Strona domowa użytkownika
Zawiera informacje, galerię zdjęć, blog oraz wejście do zbiorów.
Zawiera informacje, galerię zdjęć, blog oraz wejście do zbiorów.
Blogerka. Recenzentka. Miłośniczka książek, filmów i dobrej muzyki.
Najnowsze recenzje
-
Pea ma zaledwie 5 lat, ale już musi radzić sobie z otaczającym ją światem. Jej tata nie żyje, a dziewczynka mieszka wraz z mamą, która jest w ciąży. Pea musi radzić sobie sama, bo jej rodzicielka się nią nie zajmuje. Na szczęście nie załamuje się i próbuje być samodzielna. Ma także Margot - młodszą siostrę, z którą dzieli wszystkie troski i tajemnice. • Nocna tęcza to książka niezwyczajna. Od pierwszych stron zauważyłam, że będzie to coś innego od dotychczasowych opowieści, które czytałam. Nie miałam jeszcze do czynienia z perypetiami małej dziewczynki, dlatego też bardzo zaciekawiła mnie ta historia. I zostałam wciągnięta w wir interesujących wydarzeń. • Pea jest bohaterką niezwykle silną i optymistyczną. Zdecydowanie mi zaimponowała. To właśnie z jej perspektywy poznajemy fabułę i mimo swojego wieku jako narratorka wypada bardzo dobrze. Widzi świat oczami dziecka i często wysuwa różne teorie i domysły, które czasami są absurdalne, ale czy to właśnie nie tak myśli mała istota? Powoli poznaje otoczenie i jeszcze wielu rzeczy musi się nauczyć. Momentami jednak podczas lektury nachodziły mnie takie myśli, że gdyby wszystko było takie proste, jak myśli główna bohaterka, to świat byłby bardziej piękniejszy. Niestety, życie nie zawsze jest kolorowe. • Z drugiej strony, mimo swojej naiwności Pea wykazuje się dużą dojrzałością. Zajmuje się przecież domem i dba o swoje potrzeby. Jak na swój wiek radzi sobie z tym nad wyraz dobrze. Żal mi jej przede wszystkim dlatego, że musiała wykonywać te wszystkie obowiązki i martwić się, zamiast, tak jak inne dzieci żyć beztrosko. Z tego powodu jestem zła na jej matkę, Rozumiem, że była w ciąży, było jej ciężko po stracie męża, ale jak zauważyłam przez większą część powieści wykazywała się ona obojętnością w stosunku do swoich pociech. • Claire King napisała ciekawą historię o dzieciństwie, smutku i poszukiwaniu dobra, która od początku mnie urzekła. Na własnej skórze doświadczyłam emocji, jakie niesie ze sobą ta powieść i przeżyłam kilka zaskoczeń. Wspólnie z bohaterami doznawałam momentów radości i smutku. Nocna tęcza dla mnie jest jak powrót do słodkich i niewinnych dziecięcych chwil, okolona jednak nutą goryczy.
-
Siedemnastoletnia Ronnie niechętnie reaguje na wieść o tym, że musi spędzić całe lato z ojcem, z którym od dawna nie utrzymuje kontaktów. Trzy lata wcześniej jej rodzice rozwiedli się, a tata, utalentowany pianista, przeprowadził się do małego miasteczka w Karolinie Północnej. Dziewczyna, która przyzwyczajona jest do zgiełku wielkiego miasta i modnych klubów musi zmierzyć się z senną atmosferą małej mieściny i stawić czoło ojcu, do którego ciągle czuje żal. Na miejscu poznaje Willa, przystojnego siatkarza, w którym, chcąc nie chcąc, zakochuje się i to z wzajemnością. Czy te wakacje mogą okazać się jednak nie tak tragiczne, jak myśli Ronnie? • To moje drugie spotkanie z twórczością Nicholasa Sparksa i muszę przyznać, że bardzo udane. Gdybym miała opisać tę powieść jednym słowem, powiedziałabym: niesamowita. Autor tutaj popisał się niezwykłym wyczuciem i stylem pisarskim, opisując losy bohaterów. Sam pomysł na historię ogromnie przypadł mi do gustu i cieszę się, że został w pełni wykorzystany. • Ronnie to interesująca postać. Kreuje siebie na zbuntowaną nastolatkę, która nie słucha rozkazów innych i robi to, co jej się podoba, ale to tylko maska. Tak naprawdę dziewczyna jest delikatna i choć może