Zawiera informacje, galerię zdjęć, blog oraz wejście do zbiorów.
Rodzaj: | Biblioteki publiczne |
---|---|
Telefon: | 12 61 89 100 |
Województwo: | małopolskie |
Adres: |
Plac Jana Nowaka Jeziorańskiego 3 31-154 Kraków |
E-mail: | administracja@krakowczyta.pl |
GODZINY OTWARCIA
Informacje na temat zmiany godzin otwarcia filii Biblioteki Kraków znajdują się na stronie Biblioteki Kraków
1 stycznia 2017 roku z połączonych czterech niezaleznych sieci bibliotek dzielnicowych: Nowohuckiej, Krowoderskiej, Podgórskiej i Śródmiejskiej powstała Biblioteka Kraków - samorządowa instytucja kultury Gminy Miejskiej Kraków.
Misją Biblioteki Kraków jest zapewnienie powszechnego dostępu do różnorodnych zbiorów bibliotecznych, a także dostarczenie wysokiej jakości usług skierowanych do wszystkich grup użytkowników; szczególnie dzieci i młodzieży oraz osób z niepełnosprawnością. To również inspirowanie i wspieranie rozwoju intelektualnego, podejmowanie działań na rzecz zwiększenia obecności książki w życiu społecznym mieszkańców Krakowa i podnoszenie ich kompetencji czytelniczych, a także ochrony dziedzictwa kulturowego i literackiego Krakowa.
-
Ato feler! Agnieszki Frączek to nie tylko biografia Jana Brzechwy, • którą zresztą czyta się jak dobrą książkę po trosze obyczajową, po • trosze przygodową i historyczną. To także zbiór przezabawnych wierszyków inspirowanych konkretnymi strofami autorstwa poety. Przy każdym z tych utworów znajduje się wizerunek papugi, która informuje, że tekstu krztyna została niecnie spapugowana od Brzechwy Jana. Autorka chyba nie byłaby sobą, gdyby nie przemyciła w swej opowieści ciekawostek językowych. I tak co kilka stron znajdujemy fiszkę „trzymaną” przez tajemniczą rękę, a umieszczona tam informacja wyjaśnia niektóre słowa lub stanowi komentarz do nieaktualnych już realiów życia. Dzięki temu młody czytelnik może lepiej zrozumieć • opisany w książce świat, a przy okazji poszerza swój zasób słownictwa. • Całość wzbogacają przepiękne ilustracje niezrównanej Joanny Rusinek. Ileż sympatii wzbudza mały Janek w marynarskim ubranku! A pan Aleksander Lesman – ojciec przyszłego pisarza – do złudzenia przypomina Ambrożego Kleksa, łącząc w swojej fizjonomii tytułową postać z okładki szkicowanej jeszcze przez Jana Marcina Szancera oraz rysy Piotra Fronczewskiego – odtwórcy głównej roli w filmowej adaptacji książki Jana Brzechwy z lat osiemdziesiątych (reż. Krzysztof Gradowski). Zachęcam do przeczytania, bo Pisarzem może zostać tylko ten, kto nie boi się czytać. • Agata lesiak
-
Bestiariusz nowohucki Elżbiety Łapczyńskiej jest jej książkowym debiutem literackim zauważonym przez krytyków literackich i nominowanym do kilku prestiżowych nagród, m.in. Nagrody Literackiej Nike. Jury Nagrody Krakowskiej Książki Miesiąca uhonorowało autorkę tytułem książki miesiąca października, choć zazwyczaj debiuty są traktowane z dużą dozą ostrożności. Opowieść z jednej strony niełatwa w odbiorze, z drugiej interesująca i pochłaniająca czytelnika. Rzecz – jak wskazuje tytuł – dotyczy Nowej Huty, czasów, w których, po zniszczeniu świata Mogiły czy Bieńczyc, wyrwania go z ziemi niemal z korzeniami, wyłaniała się nowa przemysłowa rzeczywistość oraz nowe miasto. Do ich tworzenia ściągali nie tylko okoliczni ludzie, ale również osoby niemal z całej Polski. Ten kulturowy i społeczny koktajl, kształtowany pod kontrolą partii na nowoczesny socjalistyczny wizerunek, tworzył swoiste wynaturzenia i lęki zauważone i opisane interesującym literackim językiem przez Elżbietę Łapczyńską. Trzeba podkreślić, że rzeczywistość lat 50. minionego wieku przywołana została na stronach powieści przez młodą osobę, która bez tego nie zetknęła się nawet z rzeczywistością nowohucką sprzed 1989 roku. Nowa Huta zawsze budziła zainteresowanie, choć w jednych lęk, w innych fascynację. A Bestiariusz jest tego najlepszym przykładem. • Janusz M. Paluch
-
