Strona domowa użytkownika
Zawiera informacje, galerię zdjęć, blog oraz wejście do zbiorów.
Zawiera informacje, galerię zdjęć, blog oraz wejście do zbiorów.
Blogerka. Recenzentka. Miłośniczka książek, filmów i dobrej muzyki.
Najnowsze recenzje
-
Panna Drake jest naprawdę upartym i zrzędliwym smokiem. Tak się składa, że pod jej skrzydła trafia nowy pupil, Winnie. Przed smoczycą trudne zadanie - musi wychować tę dziewczynkę z upartym charakterem na idealną towarzyszkę. O dziwo, Winnie myśli natomiast, że to ona jest właścicielką panny Drake. Razem zmierzą się ze swoimi temperamentami. Kiedy Winnie przypadkowo wypuszcza na świat magiczne i niebezpieczne szkicelungi, obie zmuszone są położyć kres chaosowi. Podczas tego zadania będą próbowały zjednoczyć się jeszcze bardziej i dać początek nowej, wspaniałej przyjaźni. • Z literatury dziecięcej wyrosłam już dawno. Kiedy sięgnęłam jednak po tę książkę, miałam nieodparte przeczucie, że pomimo tego spodoba mi się ta historia. Nie myliłam się, ponieważ "Poradnik dla smoków. Żywienie i wychowanie ludzi" okazał się naprawdę ciekawą i zajmującą pozycją, z której młode osoby mogą wynieść pozytywne wartości. Opowieść ta przeniosła mnie znów w beztroski świat dzieciństwa. • Motyw smoków bardzo mi się spodobał, tym bardziej, że o tych stworzeniach mogłabym czytać w nieskończoność. Tutaj zostały one według mnie przedstawione w dość interesujący sposób. Ich świat i funkcjonowanie były jednym z zajmujących aspektów podczas lektury. Tak samo jest z pupilami smoków, ludźmi - ten wątek również uważam za udany. • Winnie i Panna Drake to duet idealny, chociaż na początku można mieć co do tego duże wątpliwości. Winnie, jak na młodziutką osóbkę, ma silną osobowość. Panną Drake cechuje uporczywość i wybredność, ale okazuje się, że czasami te cechy są przydatne. Ich usposobienie i charaktery niezwykle ze sobą współgrają i sądzę, że razem mogłyby rozwiązywać nawet najtrudniejsze zagadki. Powoli poznają siebie nawzajem, a pomiędzy nimi zacieśniają się więzi i zaczyna rozwijać przyjaźń. • Książkę napisano prostym językiem, więc jest ona z pewnością całkowicie zrozumiała dla dzieci. Nie znajdziemy w niej oczywiście jakichś nie wiadomo jak wielkich zwrotów akcji, ale fabuła i tak się broni, sprawiając, że nie można oderwać się od czytania, dopóki nie pozna się zakończenia tej historii. Poza treścią w powieści na początku każdego rozdziału znajdziemy małą ilustrację. • "Poradnik dla smoków. Żywienie i wychowanie ludzi" to wartościowa pozycja, która pobudza wyobraźnię. Polecam ją szczególnie młodszym czytelnikom, bo to właściwie do nich jest ona głównie skierowana. Dorośli także mogą sięgnąć, jeśli mają ochotę, ponieważ to niezły sposób na powrót do minionych lat.
