uczestników eksperymentu. Dez ma poważne problemy, jednak gdzieś jest mała iskierka nadziei, która trzyma ją jeszcze przy zdrowych zmysłach. Stara się jej trzymać i zrobić wszystko, by ocalić siebie i przyjaciół. Gdy niespodziewanie spotyka Kale’a jej nadzieja wzrasta. Jednak nie na długo, bowiem to już nie jest ten sam Kale, nie jest jej Kalem. • Wszystkie obawy jakie miałam przed rozpoczęciem czytania pryskały jak bańki mydlane po każdej kolejnej przeczytanej stronie. Odchodziły w niepamięć robiąc miejsca całemu potokowi emocji i wrażeń. „Drżenie” trzyma poziom swojej poprzedniczki. Akcja gna za akcją, więc nie mamy chwili wytchnienia. Nie mamy szansy na odłożenie książki, bo ciekawość jest silniejsza. Bierze nad nami górę i gdy już jesteśmy pewni, że to koniec niespodzianek, koniec tajemnic przychodzi kolejna strona, która jeszcze bardziej pobudza naszą ciekawość. Pragniemy dowiedzieć się prawdy, poznać wszystkie tajemnice, dowiedzieć się wszystkiego. To sprawia, że książkę się nie tyle czyta, co pochłania. •„Czułam to samo, co kiedyś. te same iskierki elektryczności, które przeskakiwały po skórze i nurkowały w moim ciele, kiedy się dotykaliśmy. Przepełniało mnie odczucie upadania w przepaść, kręciło mi się w głowie za każdym razem, kiedy nasze oczy się spotkały, ale teraz było coś jeszcze innego. Niemal przerażający, surowy i brutalny przebłysk, który przywodził na myśl samą ciemność.” •
• Do tej pory ukazały się trzy części Denazen. Jedna lepsza od drugiej. Widzimy jak autorka się rozkręca, widać jaką radość sprawia jej pisanie i wymyślanie ciągle to nowych wydarzeń. Fabuła jest ciekawa, intrygująca i przepełniona taką tajemnicą, że sam tytuł sprawia, iż nie można obok tej książki przejść obojętnie. Bohaterowie są barwni, wyraziści, mają swoje oryginalne charaktery, ale też nie brakuje im poczucia humoru, które jest idealnym oderwaniem od pędzącej ciągle do przodu akcji. • Myślałam, że zakończenie „Toksyny” powala z nóg. Teraz już wiem, że się myliłam. To „Drżenie” kończy się w takim momencie, że czytelnik ma ochotę paść na kolana i błagać o ciąg dalszy. Pojawiają się nowe fakty, nowe tajemnice, które zostaną rozwiązane w kolejnych częściach, jednak gdy jesteśmy całkowicie pochłonięci lekturą, strasznie przykro jest nam kończyć ją właśnie w takim zaskakującym momencie. Zakończenie „Drżenia” to zakończenie, które swoją mocą wprawia czytelnika w stan zupełnego zaskoczenia i szoku. Mocny akcent na koniec powieści to prawdziwa męka dla tych, którzy nie mają w zasięgu ręki kontynuacji książki. No a my nie mamy i mam nadzieję, że mogę powiedzieć „nie mamy na razie”. Pragnę, by seria Denazen była kontynuowana w Polsce! •„Było coś, co chcieli mi odebrać. Coś ważnego. Coś bardzo istotnego. (…) Wiem, że umarłbym dla tej osoby. Po to, żeby ją ocalić. Żeby była bezpieczna i szczęśliwa. A teraz wiem, że to byłaś ty.” •
• Polecam „Drżenie” jak i dwie poprzednie części wszystkim czytelnikom. Jestem pewna, że pokochacie Dez i Kale’a tak samo mocno jak ja. Seria Denazen jest warta uwagi, nie tylko przez miłośników gatunku, lecz przez wszystkich sympatyków literatury. Bo nie ma nic lepszego jak stracić kontakt z rzeczywistością przy dobrej fantastyce.