Wśród nas mieszkają wielbiciele kotów, psów lub innych zwierząt, ale czy ktoś zastanawiał się, co te zwierzęta myślą o swoich opiekunach, mieszkaniach i sąsiadach lub czy każde „miau” oznacza to samo? Jeżeli nie, to koniecznie musicie poznać kota Dzbanka – bohatera książki Mruczando na trzy rodziny i jedną kamienicę autorstwa Grzegorza • Kasdepke. Jedna z warszawskich kamienic przy Saskiej Kępie to mieszkanie: bajkopisarza Grzegorza (tego wspomnianego wyżej), jego żony Zosi i syna Kacpra, prawnika Rafała, jego żony dziennikarki Grażyny oraz ich dzieci Julka i Tomka, aktora Mariana, jego żony Darii, córki Agatki i kota Dzbanka, a także rodziny gołębi oraz pająków – Alfreda i Fryderyka. Bohaterów poznajemy na pierwszych stronach książki. Portrety Joanny Kłos zostały uzupełnione humorystycznymi opisami. Kamienica to pozornie spokojne miejsce. Dzbanek – o urodzie pirata, który ceni sobie drzemkę – jest jednak • odmiennego zdania. Każdy z lokatorów ma inny charakter i usposobienie, ale to nie przeszkadza im w utrzymywaniu dobrych relacji z pozostałymi mieszkańcami. Co ciekawego dzieje się w kamienicy? Kto wytypuje najlepsze wyniki meczów podczas mistrzostw świata w piłce nożnej? Czy remont piwnicy zadowoli pająki? Przekonajcie się o tym sami. Autor Detektywa Pozytywki zaprosił czytelników do swojej kamienic. Niektóre przytoczone historie wydarzyły się naprawdę, inne zostały wymyślone. Kompozycja książki podzielona została na cztery części nawiązujące do pór roku. Mruczando to zwroty akcji, pomysłowa fabuła, zabawne opisy oraz barwne ilustracje Joanny Kłos, ale przede wszystkim to książka o relacjach międzyludzkich, przyjaźni, marzeniach, wspólnym działaniu oraz wzajemnym zrozumieniu. Większość czytelników chciałaby mieszkać • w tej kamienicy i mieć wspaniałych sąsiadów. • Paulina Knapik-Lizak
-
Od kilku lat książka ta znajdowała się na mojej „tatrzańskiej liście towarów poszukiwanych”. Ma ją kilka bibliotek, ale jakoś nie było mi do nich po drodze. Pewnego dnia przyszedł do biblioteki pan, aby zapoznać się z warunkami zapisu. Wkrótce w naszej rozmowie pojawił się wątek góralski i przy okazji wspomniałam, że bardzo chciałabym przeczytać W stronę Pysznej. Już na drugi dzień książka leżała na mojej szafce nocnej. Pan wypożyczył mi ją bezterminowo. Wydanie pierwsze ukazało się w 1961 r. i jako jedyne wymienia dwóch autorów: Stanisława Zielińskiego i Wandę Gentil-Tippenchauer; ostatnie – w 2008 r., z pięknymi fotografiami Adama Brzozy, wydał Zysk i S-ka. Niestety nie znam przyczyny pominięcia autorstwa Wandy zwanej Rudą (sympatii i przyjaciółki Józia) w kolejnych wydaniach. Stanisław Zieliński w książce składa hołd polskiemu narciarzowi żydowskiego pochodzenia, taternikowi, ratownikowi oraz wieloletniemu naczelnikowi TOPR-u – Józefowi Oppenheimowi, zwanemu Opciem albo po prostu Józiem. Józio w Tatrach pojawił się w 1909 r. z wycieczką studencką jako dwudziestodwulatek z rewolucyjną przeszłością. I już tam pozostał, chociaż do tytułu inżyniera brakowało mu tylko dwóch egzaminów. Najpierw poznały się na nim kobiety, potem pokochały psy, a z czasem – cała zakopiańska ferajna. W 1914 r. Zaruski, odchodząc na wojnę, przekazał mu kierownictwo w TOPR. Oppenheimowi udało się przeżyć • II wojnę światową i wrócić w ukochane Tatry. Niestety 28 lutego 1946r. został zastrzelony we własnym domu na Krzeptówkach przez nieznanych • sprawców. Rudą postrzelono wtedy w głowę. Pyszna… wymarzone miejsce dla narciarzy, którzy w starym wydzierżawionym szałasie odpoczywali i wpisywali do księgi wspomnienia, historyjki czy rysunki. Z czasem, ok. • 1936 r., powstało na Hali Pysznej schronisko i było przez wiele lat jedyne w Tatrach Zachodnich. Gospodarzył w nim Stanisław Marusarz. W styczniu 1945 r. budynek spłonął od niemieckiego pocisku. Od dziesiątków lat Pyszna jest już niedostępna dla turystów. Można • ją zobaczyć z zielonego szlaku turystycznego z Iwaniackiej Przełęczy • przez Siwą Przełęcz na przełęcz Liliowy Karb i zadumać się nad miejscem, które kiedyś tyle znaczyło, a nawet miało swojego ducha! • W książce nie brak opisów wszelakich wypraw, śmiertelnych wypadków, tajemniczych zaginięć. Pojawiają się także wybitne postaci związane z Tatrami. Wymarzona lektura na jesienne wieczory! Warto dodać, że w 2021 r. ukazała się książka Wojciecha Szatkowskiego Józef Oppenheim. Przyjaciel Tatr i ludzi. • Joanna Muniak