-
Wraz ze śmiercią brata kończy się normalne życie Mai. Dziewczyna po tej stracie zamyka się w sobie, pogrążając się w smutku i żalu. Tylko muzyka i książki potrafią przenieść ją w zupełnie inny świat, wolny od wszelkich trosk. Wkrótce Maia na swojej drodze spotyka Kylera. Jest przystojny, intrygujący i również wydaje się, że ma swoje tajemnice. I co najważniejsze, chce się z nią zaprzyjaźnić. Tylko czy dziewczyna, która wszystkich odtrąca, jest na to gotowa? Okazuje się, że Kyler pomimo przeszkód nie ma zamierza się poddać i dąży do tego, by Maia znów zaczęła cieszyć się życiem. • Książka Anny Bellon jest promowana jako polska sensacja Wattpada. Przed wydaniem bowiem opowieść ta była publikowana na portalu do publikowania swoich opowiadań - Wattpadzie, gdzie uzyskała ponad milion odsłon. Przyznam, że sama mam konto na tej stronie i próbuję coś tam pisać. Czasami także czytam opowiadania innych, ale żeby znaleźć te naprawdę dobre perełki, muszę przebić się przez warstwę wszechogarniającej twórczości młodziutkich nastolatek, które nie potrafią nawet poprawnie ułożyć zdania. Kiedy tylko zobaczyłam zapowiedź "Uratuj mnie" i zaznajomiłam się z opisem, pomyślałam sobie, że muszę to koniecznie przeczytać. Wydawnictwo nie wydałoby przecież jakiegoś gniotu, a opinie osób, które były już po lekturze na Wattpadzie, utwierdziły mnie w przekonaniu, że opowieść o Mai i Kylerze jest wspaniała i wyjątkowa. Postanowiłam poczekać do premiery tej powieści na papierze, a potem przekonać się, czy rzeczywiście zasługuje ona na tyle pochwał. I wiecie co? Zawiodłam się. • Od razu wyjaśniałam, że to nie tak, że powieść mi się nie podobała. Owszem, podobała mi się, ale jednak obyło się bez większych zachwytów. Po tych wychwalających tę pozycję recenzjach, których się naczytałam, oczekiwałam czegoś, co naprawdę wywrze na mnie ogromne wrażenie i sprawi, że po skończeniu nie będę mogła się pozbierać i zapomnieć o bohaterach. Tak się nie stało. Może to moja wina, że jestem dość naiwna, może nie powinnam była stawiać wysokiej poprzeczki tej historii? W każdym razie, w moim odczuciu duża ekscytacja tą książką jest nieuzasadniona. • Maia to bohaterka, która w jednej chwili jest miła i uśmiechnięta, by za moment przeistoczyć się w irytującą dziewuchę. Doskonale rozumiem to, co ją spotkało i jakie to musiało być dla niej ciężkie przeżycie, ale ludzie, ileż można! Nie mogłam znieść jej ciągle powtarzających humorków. No bo kurczę, ktoś chce jej pomóc, a ona go odrzuca, mimo że doskonale wie, iż to może być dla niej swego rodzaju szansa... Za to do Kylera większych zastrzeżeń nie mam. Wydawać by się mogło, że to taki typowy bad boy, jakich w książkach jest tysiące albo i miliony, ale jednak nie do końca. Zyskał on moją sympatię, tak samo jak jego przyjaciele. • Cenię sobie to, ze autorka wątek miłosny pomiędzy Maią a Kylerem rozwijała powoli, bez większego pośpiechu. Właściwie ten wątek jest małym spoilerem, ale myślę, że większość po przeczytaniu opisu i tak domyśli się, co będzie działo się pomiędzy głównymi bohaterami. Początkowo się poznawali, zaprzyjaźniali, a dopiero na końcu zdali sobie sprawę z tego, że pojawiło się pomiędzy nimi uczucie. To dobry zabieg, ponieważ w większości książek, które czytałam, postacie dosłownie już po pierwszym spotkaniu rzucali się sobie w ramiona i wyznawali wieczną miłość. Tutaj tak się nie działo, ale za to było bardzo realistycznie. • Ciekawym elementem "Uratuj mnie" jest muzyka, która zresztą odgrywa ważną rolę w życiu naszych bohaterów. Przez kolejne strony powieści przewijały się teksty i nazwy różnych piosenek, które oczywiście istnieją również w rzeczywistości. W tym momencie muszę podziękować Annie Bellon za umieszczenie tych utworów w tekście i stworzenie playlisty na Youtube, ponieważ dzięki temu odkryłam wiele wspaniałych piosenek i artystów, których cały czas słucham. • Całościowo fabuła wypada nieźle. Czasami ni z tego, ni z owego pojawiają się wątki, o których wcześniej w ogóle nie było mowy. Takie rozwiązanie sprawdza się w opowiadaniach na Wattpadzie, żeby przyciągnąć czytelników, ale w prawdziwej książce już niekoniecznie. Oprócz tego tym, co nieco mnie rozdrażniało, była ilość kuzynów przewijających się na kartach tej opowieści. Autentycznie, co rusz pojawiał się jakiś kuzyn, czy to ze strony Mai czy to Kylera. W pewnej chwili pogubiłam się w tym wszystkim, bo jak dużo można mieć kuzynów, którzy jeszcze pojawialiby się bezustannie w środku akcji? • Dużo w tej historii cytatów i złotych myśli. Niektóre z nich są wartościowe i błyskotliwe i z powodzeniem mogłyby się równać z mądrymi cytatami znanych osobistości. Odniosłam jednak wrażenie, że niektóre z nich były pisane na siłę, jakby autorka postanowiła sobie, że do każdej, nawet nic nie znaczącej sytuacji wymyśli sobie jakiś głębszy sens i podsumuje ją „głębokim” cytatem. Niestety, nie udało jej się to. • Podsumowując, "Uratuj mnie" to książka, względem której miałam wysokie wymagania, a na której ostatecznie się zawiodłam. Pomimo jednak tych wad nie jest to zła pozycja - czyta się ją w miarę szybko, a niektóre postacie i wątki są naprawdę ciekawe. Gdyby Anna Bellon postarała się bardziej dopracować całość i zmienić niektóre wydarzenia, wyszłaby z tego na pewno lepsza opowieść, niż jest teraz. Ale autorka jest jeszcze młoda i ma wszystko przed sobą, więc życzę jej, żeby dopracowała swój warsztat pisarski, bo potencjał ma duży.