ma coś z buntowniczki, to pomimo tego myślę, że przeważają u niej pozytywne cechy. Swoją opiekuńczość i troskę okazuje czasami w drobnych gestach. Podobała mi się jej waleczna postawa w stosunku do żółwi, które jeszcze nie wykluły się z jajek. Ronnie bowiem uparła się, że będzie chronić je przed zwierzętami mogącymi jajka zaatakować i czuwała przy nich nocami na plaży. • Jednym z ważniejszych wątków jest relacja pomiędzy Ronnie a jej ojcem, Steve'em. Rzeczą, która ich łączy, jest muzyka - i chyba właśnie za jej pomocą Steve próbuje odnowić swoje kontakty z córką. Nastolatka opiera się temu, nie chce mieć nic wspólnego z tatą, ale przecież w głębi serca wciąż go kocha. Ten motyw pokazuje, jak bardzo ważne są więzi pomiędzy dzieckiem a rodzicem. • Głównej bohaterce zaczyna podobać się Will, który również coś do niej czuje. To chłopak dość popularny i bogaty, ale na szczęście nie chwali się tym naokoło, jak można by przypuszczać. Cechuje się tym, że potrafi być miły i czarujący. Wydaje się, że ta miłość nie przetrwa, wszak teoretycznie to letnie zauroczenie, ale czy na pewno? Może to początek czegoś nowego w życiu Ronnie i Willa? • "Ostatnia piosenka" to piękna opowieść, która momentami śmieszy, a innym razem wzrusza. Skłania do refleksji i ukazuje ważne problemy, z którymi może nie mamy odwagi się zmierzyć. Moim zdaniem fani Nicholasa Sparksa pokochają tę książkę, jeśli jeszcze nie mieli okazji jej przeczytać. Polecam Ostatnią piosenkę także tym, którzy jeszcze wahają się nad jej lekturą i tym, którzy szukają dobrze napisanej powieści obyczajowej z wątkiem romansu.
-
Sam i Hayden są najlepszymi przyjaciółmi, razem dzielą ze sobą swoje pasje. Pewnego dnia po imprezie, Sam przychodzi do swojego kolegi i szybko orientuje się, że ten nie żyje. Zostawił tylko playlistę z dopiskiem na kartce Dla Sama - posłuchaj, a zrozumiesz. Chłopak po tej tragedii jest załamany, ale postanawia odkryć, co tak naprawdę kryje się za samobójstwem Haydena. Okazuje się bowiem, że nic nie dzieje się przypadkowo. • Początkowo Sam wydawał mi się dziwnym bohaterem, ale szybko go polubiłam i utożsamiłam się z nim. Zaczęłam dostrzegać, co tak naprawdę czuł i przeżywał po śmierci swojego najlepszego przyjaciela. Pozostałe postacie są również dobrze wykreowane, a niektórym wręcz towarzyszy aura tajemniczości, która przewija się przez większą część tej powieści. Dopiero na samym końcu wszystkie zagadki zostają wyjaśnione. • Na początku każdego rozdziału jest tytuł którejś piosenki z playlisty Haydena. Jeśli nie rozprasza Was słuchanie muzyki podczas czytania, polecam posłuchać dobrany do konkretnego fragmentu utwór. Wprowadza to pewnego rodzaju nastrój, bo każda piosenka w jakiś sposób dobrana do rozdziału. • Michelle Falkoff przedstawiła niezwykle realną historię i w żadnym momencie nie odniosłam wrażenia, że była ona przerysowana. Za to czułam, że takie wydarzenia mogłyby wydarzyć się naprawdę. • Myślę, że po tę opowieść powinien sięgnąć każdy nastolatek zakochany w czytaniu książek. Autorka pisze prostym, ale ciekawym stylem, szczerze przekazując znaczące treści. Wiele młodych osób po przeczytaniu historii o Samie i Haydenie na pewno wyniesie z tego interesujące wnioski. • Playlist for the dead to poruszająca lektura, która niesie ze sobą ważne tematy i skłania do refleksji nad własnym życiem. Oprócz samobójstwa porusza także problem fizycznego i psychicznego znęcania się nad innymi. Czasami nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, że takie osoby mogą żyć obok nas, a ważne jest, by w porę to zauważyć i spróbować pomóc. Osobiście powieść ta bardzo mi się spodobała i uważam ją za godną polecenia.