-
Czas robi swoje. Szybko zapominamy, zwłaszcza w okresach dynamicznych zmian – a chyba w takim momencie znowu jesteśmy – o wielu wydarzeniach, rzeczach, przeżyciach sprzed niewielu nawet lat. A cóż dopiero sprzed dwóch, trzech dekad, kiedy Polska wchodziła w okres • bezprecedensowej transformacji obejmującej wszystkie obszary życia, • kiedy wkraczał do nas kapitalizm. Lata 90. to wciąż kopalnia tematów dla dziennikarzy, badaczy obyczajów i antropologów. Tamto dziesięciolecie nadal fascynuje, tak jak zafascynowani zmianami – pełnymi nadziei – byli wówczas Polacy, starzy i młodzi przejęci nagłym dostępem do dóbr i usług wcześniej znanych większości z zachodnich filmów, prasy i folderów przemycanych do naszego kraju. Udaną rejestracją, wspomnieniem owej dekady zauroczenia cywilizacją konsumpcji, która opanowała III RP, jest nowa książka Wojciecha Przylipiaka, dziennikarza i pasjonata gadżetów nowoczesności. Po wydanym w roku 2020 opracowaniu Czas wolny w PRL (recenzja w Informatorze Biblioteki Kraków nr 11/2020) jego kolejna publikacja pod tytułem Sex, disco i kasety wideo – obfitująca w osobiste relacje • uczestników będące znaczącym walorem opowieści – stanowi zapis polskiej rzeczywistości z lat 90. Unikając polityki – pisze we wstępie Przylipiak – skupiam się na popkulturze, obyczajach, ludziach. Wracam poprzez opowieści odbiorców popkultury oraz jej kreatorów. Wracam do świata, którego już nie ma. Przynajmniej w dużej części. Na ponad 300 stronach, uzupełnionych wieloma zdjęciami, wśród których nie brak rodzinnych fotografi i autora, nadających publikacji stempel autentyczności, przypomina on czas wprowadzania na rynek i zauroczenia m.in. kasetami VHS oraz magnetofonowymi, pierwszymi teleturniejami i telenowelami, pornografią, fastfoodami, bazarami i supermarketami • pełnymi towarów. Pamiętam, że za granicą pod koniec lat 80. w takich właśnie sklepach robiliśmy sobie zdjęcia. Nie mieliśmy pojęcia, że za kilka lat i u nas będzie podobnie – pisze autor. Przylipiak opisuje pierwsze pokazy mody z udziałem światowych modelek, wielkie koncerty, jak choćby Michaela Jacksona dla stu tysięcy widzów w Warszawie. Ze szczegółami prezentuje rynek muzyczny i ówczesne popularne jego • kierunki – disco polo czy hip-hop, opowiada o polskim musicalu Metro. Przybliża z tamtego czasu gry wideo i salony gier, sex-shopy, a jako fan komputerów – ich pierwsze modele oraz akcesoria. Nie pomija wydawanej wtedy w masowych nakładach literatury popularnej (dominacja romantycznej i erotycznej), prasy kolorowej (w tym erotycznej), tabloidów, komiksów. Przywołuje nawet głośnych wówczas hipnotyzerów, ze słynnym Kaszpirowskim na czele. Autor postawił sobie poważne zadanie ujęcia całościowo zmian występujących w naszym kraju na polu • popkultury w latach 90., choć muszę stwierdzić – jako historyk polskiej reklamy i autor kilku tomów na jej temat – iż zbyt mało miejsca poświęcił tej właśnie dziedzinie, która w moim przekonaniu była katalizatorem wszelkich przemian w początkach III RP. Nie • zmienia to jednak faktu, że oparta na bogatym materiale źródłowym publikacja stanowi dobre wprowadzenie do opisu świata, który ulegał błyskawicznym przewartościowaniom, zmieniał nas. Dzisiaj, gdy się patrzy na materiały wideo i zdjęcia z tamtej dekady, to aż chce się krzyknąć z przerażenia, „jak my wyglądaliśmy”, zauważa Przylipiak • (ur. 1978), a w innym miejscu dodaje: co charakterystyczne dla wnętrz z tamtych lat, to nadmiar przestrzeni „wystawowej”. Kredensy, półki, witrynki, regały, komódki – wszystko, co mogło służyć wyeksponowaniu bibelotów i pamiątek. Czegoś, co po kilku latach i tak lądowało w piwnicy. Z końcem ostatniej dekady XX wieku rynek w naszym kraju się zmieniał. Lata 90. są już zamkniętą historią. Dzięki tej książce ocaleją o niej wspomnienia. • Piotr Wasilewski