-
Jest rok 2059. Paige Mahoney, zaledwie dziewiętnastoletnia dziewczyna, pracuje w kryminalnym podziemiu Sajonu Londyn, włamując się do ludzkich umysłów na zlecenie swojego szefa. Paige należy bowiem do podkategorii jasnowidzów, którzy muszą się ukrywać, by przeżyć. Któregoś dnia wydarza się pewien zbieg okoliczności, który powoduje, że dziewczyna zostaje przetransportowana do tajemniczej kolonii karnej, którą rządzą Refaici - rasa pochodząca z innego świata. Paigie staje się więźniem i podwładną Naczelnika. Żeby się stąd wydostać, musi dostosować się do okrutnych reguł panujących w tym miejscu. • Samantha Shannon urodziła się w 1991 roku w Londynie. Pisać zaczęła już od wczesnej młodości. W 2013 roku ukończyła literaturoznawstwo na uniwersytecie w Oksfordzie. "Czas żniw" to jej literacki debiut. Prawa do tej książki zostały sprzedane do 21 krajów, a The Imaginarium Studios uzyskało prawa do sfilmowania jeszcze przed jej premierą. • "Czas żniw" jest zdecydowanie powieścią, przy której trzeba trochę myśleć i wytężyć swoje szare komórki. Autorka stworzyła bardzo dopracowany świat i jestem pod wrażeniem jej kreatywności, mimo że właśnie podczas lektury często nie za bardzo rozumiałam te wszystkie pojawiające się w tekście terminy. Mamy tutaj całkiem inną rzeczywistość, stworzoną właściwie od samych podstaw, masę różnych nowych pojęć i nazw dotyczących tego świata. Z pomocą przychodzi nam rozpiska i mapka na początku książki, różne przypisy oraz słowniczek z tyłu. • Paigie bardzo przypadła do gustu i polubiłam ją już na samym początku. To bohaterka silna i odważna, która nie boi się wyrażać swojego zdania. Nie użala się długo nad sobą, tylko postanawia działać. Taka jej postawa mi się podoba. Ma też chwile załamania, ale ostatecznie dzielnie je przezwycięża, dążąc do ostatecznego celu. Mogłabym czytać o takich postaciach więcej - mam dość szarych myszek, które uważają to, co je w życiu spotkało, za największą tragedię świata. Chcę poznawać dziewczyny takie jak Paigie - pewne siebie, nieugięte, wytrwałe i zdeterminowane. • Wszystkie wątki tej powieści uważam za naprawdę udane. Niektóre są subtelne, inne mniej, ale nie było takiego, który uważałabym za całkowicie zbędny. Fabuła jest poprowadzona dobrze i chociaż momentami staje się ona odrobinę za bardzo przewidywalna, to jednak znajdą się takie wydarzenia, które całkowicie zaskakują. Jeśli ktoś chciałby, mógłby przeczytać tę książkę bardzo szybko, lecz ja jednak radziłabym bardziej uważnie wczytywać się w historię, by potem się w niej nie pogubić. • Zaintrygowały mnie nadprzyrodzone istoty występujące w tej opowieści. Większość z występujących bohaterów to jasnowidze stojący w hierarchii wyżej lub niżej. To, kim są i co robią, to niezwykle interesujące aspekty. Moją uwagę przykuli również Refaici, o których jednak dowiadujemy się mało. Mam nadzieję, że w kolejnych tomach cyklu będzie można bardziej zagłębić się w ich pochodzenie. • "Czas żniw" to naprawdę inteligentna lektura, z której można wynieść wiele dobrego. Nie spotkałam się jeszcze z tak dobrze wykreowaną fantastyką. Tym bardziej, że to debiutancka powieść młodej autorki, a swoim poziomem dorównuje starszym twórcom. Polecam ją wszystkim, którzy jeszcze mają co do niej wątpliwości - sięgnijcie, przekonajcie się i zobaczcie, że warto. Ja już nie mogę się doczekać, kiedy zacznę czytać drugą część.