-
Buszujący w zbożu zaliczany jest do klasyki literatury. Znalazł się nawet na liście 100 książek BBC, które trzeba przeczytać. Jako że uważam, że klasyki warto znać i ostatnio coraz częściej po nie sięgam, postanowiłam tę książkę przeczytać. I się rozczarowałam. • Główny bohater powieści to szesnastoletni uczeń Holden Caulfield, który ma dość otaczającego go głupstwa, zakłamania oraz podłości i ucieka z college'u, włócząc się kilka dni po Nowym Jorku. Podczas tego poznajemy wiele opowieści z jego życia i dowiadujemy się, co tak naprawdę siedzi mu w głowie. • Holden niemalże bezustannie mnie denerwował i irytował. Nie rozumiem, jakim prawem to właśnie jemu przeszkadzały kłamstwa ludzi, skoro sam często kłamał jak z nut i sądził, że to w porządku. Narzekał na wszystko i wszystkich, nawet na te osoby, których nie znał. Właściwie nie lubił nikogo oprócz swojego rodzeństwa i kilku nauczycieli. Odniosłam wrażenie, że oceniał osoby, chociaż naprawdę dobrze ich nie poznał. Zdecydowanie go nie polubiłam. • Niektóre z opisanych wydarzeń mnie nudziły, inne za to bardziej ciekawiły. W ostatecznej ocenie fabuła pozostaje jednak dla mnie po prostu... nużąca. To w większości opis perypetii Holdena i jego wędrówki po wielkim mieście. Cały czas czekałam na jakiś zaskakujący zwrot akcji, który nie nadszedł. • Być może w tej historii znajduje się ukryte przesłanie, bo jakby nie patrzeć, autor poruszył w niej kilka ważnych tematów. Mimo tego, spodziewałam się odrobinę bardziej filiozoficznych rozważań, które skłonią mnie do myślenia. A dostałam... cóż, zdecydowanie coś mniej ambitnego, niż oczekiwałam. Możecie teraz mnie za to zlinczować, uznając, że nie zrozumiałam sensu książki, ale takie mam na ten temat zdanie. • Warto wspomnieć, że ten klasyk został w latach 50 zakazany w Stanach Zjednoczonych. Niewątpliwie budził wielkie kontrowersje przez poruszane w nim wątki. W tamtych czasach było to coś nowoczesnego. Obecnie Buszujący w zbożu jest nieobowiązkową lekturą w polskich gimnazjach. • Buszujący w zbożu to pozycja, na której się zawiodłam. Nie będę Wam jej mimo to odradzać - jeśli macie ochotę na jej przeczytanie, zróbcie to. Może akurat Wam ona się spodoba? W końcu gusta są różne.
-
Taylor Montclair mieszka w Anglii i prowadzi z pozoru normalne życie. Ma chłopaka, najlepszą przyjaciółkę - jest zwyczajną nastolatką. Do czasu... Pewnego dnia jej wybuch złości powoduje przemieszczanie się przedmiotów. Od tego wydarzenia wszystko ulega zmianie, a wszystkie rodzinne tajemnice wychodzą na jaw. Dziewczyna poznaje prawdę o swoim pochodzeniu i dowiaduje się, że ma moc. • Sacha Winters to Francuz, który żyje ze świadomością, że niedługo umrze. Wieki temu na stosie spłonęła alchemiczka, która rzuciła klątwę na trzynaście pokoleń pierworodnych synów z jego rodu. Chłopak jest trzynasty i zarazem ostatni. • Wydawać by się mogło, że nic ich nie łączy. Szybko okazuje się jednak, że jedynie Taylor jest zdolna uratować Sachę przed klątwą. Czy zdążą się odnaleźć, zanim będzie za późno? • Tajemny ogień to lekka książka fantastyczna, która nie wymaga głębszej refleksji. Postanowiłam po nią sięgnąć, ponieważ mamy wakacje, a to wręcz idealny czas na takie lektury, jak ta. Przeczytałam ją dość szybko i przyznam, że całkiem miło spędziłam czas, zagłębiając się w fabule i losach bohaterów. • Główne postacie, czyli Taylor i Sacha to typowe nastolatki i uważam, że niesprawiedliwie byłoby narzekać na ich zachowanie w tym wieku. Owszem, może momentami lekko mnie irytowały, ale sądzę, że to typowe w młodzieńczym okresie życia. Przeżywają swoje pierwsze miłości, mają swoich przyjaciół, doznają nieznanych dotychczas przeżyć. Ogółem oboje osobno przypadli mi do gustu, a jako duet - jeszcze bardziej. • Wcześniej nie czytałam żadnej książki C.J. Daughery, więc ta, napisana w duecie z Cariną Rozenfeld była moim pierwszym spotkaniem z jej twórczością. Dowiedziałam się, że obie panie wpadły na pomysł napisania wspólnie powieści na paryskich targach książki. Cieszę się, że podjęły się takiego zadania. I chociaż podobno autorki piszą różnymi, odmiennymi stylami, to w Tajemnym ogniu tego nie zauważyłam. Historia jest spójna, napisana prostym językiem i naprawdę wciąga. • Tłem dla wydarzeń są dwa różne od siebie kraje: Anglia i Francja. Szkoda, że autorki nie skupiły się bardziej na pokazaniu odmienności kultur i tradycji, bo chętnie przeczytałabym takie coś. Tymczasem mam wrażenie, że potraktowały to dość powierzchownie. Cóż, może po prostu mam za duże wymagania. • Jeśli szukacie wakacyjnych i młodzieżowych pozycji z wątkiem fantastycznym, Tajemny ogień jest dla Was. To przyjemna książka, która urzeka swoją prostotą. Z niecierpliwością czekam na kolejny tom tej opowieści.