-
Aysel ma szesnaście lat i tragiczny plan na przyszłość. Dziewczyna po tym, co zrobił jej ojciec, nie radzi sobie z otaczającym ją światem, a obwiniający ją ludzie dookoła tylko pogłębiają jej depresję. Postanawia popełnić samobójstwo. Na stronie dla osób, które chcą umrzeć, w dziale Partnerzy do samobójstwa, natrafia na ogłoszenie rok starszego od niej i mieszkającego niedaleko Romana. Dziewczyna mu odpisuje, a wkrótce oboje się spotykają, zawierając pakt. Jednak im bardziej przybliża się planowany dzień śmierci, tym bardziej Aysel chce się żyć. • Jasmine Warga to młoda autorka, która mieszka w Ohio w USA. Uwielbia muzykę, zwierzęta i deszczowe poranki. Przepada za piciem lemoniady i mrożonej kawy. Nie lubi mówić o rzeczach, które nie lubi. Moje serce i inne czarne dziury jest jej debiutem literackim. • Samobójstwo to bardzo trudny temat do przedstawienia w powieści. Trzeba być dobrze obeznanym z tym tematem, znać różne motywy, którymi mogą kierować się samobójcy. Uważam, że autorka bardzo dobrze poradziła sobie z tym zagadnieniem. Myśli i motywy głównej bohaterki wydają się rzeczywiście realne. Podobało mi się to, że mimo iż mamy tutaj do czynienia z przygnębiającym i tragicznym wątkiem, to podczas niektórych fragmentów można się uśmiechnąć ze względu na ich komiczność. Dobrze, że pani Warga tak to zaplanowała - smutek przeważa, ale czasami pojawiają się też chwile radości. Chwile, które dają nadzieję. • Roman sam w sobie jest dość intrygującym bohaterem. Nawet Aysel zauważyła, że nie pasuje on do typowego samobójcy. Dziewczyna spodziewała się spotkać kogoś osamotnionego, nieatrakcyjnego, bez zainteresowań, a tymczasem okazało się, że chłopak jest zupełną tego odwrotnością. Dlaczego więc chce się zabić, skoro mogłoby się zdawać, że ma wszystko, czego potrzebuje do szczęścia? Odpowiedź na to pytanie zostaje nam wkrótce wyjawiona. I ta postać dowodzi również, że nawet człowiek z pozoru wyglądający na spełnionego życiowego może mieć swoje ukryte demony, które go prześladują i czają się w jego wnętrzu. • Resztę bohaterów także polubiłam. Każdy z nich jest warty uwagi i zapamiętania, każdy jest z krwi i kości. Moją sympatią szczególnie obdarzyłam mamę Romana. To pełna ciepła i życzliwości kobieta oraz niezwykle troskliwa matka, szczerze martwiąca się o swojego syna. Bardzo spodobała mi się jej postawa w różnych sytuacjach i to, jak ogromnie cieszyła się na wieść, że Roman w końcu kogoś poznał. Potem było mi jej żal ze względu na jej niewiedzę o tym, co planują Aysel i Roman. • Wątek miłosny oczywiście pojawia się pomiędzy dwójką głównych bohaterów. Według mnie nie jest ani trochę przerysowany. Oboje powoli się poznają, żeby na końcu zdać sobie sprawą z łączącego ich uczucia. Ich relacja jest niezwykła. To właśnie dzięki chłopakowi Aysel na nowo zdaje sobie sprawę z tego, że chce jej się żyć. A Roman... Cóż, on to troszkę inna bajka. W każdym razie, miłość ma niezwykłą siłę i potrafi przezwyciężyć różne przeszkody. Czy tak będzie i w tym przypadku? • Myślę, że ta książka zawiera swego rodzaju przestrogę, by nie podejmować pochopnych decyzji, szczególnie w sprawach życia i śmierci. Ta opowieść daję nadzieję na lepsze jutro. Oprócz tego zwraca też uwagę na problemy samobójstwa i depresji wśród młodzieży. Ważne jest, by w porę zauważyć problem, bo potem może być już za późno. I nie być obojętnym na krzywdę innych. • Moje serce i inne czarne dziury polecam wszystkim nastolatkom, ponieważ to z pewnością wartościowa lektura, która porusza społeczne udręczenia. Wszyscy, którzy są zainteresowani tematem samobójstwa, również powinni sięgnąć po tę pozycję. Przeczytajcie i doświadczcie na własnej skórze uczuć, które zapewnia ta historia.
-
"Ślady" to zbiór opowiadań, które choć z pozoru wydają się od siebie różne, to jednak każde z nich coś ze sobą łączy. Są to na przykład więzy pokrewieństwa pomiędzy poszczególnymi bohaterami, a także miejscowości, w których rozgrywa się akcja, bo tych tutaj mamy kilka. Wszystkie te historie opowiadają o życiu ludzi, ich problemach i codziennych troskach oraz o najważniejszym - o przemijaniu. • Jakub Małecki jest polskim pisarzem i tłumaczem, który w swoim dorobku ma już osiem książek. Szczególnie głośno zrobiło się o nim, kiedy wydał Dygot, teraz zaliczany do bestsellerów. Urodził się w miejscowości Koło, mieszka i pracuje w Warszawie. Został laureatem kilku nagród, m.in. nagrody Śląkfa i Książki Miesiąca "Magazynu Literackiego KSIĄŻKI". • Wcześniej nie miałam okazji zapoznać się z twórczością pana Małeckiego, ale przyznam, że słyszałam o nim wiele dobrego. W tym momencie, po skończonej lekturze tego zbioru opowiadań, mam ochotę przeczytać inne jego powieści. Jestem absolutnie zachwycona "Śladami" i tym, że ta książka tak mi się spodobała, ponieważ nie za często sięgam po taki rodzaj literatury. • Opowieści zawarte w tej pozycji to życiowe i realistyczne historie. Nigdy nie sądziłam, że życiorysy zwykłych ludzi mogłyby mnie tak bardzo zaciekawić, ale najwyraźniej się myliłam, bo podczas ich poznawania byłam bardzo zainteresowana i zaciekawiona tym, co wydarzy się dalej. A działo się, i to dużo. • Autor pisze takim językiem, który niewątpliwie zachęca do dalszego poznawania losów bohaterów. Każda z postaci ma swoje osobne, przeżycia, lęki i wewnętrzne demony. Każda z nich pragnie też spokojnego i beztroskiego życia, co niestety nie zawsze się sprawdza. Wiadomo, że życie to nie bajka i jakoś trzeba sobie radzić, przezwyciężając kłopoty. Niektórzy bohaterowie wzbudzili moją sympatię, innych nie polubiłam wcale, lecz mimo tego wszystkim życzyłam dobrze. • Ważnym motywem, bezustannie przewijającym się na kartach książki, jest przemijanie. Rodzimy się, żyjemy i w końcu, bez wyjątków, umieramy. Nikt jeszcze nie wymyślił sposobu na długowieczność i musimy pogodzić się z tym, że kiedyś i nas spotka śmierć. Po ludziach pozostają jednak tytułowe ślady - czy to materialne przedmioty, czy to też chociażby pamięć o nich w sercu bliskich. Małecki tym sposobem skłania nas do refleksji i zastanowienia się nad sensem ludzkiej egzystencji. • "Ślady" to nie publikacja dla wszystkich. Zawiedziecie się, jeśli oczekujecie radosnych historii ze szczęśliwym zakończeniem. Sięgnijcie, jeżeli macie ochotę na coś, co porusza trudne tematy i powoduje u czytelnika swego rodzaju zamyślenie.